Gra w kurczaka
Gra w kurczaka. W polskiej polityce nastąpiły właśnie dwa spore zawirowania
W polskiej polityce nastąpiły dwa spore zawirowania. Co ciekawe jedno z nich dotyczy partii, której jeszcze nie ma (Mateusza Morawieckiego), a drugie ugrupowania, którego już w zasadzie nie ma (Polska 2050). Mówi się, że to Jarosław Kaczyński spuścił z tonu po kolacji z byłym premierem, ale i Morawiecki musiał trochę nacisnąć hamulec, może także po zapoznaniu się z sondażami, które jego hipotetycznej nowej partii dały ok. 5–6 proc. poparcia. To wyraźnie mniej niż dostawały inne formacje na początku działalności, które – jak Polska 2050, wcześniej Kukiz’15, Wiosna, Nowoczesna – albo po kilku latach przestały istnieć, albo zeszły na zupełny margines. Nie jest łatwo założyć w Polsce nowy polityczny biznes.
Chyba wszyscy w Europie zazdroszczą Péterowi Magyarowi, który do partii Tisza, założonej w 2021 r., dołączył dwa lata temu i zdobył większość konstytucyjną – to swoisty polityczny rekord skuteczności (więcej o rozliczeniach ekipy Orbána w tekście Aleksandra Kaczorowskiego). U nas powstają tzw. dziesięcioprocentowce, partie sezonowe, i mimo narzekań na męczący „duopol PO-PiS” zazwyczaj padają jak muchy. Wyborcy niby zapalają się, chcą nowości, publicyści ogłaszają nową epokę, rozszczelnienie systemu, a potem wraca stara polaryzacja, ponieważ ludzie najwyraźniej tego chcą.
Morawiecki mógł zatem dojść do wniosku, że może lepiej z pełnym odpaleniem swojego projektu jeszcze zaczekać, aby się za szybko nie znudził. Poza tym wolałby być wyrzucony z PiS, bo wtedy byłby ofiarą prezesa Kaczyńskiego, miałby założycielską legendę i zyskałby większą wiarygodność w oczach tego sławetnego „centrowego elektoratu”, na który wszyscy liczą, tylko słabo go widać.