Gdzie ci bohaterowie?
Gdzie ci bohaterowie? Nie ma nikogo, kto mógłby być alternatywą dla Trumpa
Potrzebujemy bohaterów. Jak w przeboju zmarłej Bonnie Tyler, która śpiewała: „Gdzie się podziali wszyscy porządni mężczyźni?”. Stąd pewnie taka kariera Erlinga Haalanda (jego sylwetka w tekście „Gwiazda polarna”). Napastnika reprezentacji Norwegii, która wprawdzie znalazła się już poza burtą mundialu, ale która wiosłowała – a wraz z nią jej kibice po każdym ze zwycięstw – tak dzielnie i imponująco, że pozostanie w zbiorowej pamięci. Haaland, na boisku z pozoru wielki i powolny, ale w istocie zrywny i czujny, imponował także innymi paradoksami. Zaczęto przypominać nieszablonowe gesty, które czynią z niego piłkarza dość nietypowego.
Wyobraźmy sobie na przykład, że nasz polski gwiazdor futbolu, zamiast pokazywać się na pokazach mody i inwestować w sektor suplementów diety, wydaje pieniądze na starodruki. Kupuje za równowartość pół miliona złotych XVI-wieczne wydanie sagi „Heimskringla” Snorriego Sturlasona tylko po to, żeby je przekazać lokalnej bibliotece swojego 12-tysięcznego rodzinnego Bryne. A to historia Haalanda. Norweg pokazuje, jakiego sposobu okazywania sukcesu moglibyśmy oczekiwać od bohaterów sportu.
Gest odwagi
Lato ze swoją lżejszą zazwyczaj hierarchią wydarzeń spłaszcza bohaterskie hierarchie. Spotykamy się mianowicie w tłumie, na imprezach śledzonych przez dziesiątki tysięcy widzów. I nie są to tylko mecze na wielkich amerykańskich stadionach, gdzie kamera dostrzega celebrytów sączących wino w wygodnych lożach. Są to także stadionowe koncerty albo festiwale muzyczne – jak gdyński Open’er, na którym plotkarskie serwisy wyłapują bawiących się w strefie VIP Wojciecha Szczęsnego i Roberta Lewandowskiego oraz Annę Lewandowską widzianą na miejscu przed stoiskiem z hot dogami (!