Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kraj

Rafał Chwedoruk dla „Polityki”: Kraków to dla prawicy kiepskie miejsce do prężenia muskułów

Przemysław Czarnek w Krakowie Przemysław Czarnek w Krakowie Jakub Włodek / Agencja Wyborcza.pl
Czy PiS z Konfederacją pokażą latem swoją siłę, jakie kłopoty ma KO oraz czy partia Razem pokona lewicę Włodzimierza Czarzastego? O sytuacji politycznej po udanym referendum w Krakowie rozmawiamy z prof. Rafałem Chwedorukiem, politologiem z Uniwersytetu Warszawskiego.

MICHAŁ DANIELEWSKI: Po referendum w Krakowie w przestrzeni medialno-politycznej dominuje hipoteza, że wynik głosowania to czerwona kartka dla rządu oraz że odwołanie prezydenta Aleksandra Miszalskiego będzie miało    przełożenie na politykę krajową jako symboliczna, istotna porażka Koalicji Obywatelskiej. Słusznie?

RAFAŁ CHWEDORUK: Nie sądzę, żeby to miało tak duże znaczenie. Polski system partyjny jest bardzo stabilny, a podziały socjopolityczne silnie utrwalone, mimo zmian demograficznych, które obserwujemy od kilku lat. To nie jest Polska z pierwszej dekady XXI w., kiedy politycznie wszystko wydawało się możliwe.

Podczas referendum w Krakowie w lokalach wyborczych stawiła się relatywnie niewielka grupa wyborców, a sukces głosowania wynika głównie z niewielkich wymogów frekwencyjnych. Jeśli spojrzeć na procenty i liczby bezwzględne oraz porównać referendum z wyborami z przeszłości, widać wyraźnie, że zdecydowaną większość głosujących za odwołaniem stanowili ci, którzy i tak wybierają PiS bądź ewentualnie Konfederację. Przestrzenny rozkład tych głosów koreluje z tradycyjnymi obszarami ponadstandardowego poparcia dla Prawa i Sprawiedliwości oraz z problemami dotyczącymi polityki transportowej w mieście.

Jednak liczba głosów w referendum była sporo wyższa niż zwycięski wynik Miszalskiego w drugiej turze wyborów samorządowych. Czy to może świadczyć o potencjale prawicowego kandydata w przyspieszonych wyborach w sierpniu?
Nie traktowałbym tego jako prostego wskaźnika potencjału wyborczego kandydata prawicy. Zwykle referenda „przeciw” do pewnego stopnia łączą różne grupy, więc niekoniecznie liczbę głosujących w plebiscycie da się łatwo przenieść na poparcie jednego, konkretnego kandydata. Geografia poparcia jest tu istotna.

Reklama