Courbet Gustave

Dr Gustave i Mr Courbet
Jestem pierwszym i jedynym malarzem stulecia; inni to albo uczniaki, albo głupki – mówił o sobie Gustave Courbet. Frankfurcka Schirn Kunsthalle prezentuje właśnie wielką wystawę jego dzieł.
'Autoportret: desperat', ok. 1844-45 r.
materiały prasowe

"Autoportret: desperat", ok. 1844-45 r.

'Dama na tarasie', 1858 r.
materiały prasowe

"Dama na tarasie", 1858 r.

'Dziewczęta znad brzegu Sekwany', 1856-57 r.
materiały prasowe

"Dziewczęta znad brzegu Sekwany", 1856-57 r.

Publiczny wizerunek Courbeta jako artysty i człowieka ukształtował się już za jego życia w XIX w. i przetrwał w stanie zasadniczo niezmienionym do dziś. W sztuce postrzegany jest jako rewolucjonista, który wprowadził realizm najpierw do wypełnionych studentami artystycznych kafejek Paryża, a później na francuskie salony. Trochę z chłopskiej przekory i nieskomplikowanego pojmowania świata zaczął malować tak, że przy okazji otworzył w sztuce nowe drzwi, przez które wywiało romantyzm, a przywiało myśl, by w malarstwie pokazywać świat taki, jaki jest w rzeczywistości. Odrzucił patos, skłonność do rodzajowych scen, balansujące na granicy kiczu wizje historyczne i orientalne, opowiadanie pędzlem anegdot. Musiał przyjąć odpowiednią dawkę upokorzeń od krytyków, kolegów po fachu, od publiczności, a nawet od władz.

Malował to, co widział

Napoleon III na widok jego „Kąpiących się” odwrócił wzrok i rzucił: To obrzydliwe, a ministrowie odpowiedzialni za zamówienia publiczne ignorowali artystę nawet wówczas, gdy świat przekonał się już do jego sztuki. Courbet to wszystko przetrzymał i dlatego dziś niektóre jego obrazy to obowiązkowe punkty przystankowe w muzeach: „Pogrzeb w Ornans” i „Pracownia malarza” (Musée d’Orsay), „Spotkanie” (Musée Fabre w Montpellier) czy „Przesiewaczki zboża” (Musée des Beaux-Arts w Nantes). Oczywiście, ta lista powinna zaczynać się od słynnych „Kamieniarzy”, ulubionego obrazu socjalistycznych historyków sztuki, ale Brytyjczycy skutecznie zbombardowali go w Dreźnie w czasie II wojny światowej. Mamy więc wizerunek Courbeta jako artysty, który w chmurach nie bujał, malował bez upiększeń to, co widział.

W końcu XX w. ta powszechnie obowiązująca sylwetka uległa niejakiemu ożywieniu za sprawą obrazu „Pochodzenie świata”, przedstawiającego w dużym zbliżeniu... kobiece łono. To niemal pornograficzne płótno powstało w 1866 r. i przez ponad sto lat pozostawało, praktycznie nieznane, w prywatnych kolekcjach. Od 2005 r. jest własnością Musée d’Orsay, a widokówki z jego reprodukcją są najczęściej kupowanymi przez zwiedzających – zaraz po „Moulin de la Galette” Renoira. Przy tej okazji przypomniano sobie, że obrazów odkrywających sekrety i zakamarki kobiecości, choć w mniej drastycznej formie, miał Courbet więcej, by wymienić choćby „Kobietę z papugą” (MET w Nowym Jorku) czy homoerotyczny „Sen”. Choć w gruncie rzeczy, czyż to nie konsekwentne dopełnienie zasady, by malować wszystko, co dostrzegalne gołym okiem?

A to z fajką, a to z gitarą

Wizerunkowi artystycznemu towarzyszył średnio sympatyczny portret psychologiczny artysty. Człowieka o chłopskich korzeniach i takiej samej naturze: nieufnego, upartego, przekonanego o własnych racjach, zawziętego i pamiętliwego. „Sądzę, że od czasu, gdy opuścił szkoły, czytał tylko artykuły, w których była o nim mowa” – pisał znający go dobrze krytyk sztuki Jules-Antoine Castagnary. Uważał, że wszystko najlepiej wie i rozumie, kontestował cały świat, miał wyraźne skłonności anarchistyczne (przyjaźnił się z Proudhonem). Nie czytał, nie studiował, nie doskonalił się, nie interesował teatrem ani muzyką, nie aspirował na salony. Co nie przeszkadzało mu być samochwałą, blagierem, człowiekiem niezwykle chełpliwym i próżnym. Uwielbiał na przykład malować wystudiowane autoportrety – a to z fajką, a to z gitarą lub wiolonczelą, z miną raz marsową, raz głęboko zamyśloną.

Dzięki temu, że był od młodości w centrum zainteresowania, zachowało się sporo przekazów na jego temat, a wraz z nimi jego złotych myśli. Ot, choćby serio wygłaszanych zapewnień, że swym malarstwem przyćmi osiągnięcia obu cesarzy (Napoleona I i III). „Jestem pierwszym i jedynym malarzem stulecia; inni to albo uczniaki, albo głupki” – ogłaszał kiedy indziej. Nic dziwnego, że prestiżowe porażki (np. nieprzyjęcie jakichś obrazów na wystawę) malarza nie załamywały, a raczej wywoływały jego wściekłość, furię i utrwalały przekonanie, że to on ma rację. A kiedy w końcu mu się artystycznie wiodło, triumfował. „Dawno już ci mówiłem – pisał w liście do przyjaciela – że zadam im cios pięścią prosto w twarz: dostali go”. Pogratulować samopoczucia.

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną