Siła prezydenta? To jest przemoc, nie prawo. Nawrocki eskaluje i psuje narrację PiS-owi
W nocy prezydent Karol Nawrocki wtargnął do budynku Trybunału Konstytucyjnego siłą, własnym ciałem odpychając sędzię Annę Korwin-Piotrowską i pozostałych sędziów. A siłę ma. I doświadczenie „bramkarza”.
Nawrocki nie ma uprawnień, by przebywać w TK
Jak wynika z wpisu sędziego TK Macieja Berka na platformie X, sędziowie nie zamierzali bronić mu wstępu (choć wizyta nie była umówiona). Chodziło, jak napisał sędzia Berek, o „powitanie” głowy państwa. Jednak Nawrocki przed drzwiami się nie zatrzymał, tylko od razu „zaatakował” ciałem.
Jedna sprawa to ogólna kultura takiego zachowania, i to wobec kobiety. Ale mamy tu do czynienia z relacją (by ładnie to nazwać) najwyższego reprezentanta władzy wykonawczej w Polsce z władzą sądowniczą – sądem konstytucyjnym. W tej relacji prezydent miał użyć siły fizycznej, wedrzeć się do budynku, którego nie jest gospodarzem. Prawo karne w takim przypadku mówi o zakłóceniu miru domowego. Ale jest to też zakłócenie porządku konstytucyjnego, według którego władza sądownicza i wykonawcza są sobie równe i współpracują dla dobra wspólnego.
Na czym miała polegać w tym przypadku współpraca ze strony prezydenta Nawrockiego? Nie wiadomo, bo po wtargnięciu do Trybunału nie rozmawiał z sędziami, lecz wraz ze swoimi ludźmi udał się na górę. Tak przynajmniej wynika z wpisu sędziego Berka. Wygląda więc na to, że celem prezydenta było po prostu samo wejście do Trybunału, pokazanie, że ma do tego prawo i potrafi je wyegzekwować. Działał z pozycji siły, i to celowo.