Żakowski pyta Jandę, czy życie zaczyna się po 60-tce

Gram, jak lubię
Krystyna Janda o byciu aktorką do zadań specjalnych, teatrze, który może zastąpić życie, dawnych i obecnych hierarchiach oraz emeryturze i pomysłach na przyszłość.
Krystyna Janda: Ja już ciągle tęsknię. Wciąż mi umiera ktoś, z kim znika jakiś świat. Umiera i następnego nie ma.
Robert Jaworski/Forum

Krystyna Janda: Ja już ciągle tęsknię. Wciąż mi umiera ktoś, z kim znika jakiś świat. Umiera i następnego nie ma.

„Dorosłam do tego, żeby powiedzieć sobie: wszystko zależy ode mnie! Jak postanowię, to już się nie oglądam na innych. Nie czekam na telefony”.
Gala

„Dorosłam do tego, żeby powiedzieć sobie: wszystko zależy ode mnie! Jak postanowię, to już się nie oglądam na innych. Nie czekam na telefony”.

„Prawdziwa inteligencja gdzieś się pochowała, siedzi cicho po domach. Rozmawiają i bawią się we własnym towarzystwie. Hierarchię i łańcuch autorytetów diabli wzięli”.
Maciej Biedrzycki/Forum

„Prawdziwa inteligencja gdzieś się pochowała, siedzi cicho po domach. Rozmawiają i bawią się we własnym towarzystwie. Hierarchię i łańcuch autorytetów diabli wzięli”.

Jacek Żakowski: – Sześćdziesiątka boli czy cieszy?
Krystyna Janda: – Magia liczb, i tyle.

Pani wierzy w tę magię?
Nie. Ale robi na mnie wrażenie takie okrągłe coś.

Czuje się pani kobietą dojrzałą?
Dorosłam. Nareszcie dobrze mi w mojej skórze.

Lepiej pani w tej skórze niż 40 lat temu?
Do niedawna wydawało mi się, że jestem niedorosła. Że ktoś za mnie decyduje. Że coś nie ode mnie zależy. Że nie do końca biorę odpowiedzialność za to, co obiecuję, że potem się poprawię, że jeszcze się wszystko zmieni. To przeszło.

Kiedy?
Z dziesięć lat temu.

Coś się stało?
Nic. Dorosłam do tego, żeby powiedzieć sobie: wszystko zależy ode mnie! Jak postanowię, to już się nie oglądam na innych. Nie czekam na telefony. Nie chcę być nikim innym. Wcześniej mi się zdawało, że może coś wiem gorzej, starsi są mądrzejsi. Teraz jestem najstarsza. Mam własne zdanie.

Dla pani to jest przyjemne?
Ani przyjemne, ani nieprzyjemne. Odeszły światy ludzi, którzy byli moimi drogowskazami. Wiem, że nie ma powrotu. Zostałam ja. Nie jestem na ich poziomie, ale trudno. Teraz są inne światy. Młodsze. Też nie mam do nich dostępu, dlatego muszę ich o wszystko pytać. Ale to już nie są pytania na wagę życia i śmierci. Dałabym radę bez tych odpowiedzi.

Nie znając jakiegoś skrótu trzyklawiszowego.
Bez tego się nie umiera. Próbujemy sztukę z Piotrem Machalicą. Jesteśmy mniej więcej w równym wieku. Dużo razem graliśmy. Pamiętamy wielkich dyrektorów i wielkie teatry. Mamy w kościach Hübnera, Warmińskiego, Bardiniego. I pełną świadomość, że z wielką przyjemnością robimy teatr z naszych czasów. Nie oglądając się na mody. Jakby czas zatrzymał się, kiedy robiliśmy „Dwoje na huśtawce”, kiedy próbowaliśmy „Kotkę na blaszanym gorącym dachu”. Młodzi aktorzy mają dziś ­problemy techniczne. My ich nie mamy, „nowocześni” może nie jesteśmy, ale jesteśmy prawdziwi. Sprawia nam wielką przyjemność, że się nie ścigamy, nie oglądamy na innych. Pichcimy swoje danie, które z naszymi widzami jedliśmy bezlik razy. A dziś nie ma go w jadłospisie.

Jest pani strażnikiem swojej kuchni.
Nikt takiego stróżowania nie chce. A ja mam to gdzieś. Wiele rzeczy mam gdzieś. Robimy, co lubimy. To, co pichcimy, może być ciekawe, bo tego już nie ma.

Pani chyba kultywuje misyjne aktorstwo.
Misyjne aktorstwo? A co to? Gram, jak lubię. To jest moja przyjemność. Mój luksus.

Ale wzięła się pani za „Danutę W.”. Można zawsze powiedzieć, że to polityczna komercja, bo sala pełna, a jeden aktor na scenie, czyli prosty spektakl...
Ale jaki drogi! Wie pan, ile kosztuje godzina materiałów dokumentalnych? To jeden z naszych najdroższych spektakli.

Więc tym bardziej: misja.
Nie lubię tego słowa. Ale niech ktoś dziś zrobi taki spektakl. Niech wejdzie na scenę i niech zagra – tak po prostu – żeby publiczność dwie godziny słuchała. I żeby się tym przejęła.

Frekwencja była pewna.
Na kiepski spektakl by nie przyszli. Nie ma takich cudów.

Na Jandę i Wałęsową?
Jakby było źle, toby nie przychodzili. Opinia szeptana jest jak błyskawica.

Skoro już rozmawiam z kobietą o wieku...
Specjalnie to ogłosiłam.

...zróbmy z tego użytek do końca. Dawniej gwiazdy zaczynały obchodzić jubileusze od 75 lat w górę.
I wszystkie miały sfałszowane metryki. A ja nigdy nie miałam kłopotu z wiekiem, bo jestem aktorką do zadań specjalnych. Tylko bardzo piękne kobiety mają problem z wiekiem i żałują, że czas płynie. Ja nie. W NRD mnie kiedyś nie wzięli do serialu, bo powiedzieli, że na serial jestem za brzydka. Uroda dla amatora.

Jak w „Człowieku z marmuru” wysuwa pani nogę z samochodu, na widowni testosteron kipi.
Mój mąż to fotografował. Pytam, dlaczego tak mnie dziwnie fotografujesz? A on: Kamera zawsze niżej pępka. Takie sztuczki.

Pani była nie dość atrakcyjna?
W sensie?

Dla mężczyzn.
Nie. Za to jest ze mną fajnie. Dla partnera, sama atrakcja. Są psy ozdobne i do towarzystwa. Jestem do towarzystwa.

Sześćdziesiątka to początek trzeciego aktu życia. Budzi się pani jeszcze z entuzjazmem: „to muszę zrobić, tamto muszę zrobić”?
Przeciwnie. Teraz mi się każdy dzień przelewa. Lubię to. Wstać i zjeść śniadanie. Posiedzieć. Poczytać. Już z niczym nie walczę. Bez napinania.

Poza pracą.
Gdzie tam. Na próbach „luźne gacie”, jak teraz mówią młodzi aktorzy. A dzisiaj mi się nie chce. A dziś coś sobie zagramy. Bez zaciśniętych ust. Bez walki.

Już się pani nie próbuje ze światem?
Ani trochę.

To po co pani żyje?
Dla przyjemności życia.

Przyjemniejsze jest życie dla samej przyjemności życia?
Od czego?

Od tamtego. Miała pani w sobie wibrujący niepokój. Fajna laska – myślałem – tylko, że ziemia wokół niej się trzęsie. Nie do wytrzymania. A to była cała Janda. Pani nie było z tym lepiej?
Jakby mnie teraz tak rozwibrowało, tobym nie żałowała. Ale są różne etapy. Strasznie dużo zagrałam. Wielu miałam reżyserów, partnerów, wiele sytuacji. Dużo rzeczy widziałam: rozwodów, ślubów, urodzin, zmarnowanych dzieci, umierających synów koleżanek, ludzi, którzy wyjechali i słuch po nich zaginął albo siedzą w Bieszczadach i hodują ­ekologiczną marchewkę. Tyle nocnych rozmów. Tyle koncepcji na ­życie, pomysłów na przedstawienia. Tyle indywidualności, miłości, zawiści, nienawiści. A wciąż każdy dzień przynosi coś, co podważa zasadność wszystkiego.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną