Oscary królewskie i z życia wzięte

Oscar się jąka
Zaskoczenia nie było. Film o królu Jerzym VI i jego logopedzie triumfował podczas 83 gali oscarowej, zdobywając cztery nagrody, w tym tę najważniejszą. Wygrało kino artystyczne, wierzące w inteligencję widza, trochę przy tym zachowawcze.
27 lutego 2011 r. - wieczór był pełen gwiazd
David Silpa / UPI/BEW

27 lutego 2011 r. - wieczór był pełen gwiazd

Gwiazdy wymagają gwiazdorskiego traktowania
Danny Moloshok / Reuters/Forum

Gwiazdy wymagają gwiazdorskiego traktowania

Na czerwonym dywanie przed Kodak Theatre w Los Angeles gwiazdy, jak zawsze, rozdawały gratis promienne uśmiechy i udzielały wywiadów, przede wszystkim na temat swych okolicznościowych strojów. Można było odnieść wrażenie, że Hollywood doskonale się bawi, ale był to tylko dobrze wyreżyserowany spektakl. Nie od dziś przecież mówi się o kryzysie, niektóre renomowane studia stoją na skraju bankructwa (MGM) lub niechybnie dostaną się w ręce zagranicznych inwestorów (jak Dream Works czy Miramax). Ale brak pieniędzy to nie jedyny kłopot. Brakuje świeżych pomysłów i dobrych scenariuszy, dominuje mentalność sequelu: pokazuje się widowni po raz kolejny to samo, co podobało się jej wcześniej.

Są jednak i korzyści z kryzysu. Kino amerykańskie stało się mniej rozrzutne, za to trochę mądrzejsze; przypomniało sobie o bardziej wymagającym widzu. Podobnie było zresztą już w ubiegłym roku, kiedy to skromny „The Hurt Locker” Kathryn Bigelow pokonał trójwymiarowego „Avatara” Jamesa Camerona. Gdzie te czasy, gdy po 11 Oscarów zgarniał „Titanic” czy „Władca pierścieni. Powrót króla”. Wprawdzie aż cztery Oscary zdobyła kosztowna „Incepcja” Christophera Nolana, lecz w tym wypadku doceniona została przede wszystkim rzeczywiście imponująca strona wizualna filmu i jakość dźwięku (nagrody za zdjęcia, dźwięk, montaż dźwięku i efekty specjalne). Dwa Oscary (za scenografię i kostiumy) przypadły animacji „Toy Story 3”, natomiast kolejny odcinek „Harry’ego Pottera” został całkowicie pominięty. Magiczne sztuczki przestały robić wrażenie.

Fikcja jest nudna

Najlepsze scenariusze wymyśla życie, najatrakcyjniejsi są bohaterowie autentyczni – mógłby pomyśleć oglądający tegoroczną galę w Kodak Theatre. O najważniejszego Oscara walczył przecież film o brytyjskim królu Jerzym VI z amerykańskim filmem o wynalazcy Facebooka Marku Zuckerbergu. W czołowej dziesiątce mieliśmy jeszcze dwa filmy odwołujące się do autentycznych wydarzeń: „127 godzin” i „Fightera” (patrz: Afisz s. 70). Może świat fikcji, coraz bardziej się narzucający, ekspansywny i wyrafinowany, już zaczyna nudzić?

Obraz Toma Hoopera o jąkającym się królu jest w istocie przypomnieniem prawdy, o której kino zdawało się od pewnego czasu nie pamiętać – że mianowicie na ekranie najważniejsza jest twarz aktora. Dodajmy, wybitnego aktora, nie byłoby bowiem sukcesu „Króla” bez Colina Firtha i Geoffreya Rusha (który w zasadzie też powinien mieć nominację w kategorii rola pierwszoplanowa). Ponadto trudno tu mówić o reżyserskich czy operatorskich fajerwerkach. Prawdę mówiąc, można sobie wyobrazić „Jak zostać królem?” na małym ekranie, może nawet w formule dobrego teatru telewizji. Nie znaczy to, że film wygrał niezasłużenie, co sugerował w studiu telewizyjnym Juliusz Machulski, twierdząc, iż mamy tu do czynienia z dziełem „nie do końca wyreżyserowanym”. Chyba jednak trochę przesadził, w każdym razie życzyłbym sobie, by nasi twórcy robili podobne „niedoreżyserowane” kawałki.

Dla Brytyjczyków film ma jeszcze dodatkowe znaczenie, mianowicie dopisuje się do listy tytułów, które – jak by powiedział specjalista od wizerunku politycznego – ocieplają obraz monarchii. (Podobną wymowę miał film o Elżbiecie II z uhonorowaną Oscarem Helen Mirren w roli głównej). Jerzy VI, borykający się z wadą wymowy, ale jednocześnie pokonujący – co było chyba jeszcze trudniejsze – traumę koszmarnych przeżyć z przeszłości, staje się bardzo ludzki. To nie tyran z szekspirowskich kronik królewskich, lecz ofiara okrutnych dworskich i rodzinnych obyczajów. Jak się okazuje, monarchowie też miewali trudne dzieciństwo.

Film został świetnie wypromowany, podobał się krytykom i widzom. W Polsce „Króla” zobaczyło grubo ponad 300 tys. widzów, co, biorąc pod uwagę ostatni wysyp filmów rozrywkowych, nie najgorzej świadczy o naszej publiczności.

Triumf brytyjskiego króla z pewnością zasmucił licznych fanów „The Social Network”, który wprawdzie dostał trzy statuetki, ale z pewnością zasłużył na więcej. David Fincher, reżyser ostatnio trochę mniej ceniony, udowodnił, że wciąż należy do światowej czołówki. Może po prostu starsi członkowie Amerykańskiej Akademii nie mogli się połapać, o co chodzi w filmie o Marku Zuckerbergu, który wynalazł popularny dziś na całym świecie portal społecznościowy Facebook, został najmłodszym milionerem, a po drodze wykiwał kolegów, którzy z nim współpracowali. Naprawdę jednak znajomość świata Internetu nie jest tu konieczna. Fincher stworzył sugestywną opowieść o bohaterze swoich czasów, w którym można zobaczyć Obywatela Kane’a XXI w. (Zresztą „Obywatel Kane” Orsona Wellesa też nie dostał Oscara dla filmu roku).

Ale bynajmniej nie „The Social Network” jest największym przegranym ostatniej oscarowej nocy. Zupełnie pominięci zostali bracia Coen, których „Prawdziwe męstwo” miało aż 10 nominacji. Śmiała reanimacja konającego od dziesięcioleci westernu nie zakończyła się sukcesem. Szkoda, że akademicy nie dostrzegli żadnych walorów w niezależnej produkcji „Do szpiku kości” Debry Granik czy we „Wszystko w porządku” Lisy Cholodenko. Obydwa tytuły mamy właśnie w kinach i ci, którzy je widzieli, zgodzą się chyba, że zasługiwały na lepsze potraktowanie.

Trudno też mówić o wielkim sukcesie „Czarnego łabędzia” Darrena Aronofsky’ego, w którym dostrzeżono jedynie, i bardzo słusznie, rolę Natalie Portman. Jeszcze raz potwierdziła się reguła, że Amerykańska Akademia w szczególności potrafi docenić aktorów poświęcających się dla roli, i to w jak najbardziej dosłownym sensie. Natalie Portman schudła 10 kg, a w dodatku tak przejęła się losem granej przez siebie baletnicy, że zaszła w ciążę z pracującym przy filmie choreografem.

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną