Bezpieczeństwo państwa pozostawało dotąd w miarę poza polityczną szarpaniną, ale weto prezydenta Nawrockiego wobec programu SAFE radykalnie to zmieniło. Nawrocki przekroczył istotną granicę, ale zapewne czuje się bezpieczny w swojej „bańce”, bo od dawna założył, że będzie prezydentem połowy Polaków i to wystarczy do reelekcji. Wydaje się, że Nawrockiemu i Nowogrodzkiej chodzi głównie o to, kto będzie mógł uchodzić za dobrodzieja armii i przemysłu zbrojeniowego w następnym, wyborczym roku i że nie powinien być to Donald Tusk. Okazało się przy okazji, że zysk albo strata NBP zależą od woli prezesa Glapińskiego i politycznych potrzeb środowiska, z którego się wywodzi. Nie buduje to powagi jego „apolitycznego”, jak sam mówi, urzędu, ale tak się w tej poppolityce dzisiaj gra i już mało kto czuje się czymkolwiek zażenowany.
Prezydent zadowolił wetem swój żelazny elektorat, obie Konfederacje i Jarosława Kaczyńskiego. W drugim etapie – już w ramach łowienia niezdecydowanych z centrum – będzie trwała batalia o plan Glapińskiego, a dokładniej o to, kto będzie winny, że nie wejdzie on w życie. Trudno bowiem przypuszczać, aby NBP pod tym kierownictwem wypłacił cokolwiek, jeśli nie będzie to oznaczać politycznego zysku dla PiS i Nawrockiego. Rozpoczął się znany od lat pisowski „szantaż patriotyczny”, a jeśli rząd nie skorzysta z ustawy prezydenckiej w sprawie SAFE 0 proc., która daje przedstawicielom Nawrockiego prawo zablokowania każdej decyzji, rozpęta się piekło. Wszystko to jest zgodne z piarową rozpiską marketingowców z PiS i prezydenckiej kancelarii, bo najważniejsze jest uzyskanie przewagi w głowach wyborców, to tam się rozgrywają bitwy, które dla polityków mają znaczenie, reszta to didaskalia.
Rozgrywki wokół SAFE (więcej w tekście „