Arcydzieła i arcykicze orientalizmu

Orientacja na Orient
Wystawa „Orientalizm w Europie”, otwarta w monachijskiej Kunsthalle, przenosi nas w czasy XIX-wiecznej akademickiej sztuki. Ale momentami okazuje się zaskakująco aktualna.
Jean-Léon Gérôme, „Generał Bonaparte w Egipcie”, 1867/68 r.
materiały prasowe

Jean-Léon Gérôme, „Generał Bonaparte w Egipcie”, 1867/68 r.

Jean-Léon Gérôme, „Łaźnia mauretańska”, 1889/90 r.
materiały prasowe

Jean-Léon Gérôme, „Łaźnia mauretańska”, 1889/90 r.

Jean Lecomte du Nouÿ, „Sen eunucha”, 1874 r.
materiały prasowe

Jean Lecomte du Nouÿ, „Sen eunucha”, 1874 r.

Jaroslav Cermák „Razzia von Baschi-Bosuks w chrześcijańskiej wsi w Hercegowinie (Turcja)”, 1861 r.
materiały prasowe

Jaroslav Cermák „Razzia von Baschi-Bosuks w chrześcijańskiej wsi w Hercegowinie (Turcja)”, 1861 r.

Ekspozycję otwiera praca Osmana Beya z 1888 r., którą można by uznać za symbol tematu. Przedstawia zamożną europejską rodzinę oglądającą na ulicznym straganie w Konstantynopolu perskie dywany. Turcy chcą towar sprzedać, turyści – kupić, więc dochodzi do spotkania. Ale narosła przez stulecia granica, jaka dzieli te dwa światy, jest praktycznie nieprzekraczalna. Nie bardzo wiemy, co myślą i czują sklepikarze. Ale doskonale możemy wyczuć emocje gości, towarzyszącą im mieszankę zaciekawienia i poczucia wyższości, zaintrygowania i niesmaku.

Orient zawsze ciekawił Europejczyków. Ale trochę tak jak wszystko, co odległe i odmienne, od Japonii po Afrykę: powierzchownie, wybiórczo, sporadycznie, z nieustannym przekonaniem, że to my stoimy wyżej na drabinie cywilizacyjnego rozwoju. Pewien przełom rozpoczął się wraz z wyprawą Napoleona do Egiptu w latach 1798–1801. Towarzyszyło mu 167 uczonych i skromniejsza, ale także pokaźna gromadka artystów, którzy pędzlem, dłutem i rylcem mieli sławić czyny wielkiego (duchem) generała. I sławili, czego dowodem rozliczne płótna takich malarzy jak Antoine Gros („Napoleon odwiedza zadżumionych”), Jean Tardieu, Pierre Guerin, Horace Vernet czy Jean-Léon Gérôme.

Ale ta militarna kampania nieoczekiwanie popchnęła wyobraźnię artystów ku tematom pokazującym nie tylko napoleoński geniusz. Zaczęła się swoista egiptomania z ulubionymi wątkami: śmierci Kleopatry (na wystawie reprezentowanym przez obrazy Hansa Makarta i Germana von Bohna), piramid i Sfinksa pokazywanych w bliższym lub dalszym planie, wyimaginowanych scen z życia za czasów faraonów (prawdziwym mistrzem był w nich Lawrence Alma-Tadema).

Dalsze XIX-wieczne polityczne losy Europy i okolic to zainteresowanie tylko podgrzewały i rozszerzały. Najpierw heroiczna walka Greków o niepodległość (1821–30), później zaś podbój Algierii przez Francję (1830–41). Islamskie klimaty okazały się trafnym wyborem: artystom dostarczały wielu całkiem nowych, świeżych tematów i motywów, budziły duże zainteresowanie zamożnej mieszczańskiej klienteli i pozwalały na przemycanie treści (np. erotycznych) nieakceptowanych w europejskim kostiumie. A przy okazji wcale nie wymagały studiów z natury; często wystarczała znajomość podstawowych motywów architektonicznych, odzieżowych i fizjonomicznych, wsparta odpowiednią wyobraźnią.

Freudowskie tęsknoty

Co twórców z Paryża, Wiednia czy Londynu tak naprawdę interesowało w tych oddalonych geograficznie i kulturowo krainach? Orient budził emocje skrajne. Po jednej więc stronie strach i niepokój. Na ogół ten irracjonalny, karmiący się mitami i legendami. O niezrozumiałej dla Europejczyka bezwzględności, czego sztandarowym przykładem „Śmierć Sardanapala” Eugène’a Delacroix czy o historiach porwań białych kobiet, sprzedawanych później bogatym szejkom (pokazywane na wystawie obrazy Henri Philippoteaux, Jana Baptist Huysmansa czy Jaroslava Čermáka).

Z podobnych w sumie powodów malarzy fascynowała pustynia. Piękna i groźna Sahara, uwodzicielska i niebezpieczna, bywało, że śmiercionośna. Zaskakująca dzikimi bestiami, ruchomymi wydmami, samumem, zwodząca mirażami. Nie do pojęcia i nie do objęcia, a dzięki temu jeszcze bardziej pociągająca. W obrazach Ludwiga Fischera czy Jeana-François Portaelsa pokazana na chwilę przed śmiertelnym uderzeniem żywiołu, na płótnach Eugène’a Fromentina, Gustave’a Guillaumeta czy Johanna Kramera – już po jego przejściu: pozostały tylko trupy ludzi i zwierząt.

Z drugiej strony Orient to niemal freudowskie tęsknoty i marzenia o przyjemnościach. Fantazje erotyczne ujawniały się przede wszystkim w scenach z haremów. O tyle interesujących, że nigdy żaden artysta nie oglądał owych miejsc nawet przez dziurkę od klucza. Ale od czego twórcza fantazja! Obrazy z epoki zapełniają więc ledwie przyobleczone w muśliny lub zgoła całkiem nagusieńkie piękności, o dojrzałych ciałach i nieustannej, pełnej gotowości do spełniania najbardziej wyuzdanych seksualnych zachcianek swego pana. Są na zmianę uległe (Achilles Zo), kuszące (Jean-Joseph Constant) czy zadumane (John Lewis). Spektrum wykonywanych przez nie czynności jest ograniczone: kąpią się, tańczą, leżą, czeszą włosy, patrzą w dal. W czasach surowych mieszczańskich zasad owe nałożnice tak odległe, że praktycznie nierealne, stawały się i dla malarzy, i dla kupujących obrazy jedyną legalną furtką do bezkarnego kontemplowania seksualnych fantazji. Nie bez powodu obrazem, który wybrano na symbol całej wystawy, jest „Biała niewolnica” Jean Lecomte’a du Nouÿ, z bohaterką uwodzicielsko palącą papierosa.

À propos palenia… To właśnie zaciąganie się haszyszem było kolejnym pociągającym, zakazanym owocem Orientu. Wiele jest obrazów pokazujących ówczesnych narkomanów, choć zazwyczaj w zachęcającym kontekście dopadających ich przyjemnych wizji pięknych kobiet (Lecomte de Nouÿ, Fabio Rabbi, José Cordero). O zgubnych skutkach nałogu nikt wówczas nie myślał.

Obok licznych obrazów będących tylko wytworem bujnej wyobraźni coraz częściej pojawiały się prace oparte na rzetelnej obserwacji. Artyści indywidualnie lub grupowo podróżowali po arabskich krajach, niektórzy osiadali tam na dłużej lub nawet na stałe. Stąd sporo scenek obyczajowych z życia ulicy, targów, a nawet scen rodzinnych (Marice Bombard, Alexandre Decamps). Oczywiście nieco podkolorowanych na użytek europejskiego klienta i nieświadomie (?) umacniających stereotypy, wedle których Arabowie głównie siedzą i patrzą przed siebie, niekiedy ścinają głowy wrogom, od czasu do czasu handlują lub pędzą na wielbłądach przez pustynię.

Tocząca się w Europie dyskusja wokół naukowych teorii Darwina czy Lavatera sprawiła, że artyści baczniej przyglądali się fizjonomii mieszkańców pustyni i okolic; powstawało sporo ciekawych portretów, jak choćby autorstwa Isidore Pils i Louisa Longa czy popiersia z brązu Charlesa Cordiera.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną