„Polityka” prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kultura

Róg Pięknej i Lennona

Pół wieku Beatlemanii

Londyn. Abbey Road. Londyn. Abbey Road. Andy Rain / EPA/PAP
„Beatlemania story, ile to już lat?” – dopytywała w piosence Irena Jarocka. Trudno w to uwierzyć, ale równe pół wieku.
Hamburg. Plac Beatlesów.Forum Hamburg. Plac Beatlesów.

Pierwszy singel zespołu The Beatles, zatytułowany „Love Me Do”, ukazał się 5 października 1962 r. W tekście niespełna dwuipółminutowej piosenki słowo „love” pojawiło się 26 razy, bo podmiot liryczny domagał się miłości. Chciał, to ma – świat pokochał The Beatles. I choć histeria przez te wszystkie lata trochę osłabła, wciąż tli się tu i ówdzie, raz na jakiś czas buchając mocniejszym płomieniem.

Best był najlepszy

To jasne, najgoręcej jest w Liverpoolu, bezpowrotnie odmienionym przez Beatlesów i ich fanów. Owszem, warto tu zobaczyć port oraz niechlubną pamiątkę czasów kolonialnych w postaci Muzeum Niewolnictwa, da się też zwiedzać miasto szlakiem futbolowym. Ale można spędzić w Liverpoolu wiele dni i nic z tych rzeczy nie zauważyć, za to Beatlesów w tym mieście uniknąć się po prostu nie da.

Prawdziwy fan pierwsze kroki kieruje zwykle na Mathew Street, bo tam się to wszystko zaczęło. I tu niespodzianka – oryginalnego klubu Cavern już nie ma, są za to dwa prawie oryginalne, po obu stronach wąskiej uliczki. Ciasne, obwieszone pamiątkami i oblegane przez turystów oraz amatorskich muzyków, którzy wierzą, że jeśli zagrają na tych samych deskach, na których debiutowali Lennon i McCartney, być może spłynie na nich genius loci. Dlatego warto do Cavern zajrzeć, by napić się piwa, ale lepiej uciekać przed lokalnymi konkursami talentów.

Trzeba za to odwiedzić muzeum The Beatles Story przy Doku Alberta, zobaczyć czerwoną bramę Strawberry Field i salon fryzjerski, o którym mowa w tekście „Penny Lane” – a właściwie kilka takich przybytków, bo pomiędzy okolicznymi golibrodami trwa od kilku lat wojna o turystów. Miasto można objechać, korzystając z autokaru wycieczkowego lub specjalnej żółtej amfibii, najlepiej jednak odżałować większą sumę i dać się przewieźć po Liverpoolu specjalną beatlesowską taksówką, której kierowca nie tylko umie trafić z Penny Lane na grób Eleanor Rigby, ale obudzony w środku nocy mógłby wygrać „Wielką grę” o Wielkiej Czwórce.

Polityka 40.2012 (2877) z dnia 03.10.2012; Ludzie i style; s. 84
Oryginalny tytuł tekstu: "Róg Pięknej i Lennona"
Reklama