Katastrofa po roku
Katastrofa po klęsce. Rok temu Trzaskowski przegrał. Nic się nie stało? To prosta droga do powtórki
Apokalipsa została odwołana. Rząd jakoś rządzi, koalicja jakoś stoi w sondażach. Fala prawicowego populizmu może i podtopiła kraj, ale nie wszystko znalazło się pod wodą. Z nowym prezydentem faktycznie nie ma lekko, ale wyprowadzane przez niego ciosy właściwie przestały boleć. A dodajmy jeszcze, że jego polityczny obóz właśnie przechodzi kryzys. Jeśli więc dobrze się zastanowić, to można dojść do wniosku, że po przegraniu ubiegłorocznych wyborów prezydenckich zrobiło się… lepiej. Ale czy na pewno?
Nic się nie stało
Problemu nie widzi nawet ten, który osobiście najwięcej stracił. „Raz się wygrywa, a raz się przegrywa” – tak można streścić dwugodzinny wywiad z Rafałem Trzaskowskim, który ukazał się dwa miesiące temu na kanale popularnego Żurnalisty, odbijając się dosyć szerokim echem. Chociaż dźwigającego na własnych barkach brzemię porażki Trzaskowskiego akurat można zrozumieć. Jeżeli sam uderzy się w piersi, wszyscy wokół utwierdzą się w przekonaniu, że to wina kandydata, który był nie taki jak trzeba. Jeżeli zacznie rozliczać innych, ogłoszą z kolei, że facet nie umie przegrać z honorem. Lepiej więc już udawać, że nic się nie stało. Tylko że normalizacja porażki nigdy nie wyszła nikomu na dobre.
Po przegranej Trzaskowski zniknął z krajowej polityki, partyjnej hierarchii i wyobraźni wyborców. Dzisiaj można nawet odnieść wrażenie, że jest po prostu zalatanym samorządowcem, który przypadkowo kiedyś zabłądził na ścieżki wielkiej polityki. Chyba nigdy nie był w Warszawie tak widoczny jak teraz. Niedługo po wyborach otworzył na oścież swoje kanały internetowe i odtąd regularnie zalewa je świeżym towarem. Pokazuje tętniące życiem miasto, reklamuje nowe inwestycje, czasem skomentuje bieżącą politykę, zaprezentuje swój wypełniony książkami gabinet i opowie, co ostatnio przeczytał.