Żakowski rozmawia z Wojewódzkim

Ja jednak myślę
Kuba Wojewódzki o tym, że może przepraszać jako satyryk, ale nie rasista, o Monice Olejnik, która niczego nie rozumie, i o tym, czego ludzie mu zazdroszczą.
Kuba Wojewódzki przeprasza, ale nie czuje się winny.
Jacek Poremba/Fotonova

Kuba Wojewódzki przeprasza, ale nie czuje się winny.

Sąd nad Wojewódzkim i Figurskim trwa, choć pierwsze wyroki już zapadły.
Radek Pasterski/Fotorzepa/Forum

Sąd nad Wojewódzkim i Figurskim trwa, choć pierwsze wyroki już zapadły.

Po aferze z wypowiedziami o Ukrainkach Wojewódzki stracił program w Esce Rock. Poranny W-F po wakacjach nie wróci już na antenę.
Jacek Poremba/Fotonova

Po aferze z wypowiedziami o Ukrainkach Wojewódzki stracił program w Esce Rock. Poranny W-F po wakacjach nie wróci już na antenę.

Jacek Żakowski: – Czy kwiaty były drogie?
Kuba Wojewódzki: – Nie wyobrażam sobie hieny kupującej kwiaty.

Miałeś tydzień, zanim cię SDP mianowało hieną.
Ja już się w całej tej dynamice nie łapię. I nie bardzo wiem, dla kogo by miały być te kwiaty.

Wracasz do domu, Ukrainka – jak „zawsze na kolanach”, a ty do niej od razu z kwiatami.
Liczyłem, że spotkam tu dziś człowieka, który będzie rozumiał, że cały sens tej historii jest w problemie metody, że będziemy mówili o inscenizacji. Czytelnej lub nie, dobrej albo nie, ale inscenizacji. Tu jest źródło nieporozumienia, które wywołuje tę narodową histerię, przesadę, uniesienie. Także deficyt rozsądku. Ja mogę być kiepskim satyrykiem, ale ciężko jest mi wziąć na siebie krzyż bycia rasistą, chamem i homofobem.

Nieźle się nakręciłeś.
Poczekaj. Jeżeli dla moich krytyków – nawet dla Moniki Olejnik, którą znam od 20 lat – jestem chamem, to oni są mentalne disco polo z tabloidowym systemem operacyjnym.

Chcesz się bronić, atakując Monikę Olejnik, która cię skrytykowała w „Gazecie”?
Jej ostatnie teksty na mój temat są jak Tupolew z betonu w sanktuarium Bolesnej Królowej Polski. Miało być serio i w poważnej sprawie, a wyszło raczej śmiesznie. Monika ostatnio bardzo chce być bolesną królową Polski. Gdybym miał wejść na ten poziom dyskusji, pozbawiającej nas prawa do krytycznej, autorskiej metody, to poradziłbym jej, żeby zamiast szukać dla siebie kolejnych butów, raczej wpadła do jakiegoś teatru zobaczyć, jakie eksperymenty ludzie robią z metaforą. Wolność, której wszyscy jesteśmy beneficjentami, ma też swoje prawa, niewygody, koszty. Tolerowanie takich jak my, skretyniałych świrów, oznacza, że demokracja i wolność słowa działają. Że potwierdza się jej, czasami bolesna, logika.

Monika cię toleruje. Ale cię krytykuje. Ona ci nie odbiera wolności. Odbiera ci tylko dobre samopoczucie.
W słowie tolerancja jest bierna agresja.

Ty sam go użyłeś.
To jest minimum. Ale dlaczego musimy być na poziomie minimum? I to w sprawie audycji, którą poprzedza komunikat, wielokrotne stwierdzenie, że to nie jest program publicystyczny ani informacyjny, tylko satyryczny. Słuchowisko w oparach absurdu. Ja rozumiem, że może nie wszyscy dobrze czują się w poetyce takiego absurdu, ale przecież mówimy o pretensjach do niszowego programu w niszowej radiowej stacji. I do kolesia, jak się ostatnio okazuje, z niszową umysłowością.

Gdyby to poszło w publicznej Jedynce, byłoby dużo gorzej. Ale po awanturze, jaką spowodowaliście mówiąc, że „dzwonicie do Murzyna”, dziwi mnie twoje zaskoczenie.
Tamta sytuacja też pokazywała, że poczucie humoru nie jest naszym sportem narodowym. Jest nim bardziej polowanie z nagonką. Jest wyścig, kto lepiej opisze, jakimi nihilistycznymi bydlętami jesteśmy. Zanim zaczniemy mówić o wolności słowa, pomówmy o wolności myślenia.

Nie nakręcaj się tak.
Jakiej myśli triumfem jest to, że powstał ten niezwykły sojusz Łukasza Warzechy, Moniki Olejnik, pani superniani Zawadzkiej, ministra Gowina i portalu gminno-brukowego Pudelek? Kogo to nobilituje, a kogo to pogrąża?

Spójrz na to z innej strony. Masz w „Gazecie” listy Ukrainek, które twój program zabolał.
I mam teksty Jana Hartmana czy Piotra Stasińskiego, który nigdy ze mną nie rozmawiał, a zrozumiał konwencję. Mało tego, rozpisał ją intencyjnie na scenariusz. Bo zadał sobie trud niepopadania w oburzenie, a zaryzykował chwilę refleksji. Dlaczego do jednych nasza metafora trafia, a do innych – nie? To była audycja o Polakach, u których one pracują.

Czyli satyra na siebie.
U mnie nie pracuje żadna Ukrainka.

Dlatego nie kupiłeś kwiatów.
Ale do mojej mamy pomagająca jej Ukrainka nie przyszła.

Obraziła się?
Wolałem odczekać parę dni z telefonem. Ale do niej na pewno uderzę z kwiatami. A wcześniej zadzwonię i przeproszę. Nie chcę, żeby było jej przykro i aby stosunki obu pań były zakładnikiem postawy synalka debila.

Myślisz, że było jej przykro?
Po medialnej histerii na temat tego programu wszystko jest możliwe. Prawie wszyscy możliwie najszerszym łukiem omijali fakt, że przedrzeźnialiśmy „prawdziwych Polaków”, co wcześniej wyraźnie powiedziałem. Ale najbardziej bolesne jest to, że nawet KRRiT – urzędowo stojąca na straży wolności słowa – zaczęła interpretować satyrę. Ten żart był kiepski, skoro okazał się niezrozumiały. Ale czy wnioskiem z dyskusji o granicach formy i jazdy satyryków po bandzie powinno być zamykanie stacji?

Nie uważam, żeby sankcje administracyjne były w tej sytuacji stosowne. Ale żeby je bez wahania odrzucić, potrzebna jest społeczna refleksja na temat tego kryzysu. Albo się z dzieckiem rozmawia, albo łoi mu się tyłek. Jestem za rozmawianiem. Coś się stało. To trzeba zrozumieć.
Na razie nadawca zrozumiał, że jeśli chce przetrwać, musi nadziać na pal nasze głowy. Zwłaszcza głowę Michała Figurskiego. Oto głowa zdrajcy naszych interesów narodowych.

Bo to on z tym żartem o gwałcie za ostro pojechał po bandzie.
Jest takie ryzyko w programie, który polega na jechaniu po bandzie w pojedynku skojarzeń, wyobraźni, absurdu. Niech jego kosztem będzie exodus słuchaczy, ale nie zdrowego rozsądku.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną