Nie będzie Niemiec…
Ci straszni Niemcy. Fobia prawicy i Nawrockiego może nas skazać na groźną samotność
Podpisanie traktatu zawierającego – wzmocnione ponad zobowiązania NATO – dwustronne gwarancje bezpieczeństwa z najpotężniejszym sąsiadem leżało przede wszystkim w naszym interesie, gdyż to my jesteśmy państwem frontowym. Pozbawieni wsparcia Niemiec – z ich położeniem geograficznym i odbudowującym się potencjałem militarnym – stalibyśmy się w razie konfliktu z Rosją państwem odciętym i samotnym. Trudno zatem wskazać racjonalne argumenty przeciwko pogłębieniu sojuszu, którego w żadnym razie nie należy traktować jako alternatywy wobec NATO, tylko raczej jako swoistą polisę bezpieczeństwa na wypadek transatlantyckiej awarii.
Nie bez przyczyny tego typu pakty zawiązują teraz pomiędzy sobą największe europejskie państwa. Do zawartego już wiele lat temu traktatu niemiecko-francuskiego doszła niedawno umowa łącząca Francję, Niemcy i Wielką Brytanię. Z kolei rząd Tuska na przestrzeni ostatniego roku zawarł porozumienia z Paryżem i Londynem. To ostatnie zostało jednak skrytykowane przez prezydenta; Karol Nawrocki co prawda kwestionował przede wszystkim rzekome pominięcie jego osoby w procesie negocjacyjnym, niemniej zapowiedział „audyt” traktatu polsko-brytyjskiego – i jak dotąd nie ma pewności, czy złoży pod nim podpis. A bez tego umowa traktatowa nie wejdzie w życie.
Widząc zatem konfrontacyjne nastawienie głowy państwa, premier najwyraźniej z góry założył, że kolejny traktat – tym razem z samym „odwiecznym wrogiem” – to już zbyt wiele dla pogrążonego w prawicowych alergiach Nawrockiego. Czy słusznie, tego już pewnie nie rozstrzygniemy, chociaż wetując wcześniej ustawę wprowadzającą SAFE („niemiecką pożyczkę”), prezydent złamał niepisaną dotąd zasadę, żeby sprawy bezpieczeństwa wyłączyć spod logiki politycznej wojny domowej.