Gry terenowe
Prezydencki pomysł utworzenia 50 nowych powiatów nie dziwi, choć znów przeczy to temu, co robiło PiS będąc u władzy

W 2006 r. rząd PiS premiera Kazimierza Marcinkiewicza negatywnie zaopiniował obywatelski projekt ustawy o utworzeniu nowego, siedemnastego środkowopomorskiego województwa. Byłoby ono najbiedniejszym, z najwyższą stopą bezrobocia i z najmniejszą liczbą ludności w Polsce. Już rok później PiS zdanie zmienił. Kolejny premier Jarosław Kaczyński obiecał, że jak PiS wygra wybory, to środkowopomorskie powstanie. PiS wyborów nie wygrało, ale postulat utworzenia już nie jednego, a dwóch nowych województw (także Warszawa z okolicą) wpisano nawet do programu partii.

Kilka dni temu prezydent Lech Kaczyński bawiąc w Wejherowie powiedział, że większej liczbie miast nadałby prawa powiatów: „powinno ich przybyć około 50". Co może kryć się za tymi terytorialnymi postulatami, które kłócą się z ideą taniego państwa i naruszą trudno zabliźniające się rany po niedawnych konfliktach o lokalne granice oraz siedziby starostów i wojewodów?

PiS szukając poparcia doszedł do wniosku, że warto politycznie zagospodarować głosy 136 tys. mieszkańców Środkowego Pomorza, podpisanych niegdyś pod obywatelskim projektem ustawy o utworzeniu nowego województwa. Nie dziwi też prezydencki pomysł utworzenia 50 nowych powiatów, choć znów przeczy to temu, co robiło PiS będąc u władzy, opowiadając się wtedy za zmniejszeniem ich liczby poprzez dobrowolne łączenie się powiatów grodzkich z ziemskimi.

Dawne argumenty idą dziś w kąt, bo powiat jest bardzo wydajną politycznie strukturą. Od liczby powiatów zależy liczba nowych synekur, które można obiecywać lokalnym działaczom, a to niewątpliwie ułatwi prowadzenie kampanii wyborczych, których w najbliższym czasie będzie dostatek.

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj