Kultura

Nurt w sztuce

Artystyczne lanie wody

Ikona landartu – „Spiralna grobla” Roberta Smithsona – na Wielkim Słonym Jeziorze w Utah, 1970 r. Ikona landartu – „Spiralna grobla” Roberta Smithsona – na Wielkim Słonym Jeziorze w Utah, 1970 r. Tom Smart / The New York Times / Fotolink
Haendel stworzył „Muzykę na wodzie”, dlaczego by nie pokusić się o sztukę na wodzie? Tak zapewne pomyśleli Węgrzy, przygotowując w Budapeszcie dużą wystawę, którą zwiedza się wiosłując od dzieła do dzieła.
Dziwaczna łajba Paula SegersaSzepmuveszeti Muzeum/materiały prasowe Dziwaczna łajba Paula Segersa
Zalana pseudoantyczna rzeźba Anne i Patricka PoirierSzepmuveszeti Muzeum/materiały prasowe Zalana pseudoantyczna rzeźba Anne i Patricka Poirier
Wodny projekt Olafura Eliassona „The New York Waterfalls”, 2008 r.AP Wodny projekt Olafura Eliassona „The New York Waterfalls”, 2008 r.

Woda zawsze kusiła twórców. Bo potrafi być i groźna, i romantyczna, tajemnicza i niepokojąca, swojska i egzotyczna. Dlatego przez wieki królowała w malarstwie. Tylko od umiejętności i wyobraźni artysty zależało, by rzeka, jezioro, morze czy ocean oddziaływały z płótna na widza odpowiednio silnie. Długa jest lista malarzy, którzy w utrwalaniu bezmiaru fal czy grozy sztormów osiągnęli prawdziwą doskonałość: Ruisdael, Lorrain, Turner, Ajwazowski, Courbet, Friedrich czy Monet.

Wraz ze współczesną sztuką woda wkroczyła także do wideo-artu, performance’u czy instalacji. W bodaj najbardziej intrygujący i przykuwający uwagę sposób potrafił ją wykorzystać Bill Viola w wielu swoich filmach wideo, takich jak „Przejście”, „Rezygnacja”, „Wniebowstąpienie”, „Tratwa”. Woda u niego kapie, to znów leje się hektolitrami, symbolizując i karę, i oczyszczenie, i zagrożenie, i nadzieję. Poprzez zderzenie człowieka z wodą Viola opowiada o wartościach, emocjach, a nawet metafizyce życia.

Drugim artystą, który potrafił w ostatnich czasach najciekawiej wykorzystać wodę w sztuce, jest bez wątpienia Duńczyk Olafur Eliasson. Wiele zamieszania wywołał jego projekt „The New York Waterfalls” (2008), gdy na przepływającej przez miasto East River zbudował cztery ogromne (90–120 m wysokości) sztuczne wodospady. Znacznie bliżej i w znacznie bardziej kameralnej skali podziwiać można jego inną wodną pracę w Muzeum Światła, w malutkiej miejscowości Unna w Zagłębiu Ruhry. Również ona – ukryta głęboko pod ziemią – robi duże wrażenie.

Mamy zresztą i w polskiej sztuce ostatniego półwiecza kilka udanych przedsięwzięć artystycznych z wodą w tle lub w roli głównej. Począwszy od „Panoramicznego happeningu morskiego” (1967) Tadeusza Kantora – pierwszej w Polsce próby zmierzenia się z tą formą artystycznego wyrazu. W jego skład wchodziła i autorska rekonstrukcja „Tratwy Meduzy”, i koncert dyrygowania morskimi falami. A skończywszy na „Dotleniaczu” (2007) Joanny Rajkowskiej: społeczno-artystycznym projekcie w przestrzeni publicznej Warszawy, którego głównym elementem był niewielki staw i urządzenia produkujące nasyconą ozonem wodną mgiełkę. A po drodze jeszcze m.in. podszyte absurdem „Przejście przez Morze Czerwone” (1983) Adama Rzepeckiego czy „Oczko wodne” (2001) Julity Wójcik, czyli próba stworzenia obrazu w wodzie jeziora Ukiel.

Sztuka ziemi

Jednak najlepiej we współczesnej sztuce sprawdzała się woda jako tło dla innych dzieł. Najczęściej w obszarze tzw. sztuki ziemi. Ikona landartu, słynna „Spiralna grobla” Roberta Smithsona, usypana została na Wielkim Słonym Jeziorze w Utah (1970). Doskonale prezentowało się także, opakowane przez Christo, nadmorskie wybrzeże Little Bay w Sydney (1969) czy też 11 wysp w zatoce Biscayne w USA, otoczonych na wodzie 600 tys. m kw. różowej tkaniny.

Woda może także zastąpić białe ściany tradycyjnego galeryjnego white-cube dla organizowanych wystaw. W ostatnim czasie mieliśmy do czynienia z dwoma takimi ciekawymi eksperymentami. Pierwszym była wystawa „Ruhr Atoll”, zorganizowana w ramach obchodów Europejskiej Stolicy Kultury 2010 w niemieckim Essen. Na spokojnie płynącej rzece Emscher zaplanowano 25 sztucznych wysp, będących zaprojektowanymi i wykonanymi przez artystów pływającymi rzeźbami (artystycznymi instalacjami). Do oglądania z brzegu lub z rowerów wodnych i kajaków, których wypożyczalnię na tę okoliczność specjalnie zorganizowano.

 

Ambitnego planu nie udało się ostatecznie zrealizować w całości, zapewne z uwagi na spore koszty. Ale cztery wyspy, które powstały, i tak prezentowały się okazale. Andreas Kaiser stworzył proekologiczną pływającą lodową górę, Andreas Kaufman – podszytą polityką wynurzającą się łódź podwodną, Kazuo Katase – kontemplacyjną podwójną wyspę z samowystarczalną hodowlą roślin i herbaciarnią. Najbardziej niezwykła jest wyspa zaprojektowana przez Ilję i Emilię Kabakow. To dziwaczna i absurdalna minifabryka, stworzona ze starych urządzeń nieczynnych pobliskich kopalń. Pompuje wodę z rzeki, by za chwilę wlać ją z powrotem. Niezła alegoria wielu zjawisk współczesnej gospodarki.

Powróćmy na jeziora...

Ostatnio pomysł ze sztuką na wodzie postanowili zrealizować także Węgrzy. A właściwie do niego powrócić, bo po raz pierwszy rzeźbiarskie dzieła prezentowali na jeziorze w 2000 r. Wówczas w licznej, acz krajowej obsadzie. A warunki do takiej prezentacji mają doskonałe, bo w samym niemal centrum miasta, tuż przy budapeszteńskim Muzeum Sztuk Pięknych, w miejskim parku, rozciąga się spory (35 tys. m kw.) i świeżo odnowiony staw. Tym razem Węgrzy nadali przedsięwzięciu europejski sznyt, zapraszając 25 rzeźbiarzy z 14 krajów. Polskę reprezentują Magdalena Abakanowicz i Krzysztof Bednarski.

Wystawę, zatytułowaną „Art on Lake”, zwiedza się bardzo miło. Wystarczy wsiąść do czekającej na nabrzeżu łódki i powiosłować od dzieła do dzieła. I w tym piknikowym nastroju najlepiej pozostać. Twórcy, wezwani nagle do zmierzenia się z wodą, radzą sobie rozmaicie. Pomysłem najbardziej oczywistym jest stworzenie czegoś pływającego lub topiącego się. I – o dziwo – doświadczeni artyści o międzynarodowej sławie brną w ten stereotypowy przekaz. Wątek podtopienia wykorzystali m.in. Tea Makipaa (podtopiony domek) oraz Anne&Patrick Poirier (zalana pseudoantyczna rzeźba), zaś Paul Segers, Günther Uecker i Lauren Kolks stworzyli mniej lub bardziej dziwaczne, unoszące się na wodzie łajby.

Drugim powszechnie przez rzeźbiarzy zastosowanym patentem było przeniesienie na wodę prac, które równie dobrze mogłyby znaleźć się na skwerku czy w klasycznej sali wystawowej. Na tle tafli jeziora prezentują się lepiej lub gorzej, ale w żaden sposób nie wchodzą z wodą w dialog. Tak, niestety, prezentują się prace Magdaleny Abakanowicz (skądinąd efektowny stalowy ptak) i Krzysztofa Bednarskiego (on przynajmniej w piramidzie swoich, po wielokroć już wystawianych, głów Karola Marksa zamontował minifontannę, co czyni pracę najbardziej absurdalną w całej ekspozycji). W zderzeniu z jednym z najważniejszych żywiołów natury nie najlepiej wypadły też prace Daniela Knorra, Jaume’a Plensa, Balazsa Kincsiny i wielu innych.

Ale są i zachęcające przykłady. Węgierka Ilona Nemeth stworzyła dwa urocze miniaturowe pływające ogródki – do wynajęcia. Słowak Eric Binder przeniósł na jezioro, wydawałoby się, najbardziej parkową sytuację: ławeczkę z ustawioną za nią uliczną lampą. Okazało się, że tafla wody przydała jej nieoczekiwanych emocjonalnych kontekstów. Najdalej w skojarzeniach poszła kolejna Węgierka Róża El Hassan, która zaoferowała w przyjeziornym sklepiku całą gamę designerskich produktów (np. pokrowce na laptopy), wykonanych z porastającej zazwyczaj brzegi jezior trzciny.

Cóż, nie zawsze ciekawy i oryginalny projekt na wystawę przekłada się na ciekawe dzieła sztuki. Okazuje się, że współcześni artyści, nawet ci (a może szczególnie ci) z uznanymi karierami, stają bezradnie wobec wyzwań niekonwencjonalnych. Wniosek drugi dotyczy szerszego kontekstu wystawy. Dla węgierskiego środowiska współczesnej sztuki była ona najważniejszym wydarzeniem, przygotowanym na prezydencję w Unii Europejskiej. Zrealizowano je nie za granicą, lecz u siebie, i – jak na taką okazję – nadzwyczaj skromnie. My mamy zamiar postępować akurat na odwrót. Trudno wyrokować, kto postąpił słuszniej.

***

Wystawę na budapeszteńskim jeziorze można oglądać do 4 września.

Polityka 33.2011 (2820) z dnia 09.08.2011; Kultura; s. 76
Oryginalny tytuł tekstu: "Nurt w sztuce"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Homofobusy jeżdżą po polskich miastach. Szokują i wykluczają

Homofobusy rozpowszechniają nieprawdziwe informacje na temat osób LGBT. To akcja Fundacji Pro-Prawo do Życia, która wbrew nazwie odmawia osobom nieheteroseksualnym prawa do wolnego od dyskryminacji życia w Polsce.

Agata Szczerbiak
17.07.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną