Co łączy PiS z SLD

Ale to już było
Nagły alians PiS z SLD w sprawie mediów publicznych nie powinien za bardzo dziwić. Sojusz ma rzeczywiste korzenie postkomunistyczne, ale także PiS, w ideologicznym rysie i mentalności, mocno partię postkomunistyczną przypomina.

Fakt, że brytyjscy konserwatyści, po czasie, z rosnącym zdziwieniem przyglądają się swojemu nowemu sojusznikowi w Parlamencie Europejskim (a zwłaszcza przewodniczącemu frakcji Michałowi Kamińskiemu), wynika z osobliwości PiS, który będąc nominalnie partią prawicową, a nawet od biedy konserwatywną, ma cechy zupełnie dla torysów niezrozumiałe. Chodzi właśnie o przetworzone na narodowo-katolicką modłę właściwości ugrupowania postkomunistycznego. Oto przykłady takich strukturalnych podobieństw, przy pełnej świadomości, że wielu polityków PiS kiedyś z komuną aktywnie walczyło.

 

Rewolucja

Partia Jarosława Kaczyńskiego to chyba jedyne już w Europie znaczące ugrupowanie głównego nurtu, którego celem jest rewolucja, zmiana prawa, systemu wartości, rewizja historii, rozliczenie z ideologicznym wrogiem, nawet kosztem praw jednostki, wprowadzenie jednej normy kulturowej i wspólnotowej, obowiązującego wzorca patriotyzmu. To jest nurt dokładnie przeciwny tendencjom, jakie dziś dominują w Europie, ale PiS także z tego robi atut na zasadzie, iż „czasami uświadomiona mniejszość ma rację”. Zatem wszystko trzeba rozpocząć od nowa, założyć nową Rzeczpospolitą.

Rewolucję w wydaniu PiS cechowała nowa polityka historyczna, specyficzna antyinteligenckość (z pewną liczbą inteligentów „słusznych”; PZPR też takich miała), nienawiść do wroga: klasowego (oligarchowie), korporacyjnego (prawnicy, lekarze, nauczyciele akademiccy). Stare elity (jak za PRL te przedwojenne) i salony miały zostać rozbite i skompromitowane, a na ich miejsce miały przyjść nowe.

Za gestami dobrej woli, za taktycznymi kompromisami stoi twarda polityka: kto kogo? Gdy w 2005 r. trwały rozmowy wokół koncepcji zawiązania PO-PiS, Tusk był traktowany przez Kaczyńskiego jak 60 lat wcześniej Mikołajczyk przez Gomułkę: cała realna władza (czyli tzw. resorty siłowe) dla nas, bo my mamy ogólną wizję, a dla was prestiż, dekoracje i kłopoty. Tylko z Kościołem gra jest subtelniejsza, bo i siła po drugiej stronie większa. Dojście do celów rewolucji jest pełne zawirowań i wahnięć, ale marsz trwa nieustannie. Kiedy PiS zrezygnuje z rewolucji, przestanie mieć sens i zaniknie.

Partia

Partia jest wszystkim, jednostka niczym – ta zasada leży u podstaw PiS. Partia, podobnie jak w poprzednim reżimie, stała się instytucją uświęconą, wręcz samoistnym organizmem, któremu należy się szacunek i szczególna ochrona. W ujęciu PiS jest tworem mitycznym. Przez długi czas Jarosław Kaczyński utrzymywał niski stan liczebny ugrupowania, chciał partii kadrowej, dla wybrańców, którzy pociągną tłumy. Potem PiS się nieco umasowił, ale wciąż jest to ugrupowanie na swój sposób elitarne, gdzie wstęp mają tylko sprawdzeni towarzysze. Nie ma ona sobie równej w Polsce w posłuszeństwie i dyspozycyjności, co jest bez przerwy ćwiczone na wybranych przykładach. I tak jak w klasycznych partiach komunistycznych, PiS od czasu do czasu musi zwalczać jedną z dwóch chorób: dogmatyzm (Marek Jurek) albo rewizjonizm (Zalewski, Dorn). Tyle tylko, że zawsze na końcu rację ma nie człowiek, ale aparat partyjny.

Przywódca

Stanowisko przywódcy, jak niegdyś komunistycznego sekretarza, pozostaje w PiS w istocie poza strukturą, poza partyjnym prawem. Jeśli Ludwik Dorn twierdzi, że prezes PiS może zawiesić całe władze ugrupowania i wyrzucić z partii wszystkich członków, to przesadza niewiele. Obowiązuje centralizm demokratyczny, którego stałą cechą jest to, że im więcej w nim centralizmu, tym mniej demokracji.

A prezes decyduje o wszystkim, coraz bardziej osobny, wysferzony i niedostępny. Pożądaną cechą takiego modelu przywódcy jest skromność na granicy abnegacji, a wszystkie słabostki i ekstrawagancje tylko uwznioślają taką postać. Ta osobista skromność wcale nie idzie w parze ze wstrzemięźliwością przy organizowaniu wielkich pokazów siły i zwartości partii, a także jej wierności wobec przywódcy. Te wszystkie poczty sztandarowe, ładnie ustawiona młodzież, frenetycznie przyjmowane nadejście prezesa i wsłuchiwanie się z ubóstwieniem w każde słowo płynące od tej najważniejszej postaci. W takim modelu przywództwa obowiązuje zasada: sekretarz ma zawsze rację. Jeżeli sekretarz nie ma racji, to nadal ma rację. A jeśli z nagła nie ma naprawdę racji, to znaczy nie jest już sekretarzem.

Etatyzm

Państwo w ideologii PiS jest gigantem. Administracja to rodzaj zakonu, który czuwa nad wszystkim. Dlatego politycy PiS tak głośno protestowali przeciw planom ograniczenia kompetencji wojewodów, przeciwko zwiększaniu uprawnień samorządów. Znany jest niechętny stosunek prezesa PiS do organizacji pozarządowych. PiS zawsze będzie niechętny prywatyzacji, bo to zmniejsza wpływy państwa. A to co prawdziwe i autentyczne, płynie od państwa jako kwintesencji wspólnoty, wyższego jej stanu. I przeciwnie, to co wydaje się tylko spontaniczne, a więc rozmaite inicjatywy oddolne, bez państwowej pieczątki jest tylko działaniem o niejasnych korzeniach, inspiracjach i finansach.

I wreszcie zasadnicza rola mediów publicznych jako środka perswazji, który powinien pozostawać w rękach państwa, a więc władzy. Jeśli media nie znajdują się pod kontrolą partii, to są stronnicze, niemieckie, na usługach Rosji lub pracują w nich ludzie, których rodzice nie byli w AK. Jeśli prawicowi komentatorzy, chcąc uzasadnić medialny sojusz PiS z SLD, piszą, że obu ugrupowaniom „naprawdę zależy na mediach publicznych”, to mają rację, a podobieństwo celów nie jest przypadkowe.

Ideologia patriotyczno-narodowa

PiS do perfekcji opanował retorykę narodowego interesu i przedstawia się jako jego jedyny strażnik. I nawet jeśli do takiego interesu będzie się dokładać, jak choćby w wyniku odstąpienia od prywatyzacji w okresie najlepszej koniunktury, to na poziomie deklaracji patriotyczny imperializm PiS wydaje się niezagrożony. Interes narodowy jest o tyle wygodnym parametrem, że jest w istocie niemierzalny, nie da się go zweryfikować.

Patrioci są osobiście wyznaczani i każda nominacja wymaga partyjnej akceptacji. Także w Kościele trzeba sobie zasłużyć na miano „księży-patriotów”. Kiedy swego czasu z ust ważnego polityka PiS padło stwierdzenie, że nawet Donaldowi Tuskowi nie można odmówić patriotyzmu, zabrzmiało to sensacyjnie i kontrowersyjnie, a w szeregach IV RP zapanowało zmieszanie. Pojawiały się za to komentarze ze strony zagorzałych zwolenników PiS, że warszawscy powstańcy, gdyby przeżyli, głosowaliby na PiS. To samo mówiono o zamordowanych w Katyniu. Pojęcie licencjonowanych patriotów nie jest nowe, ale po latach powróciło do tej koncepcji właśnie PiS. W PRL też trudno było być patriotą niezrzeszonym w partii.

Ksenofobia

PiS znalazł formułę na swoją nieufność wobec kulturowych zagrożeń, płynących rzekomo do Polski z kierunku zachodniego i zagrożeń gospodarczo-militarnych czyhających na wschodzie. To antypolonizm, który ma wynikać z faktu, że Polacy bronią swojej wizji historii, domagają się zadośćuczynienia za krzywdy z przeszłości i twardo obstają przy ekonomicznych interesach kraju. W ujęciu PiS zatem nie może być mowy o żadnej ksenofobii, jest tylko reakcja na nieprzyjazne akty zewnętrzne. Niegdyś Niemcy byli głównym straszakiem, dziś dołączyli do nich Rosjanie. Ale i Unia Europejska jawi się jako siła, którą trzeba trzymać na dystans.

Egalitaryzm

W PiS bardzo silny jest wątek socjalistyczny, który wzmacnia swoimi ideologicznymi sympatiami prezydent Kaczyński. W ujęciu PiS nie jest jasne, czy można być dobrym Polakiem, będąc przy okazji bogatym człowiekiem. Niby politycy PiS nigdy nie zanegowali wprost takiej możliwości, ale wiele wypowiedzi wskazuje tu na daleko idącą nieufność. Słynne stwierdzenie Jarosława Kaczyńskiego, że „jeżeli ktoś ma pieniądze, to skądś je ma”, może podcinać skrzydła tym, którzy może by i wsparli PiS, ale mają zarazem „skądś” pokaźne konta.

I mimo że dzisiaj wszystkie właściwie partie używają populizmu jako narzędzia politycznego i wyborczego, PiS na tym polu zajął pozycję hegemoniczną. Ustawił się jako główny reprezentant interesów ludu, który – oczywiście – jest też narodem, ale ma przecież swoje kłopoty i problemy socjalne, materialne, egzystencjalne. I partia oraz jej przywódca dobrze je widzą i rozumieją. Ta niejako doktrynalna i deklaratywna wrażliwość na potrzeby i krzywdy ludu, prostego człowieka, jest motywem niby wszechobecnym i obowiązkowym, ale akurat partii Jarosława Kaczyńskiego na tym polu nikt nie jest w stanie przebić. Chodzi o propagandę, rzecz jasna, bo trudno wymienić jakieś konkretne decyzje rządu PiS, które by taki wizerunek uzasadniały.

Nadbudowa

Komunizm zakładał, że rewolucja dlatego między innymi zwycięży, że gospodarczo pokaże swoją wyższość nad kapitalizmem, ale tę gospodarkę całkowicie podporządkował ideologii i centralnemu planowaniu. Tu PiS wprowadził pewną korektę, niejako wziął gospodarkę w nawias, jakby ją unieważnił, na pierwszy plan swojej rewolucji i zmiany wysuwając ideologię. Projekt Jarosława Kaczyńskiego ma charakter kulturowy, ideologiczny, a gospodarka ma nie przeszkadzać, tak jak nieustannie bruździła w czasach realnego socjalizmu i w końcu doprowadziła, pośród innych czynników, tamten system do upadku. Jednak na tym poziomie zasad zbieżności jest wiele. A więc agresywny interwencjonizm i protekcjonizm państwowy, uznawanie wyższości sektora społecznego nad prywatnym, nieufność do wszelakich regionalizmów i społecznej przedsiębiorczości, pozbawiających partię i państwo choćby najdrobniejszej części władzy. PiS przyszedł do rządów akurat w okresie zwyżkującej gospodarki, dlatego tym bardziej mógł sobie pozwolić na traktowanie ekonomii po macoszemu. A teraz w opozycji, w czasie kryzysu, atakuje rządzących za to, że psują gospodarkę, bo brakuje im jedynie słusznej i oczywistej nadbudowy.

Surowość i styl

Anegdoty opowiadano, jak to Gomułka palił połówki papierosów w szklanej fifce, jaki był skromny i jak oburzał się na brzydkie słowa w opowiadaniach Hłaski oraz na dekolt Kaliny Jędrusik. Cechą urzędującego komunizmu był swoisty purytanizm, przynajmniej na pokaz, wstrzemięźliwość, by nie powiedzieć surowość obyczajowa. Towarzysze byli ludźmi poważnymi i na serio, a jak ktoś się wyłamywał z obowiązujących rygorów, to płacił za to karierą, chyba że zapracował sobie na wyjątkową pozycję jakiegoś trefnisia i błazna. Jeden taki jest zawsze potrzebny.

