Twardziele miękną
Silni wciąż razem? Ile jeszcze wytrzyma elektorat Tuska. Nawet twardziele miękną
Na pierwszy rzut oka nie dzieje się nic specjalnie niepokojącego. Na tle skotłowanej prawicy strona koalicyjno-rządowa wydaje się wręcz oazą spokoju. Co najwyżej od czasu do czasu przypomni o swojej odrębności Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, ale jej znikającą partią chyba nikt już nie zawraca sobie głowy. Afera w Szpitalu Południowym na chwilę potrząsnęła całym układem, ale problem na razie udało się rozmasować, kierując uwagę na problem wynagrodzeń w służbie zdrowia. Bez wyraźnych strat w sondażach, w których Koalicja Obywatelska bezpiecznie prowadzi, a jej słupki wyglądają na stabilne. Wskaźniki gospodarcze nie dają zresztą powodów do niepokoju pomimo napiętego budżetu. Nastroje konsumenckie w normie, nie boimy się o pracę. Prędzej już wojny, ale premier nieprzypadkowo skupia się niemal wyłącznie na bezpieczeństwie, ogłaszając kolejne zakupy sprzętu i inwestycje w zbrojenia.
Nastrój jest co prawda wybitnie prawicowy i niemalże oddychamy nacjonalizmem, który jednak w trybach prawicowej licytacji przyjmuje formy tak bardzo karykaturalne, że po przekroczeniu punktu krytycznego Polacy może wreszcie otrzeźwieją. Pikujące oceny Trumpa pokazują, że jest to możliwe. Do wyborów jeszcze ponad rok i nic nie jest przesądzone. Coś się podciągnie, poprawi, skoryguje. A potem wejdziemy w kampanię, odżyją emocje towarzyszące kolejnemu starciu o wszystko, powróci entuzjazm z Jagodna. Albo i nie.
Współczesna polityka utraciła dawną głębię, nawet jeśli wciąż lubi się dekorować racją stanu. Ale tak naprawdę chodzi przede wszystkim o wibracje. Czasem pozytywne, częściej negatywne, ale to w sumie wszystko jedno. Strasząc wrogami, polityczni przywódcy odgrywają rolę bohaterów, którzy każdego dnia ratują świat. Kiedy nie stoją za nimi jednak zwarte hufce, stają się mizerni i nie budzą zaufania.