Start do Mety
Ofiary Mety. Brzoska wypowiedział wojnę, cały świat w niej uczestniczy. System jest pokrętny
Tuż przed długim rodzinnym urlopem w Singapurze biznesmen Rafał Brzoska znów zobaczył na Facebooku swoją twarz i nazwisko. Tym razem był zakuty w kajdanki, a tytuł wieszczył jego „tragiczny koniec”. Zdjęcie miało przyciągnąć uwagę i przekierować klikających w link użytkowników Facebooka prosto w ręce złodziei.
Minęły cztery miesiące od przełomowego postanowienia Sądu Administracyjnego, w którym zakazano Mecie (konglomerat technologiczny wyrosły z Facebooka Marka Zuckerberga, w jego skład wchodzą także m.in. Instagram i WhatsApp) publikowania podobnych postów z udziałem Omeny Mensah, żony Brzoski, i wskazano wprost, że koncern może być współodpowiedzialny za ciągnące się od lat przypadki używania zdjęć i nazwisk pary w przestępczych celach.
Tym razem biznesmen w odwecie opublikował na swoim profilu na Facebooku linki do biznesowych profili kierownictwa Mety – osób pośrednio odpowiedzialnych za trwający od lat stan rzeczy. Jak napisał, „ku pamięci tych, którzy mogliby kiedyś chcieć tych ludzi zatrudnić”. Przy okazji dodał, że lobbyści big techów mogą mieć wpływy w Radzie ds. Cyfryzacji przy Ministerstwie Cyfryzacji i w Radzie Nowych Mediów przy Kancelarii Prezydenta – więc mogą kształtować opinie tych instytucji na temat scammingu (oszustwo polegające na wzbudzeniu u kogoś zaufania, a następnie wykorzystaniu tego zaufania do wyłudzenia pieniędzy lub danych).
Nazajutrz biznesmen odkrył, że jego konto na Instagramie zostało zablokowane. Meta przywróciła je co prawda do życia, nie tłumacząc przyczyn nagłego wyłączenia, ale wtedy Rafał Brzoska, już z rodzinnego wyjazdu do Azji, rozpoczął w sieci akcję zbierania podpisów pod obywatelską petycją, która miałaby wreszcie zmusić koncern do usuwania podobnych publikacji.