Amnezja i amnestia
Zapomniane, przebaczone: przedawniają się winy PiS. Pęka tama przeciw powrotowi Kaczyńskiego do władzy
Propozycja premiera Tuska, aby 4 czerwca w wyborczym 2027 r. odbył się w Warszawie „wielki marsz patriotów”, została przyjęta dość chłodno zarówno przez wrogów szefa rządu, jak i jego dawnych zagorzałych zwolenników, którzy w sporej grupie na żadne marsze już się nie wybierają. Jak piszą w socialach, „plecaki demonstranta” odłożyli na pawlacz. Ale przy tej okazji, oprócz wybrzydzania na władzę, przypomniały się wielkie marsze z 2023 r., także te z kampanii prezydenckiej z 2025, trochę odżyły wspomnienia tamtego entuzjazmu, kiedy cel demokratów był jasny: odebrać władzę populistom, a potem to ugruntować w wyborach prezydenckich. Ten proces się załamał, a konsekwencje okazały się głębsze, bo pojawiło się zwątpienie co do sensowności tamtego zaangażowania.
Niektórzy przeszli wręcz drogę od niemal fanatycznego popierania Platformy i Rafała Trzaskowskiego do bycia dzisiaj fanami prezydenta Nawrockiego, a nawet Kaczyńskiego. To być może rodzaj jakiegoś politycznego masochizmu, wynikającego z głębokiej traumy albo też z rozczarowania brakiem spodziewanych od nowej władzy korzyści. Pod hasłami neutralności, wyjścia „poza duopol” część dawnych sympatyków obozu demokratycznego zaczęła zawzięcie krytykować KO, a zamilczać PiS.
Czytaj też: Ich zdrowie ważniejsze niż nasze? Skandal w warszawskim szpitalu to polityczna bomba
Kłopot z alternatywą
W całym rozczarowaniu i krytyce wobec rządu Tuska kryje się bowiem istotne niedopowiedzenie, nawet pewien rodzaj tabu: otóż jeśli nie ta władza, to co po niej, jaka jest alternatywa? Rządy Koalicji Obywatelskiej z sojusznikami mogą się jeszcze trochę polepszyć, może pojawić się kilka koncepcji i chwytów, ale jest pytanie: a co, jeśli nie?