Na środku zabałaganionego pokoju siedzi piesek z niewinną minką – wiecie, z taką minką, jaką mają zwierzęta, kiedy wiedzą, że nabroiły. Podpis do zdjęcia: „Dobrze, że wróciłeś, zobacz, co ci Ukraińcy narobili”. Ten mem najlepiej streszcza postawę wielu rodaków w ostatnich tygodniach. I to ich wina!
Julia Bednarek w nagradzanej pracy „Odtwarzanie Innego: mieszkańcy i mieszkanki Białej Podlaskiej o cudzoziemcach” dowodzi, że nasz stosunek do Obcych ma wiele wspólnego z tym, jak postrzegamy swoje życie. Im bardziej jesteśmy nim zmęczeni i przygnębieni, tym bardziej potrzebujemy znaleźć winnego tej sytuacji. Nazwała te uporczywe życiowe nieszczęścia mikrofrustracjami. To nie są wielkie tragedie, raczej ciągły brak satysfakcji życiowej: nuda w związku, poczucie porażki zawodowej czy towarzyskiej, poczucie niezrozumienia.
No tak. W sumie rozumiem – życie nie jest sprawiedliwe, bywa męczące i trudne. Aż się prosi, żeby ktoś za to zapłacił. Jak to trafnie ujęła Zofia z „1670”: „W tej rodzinie jesteśmy dla siebie mili, wyładowujemy frustrację na osobach postronnych, to się nazywa dojrzałość”. Kozioł ofiarny ma żłobek w każdej rodzimej zagrodzie. Wyładowujemy się na tych, których akurat wskazał jakiś polityk albo ksiądz, redaktor gazety, którą czytamy, influencer czy celebryta. W grupie wyładowującej frustracje łatwiej poczuć się jak człowiek sukcesu albo przynajmniej na chwilę zapomnieć o smutku.
W radzeniu sobie z mikrofrustracjami pomaga też zagłuszanie nieprzyjemnych myśli i ponurych refleksji. Temu nasza codzienność sprzyja wybitnie: hałas telewizora, podkast, serial z platformy, scrollowanie Instagrama, Facebooka, TikToka... Horror vacui. Byleby nie skupiać się na tym, co nam się przydarza.