Bo rewolucję powinni robić ludzie poważni, oddani idei, a nie hulankom; przynajmniej tak powinni prezentować się ludowi. Rewolucyjny PiS także zatrzymywał się przed drzwiami alkowy, ba, potępiał swoich towarzyszy, którzy zalegali z alimentami i w ogóle źle obchodzili się z żonami. I najchętniej postawiłby na polskiej granicy zapory nie do przebycia dla obyczajowych nowinek płynących z Zachodu, dla feminizmu, ruchów i idei mniejszościowych, w ogóle dla wszystkiego, co psułoby polskie obyczaje i polskie rodziny. Na tym polu Jarosław Kaczyński znalazł się tuż obok ojca Rydzyka, którego styl i poglądy należą – tak to nazwijmy – do najbardziej wyrazistych.

Surowość obyczajowa idzie bowiem w parze z surowym językiem, twardością epitetów i sformułowań. Już kiedyś, ku oburzeniu całego PiS, Stefan Niesiołowski porównał Jarosława Kaczyńskiego do Władysława Gomułki. Miał na myśli język i styl przemawiania, dobór epitetów, pogardę dla przeciwników i dla innych, także tych obyczajowo innych. Rzeczywiście prezes PiS ma wyjątkowy dar mocnego mówienia, taki styl.

Ta sama rodzina

Istotą ideologii PiS jest ontologiczny antykomunizm. Wiele działań tej partii go potwierdza, choć w walce z pozostałościami dawnego reżimu i temu ugrupowaniu zdarzały się niekonsekwencje i zaniechania. Z drugiej strony ta formacja ma wiele cech ortodoksyjnej partii misyjnej, które upodobniają PiS do innych rewolucyjnych, antysystemowych partii, stawiających swoje cele wyżej od zastanych form demokracji. Formacje realnego socjalizmu przeprowadzały swoje cele w warunkach państwa totalitarnego, nie było zatem rozdźwięku pomiędzy systemem a metodami monopartii. PiS nie godzi w podstawy demokracji, chce jedynie zaprowadzić pewien jej model, bardzo odległy od dominującego dziś, liberalnego, otwartego wzorca.

Ale właśnie dlatego, że PiS działa w demokratycznym otoczeniu, widać anachronizm tej partii. Poczucie misji, ideowa apodyktyczność, zbliżają do siebie nawet odległe ideowo formacje. Nieomylność, licencja na rację, arbitralne wykluczanie ze wspólnoty, impregnowanie na odmienne poglądy, walka nie z argumentami, ale z tymi, którzy je głoszą, to cechy formacji starego typu. Z czasów, kiedy działały biura prasy, oficjalne organy, funkcjonowała tzw. samokrytyka, kult przywódcy. Jest w tej partii specyficzne namaszczenie, jakaś dodana świętość, gdzie każde słowo prezesa jest analizowane w szczegółach, czy nie pojawią się nowe wątki i ujęcia, mimo że dzisiaj już niewiele od tego zależy.

Charakterystyczne jest to, na co zżymają się publicyści IV RP: że wciąż głośno o PiS, mimo że od dwóch lat rządzi Platforma. Nie dzieje się tak bez przyczyny, czego ci komentatorzy nie chcą zrozumieć. PiS jest partią osobliwą, dinozaurem na dzisiejszej scenie politycznej, także europejskiej. Dlatego wciąż budzi zainteresowanie jako specyficzny alien, najsilniejsza z najdziwniejszych partii, funkcjonujących na politycznym rynku. Zwłaszcza że prawdziwi postkomuniści już dawno znormalnieli, scynicznieli, weszli do establishmentu i zajęli się głównie szeroko pojętym biznesem, wciąż udając, że przejmują się dolą ludzi pracy.

To część prawicy przejęła ich misję. Do socjalizmu dodała wątki narodowe i moralne, ideową surowość, pryncypialność. To wszystko oczywiście nie jest do końca szczere, wiele tu działań na pokaz, deklaracji, które nie wytrzymują konfrontacji choćby z realnym życiem członków partii. Ale tak już jest w przypadku partii misyjnych. Wszystko już było, i to nie tak dawno.

 

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną