KO–PiS: zacięta prekampania
KO kontra PiS: zacięta prekampania. Szykuje się męcząca walka na punkty i błędy przeciwnika
Wydarzenia przyspieszają, trwa walka na wrzutki i przykrywki. Problemy ochrony zdrowia czy aferę senatora Tomasza Lenza miało załagodzić podpisanie SAFE, ale triumfalna ucieczka Ziobry spowodowała, że Lenza trzeba było z partii jednak wyrzucić, a dodatkową przykrywką, także imprezy techno w Wilanowie, było pryncypialne poparcie premiera dla transkrypcji małżeństw jednopłciowych, choć w niejasnej formule.
PiS natomiast, wystraszony rozrastającą się aferą Zondacrypto, zalicytował całkowity zakaz kryptoaktywów, czym przysporzył sobie nowych problemów i teraz będzie musiał czymś przykryć przykrywkę. A dla tuszowania sporów wewnętrznych prezes Kaczyński wyrzucił posła Łukasza Mejzę, choć wcześniej go bronił. Wszystkie te ruchy, najczęściej grubo spóźnione, wynikają z niepewności, co dzisiaj ludzi oburza, a co da się przeczekać i przemilczeć. Dominuje taktyka „aby nie popsuć”.
Jest tak także dlatego, że w polskiej polityce od wielu miesięcy trwa sondażowy remis, w zasadzie fałszywy, ponieważ wszystkie trzy aktywa prawicy są nad progiem wyborczym, a dwa z czterech ugrupowań koalicji rządzącej – pod nim, więc w przeliczeniu na mandaty przewagę zazwyczaj ma prawica. Jednak ten psychologiczny remis skłania ku opinii, że trzeba go dowieźć do okolic wyborów i zadać decydujące ciosy w samej kampanii.
Powoduje to, że Koalicja Obywatelska, główna siła władzy, nie chce proponować większych zmian ekonomicznych i społecznych, aby nikogo nie zirytować i tego „remisu” nie stracić. Dotyczy to także PiS – nie tak już pewnego sukcesu w 2027 r. jak tuż po zwycięstwie Karola Nawrockiego – który szuka klucza do powiększenia elektoratu, a nie czuje już tak dobrze wyborców, jak jeszcze dekadę temu, daleko mu też do ułożenia się z ewentualnymi koalicjantami.