Stańko, jedna z gwiazd legendarnej wytwórni ECM

Muzyka szybsza od dźwięku
Polska inspiracja, niemiecka produkcja i amerykańskie wykonanie. Nowy album zespołu Tomasza Stańki to zarazem nowy klasyk w katalogu legendarnej marki ECM.
Tomasz Stańko przed próbą polskiej premiery „Wisławy” w Operze Krakowskiej, 11 lutego 2013 r.
Michał Lepecki/Forum

Tomasz Stańko przed próbą polskiej premiery „Wisławy” w Operze Krakowskiej, 11 lutego 2013 r.

Manfred Eicher, szef ECM.
Kaupo Kikkas/materiały prasowe

Manfred Eicher, szef ECM.

Manfred Eicher gra w ping-ponga z Keithem Jarretem (od lewej ), 1991 r.
Peter Laenger/materiały prasowe

Manfred Eicher gra w ping-ponga z Keithem Jarretem (od lewej ), 1991 r.

Manfred Eicher, szef ECM w towarzystwie trębacza Dona Cherryego (od lewej ), 1978 r.
Roberto Masotti/materiały prasowe

Manfred Eicher, szef ECM w towarzystwie trębacza Dona Cherryego (od lewej ), 1978 r.

Prawie 70-letni Manfred Eicher na próbie nowej grupy Tomasza Stańki ustawia mikrofony. Milimetr w lewo, milimetr w prawo. Młodemu kontrabasiście zwraca uwagę, że wzmacniacz za bardzo buczy. Przesuwa nawet odsłuch liderowi, gdy ten się odwraca. Premierowego koncertu nowej płyty „Wisława” w Monachium wysłucha przy konsolecie, obserwując najpierw, jak obsługa upycha w rzędach wszystkich czekających w kolejce na wejście. Bilety rozeszły się już dawno.

To nie asystent inżyniera dźwięku. Istniejąca 44 lata wytwórnia ECM – wciąż najsławniejsza marka jazzowa w Europie – jest po prostu królestwem jednego człowieka. Eicher wydał około 1200 płyt. Pod niemal wszystkimi podpisany jest jako producent i zawsze pojawia się w czasie sesji. – Myślę o muzyce, którą będziemy nagrywać, na długo przed wejściem do studia. To oraz nagrywanie i miksowanie to moje życie – mówi.

Ze Stańką pracuje od 1975 r., od czasu płyty „Balladyna”, ale zna go jeszcze dłużej – od momentu, gdy usłyszał kwintet Komedy z Namysłowskim i Stańką w składzie. – Kiedy poznaję muzyka, bardzo często przeradza się to w długotrwałą współpracę. Tak było z innymi, choćby z Janem Garbarkiem, Keithem Jarrettem. Stańko to jeden z muzyków, z którymi ECM związał się na dłużej – dodaje.

Za każdym razem rozmawia, umawia sesje w jednym z wybranych studiów (w wypadku „Wisławy” – Avatar w Nowym Jorku), przyjeżdża i sam rozstawia mikrofony. – Kiedy nagrywaliśmy „Litanię”, w ogóle nie ingerował, czytał partyturę. Nie odzywał się, było widać rodzaj aprobaty czy radości – komentuje Stańko, ale zaraz dodaje, że Eicher to jak dodatkowy członek zespołu. – W pierwszą płytę z polskim triem ingerował mało, w drugą więcej, w trzecią już bardzo poważnie. Kolejność zawsze zostawiam jemu, lubię być zaskakiwany. Bo jeśli ktoś nagrał tak wiele genialnych płyt, na pewno ma coś do powiedzenia. Gdybym mu nie zaufał, to tak jakbym pracując z Keithem Jarrettem, nie dał mu zagrać solo na fortepianie, tylko sam je wykonał.

Kredyt zaufania

W 1969 r. Manfred Eicher był tylko mało znanym, 26-letnim, klasycznie wykształconym kontrabasistą z Bawarii, który zboczył z filharmonicznej ścieżki po wysłuchaniu „Kind of Blue” Milesa Davisa. Miał ten sam starannie przystrzyżony wąsik i lekko hipisowski wizerunek co dziś. Grał w kilku zespołach jazzowych i pracował jako producent przy sesjach nagraniowych realizowanych w Monachium, m.in. dla słynnej Deutsche Grammophon. W końcu wziął niewielki kredyt i postanowił założyć wytwórnię płytową. W formularze urzędowe musiał wpisać nazwę firmy. – Chciałem czegoś możliwie neutralnego, co obejmowałoby moje zainteresowania sztuką współczesną, a także całą nową muzyką, komponowaną i improwizowaną. I pomyślałem, że termin Wydawnictwo Muzyki Współczesnej (Edition of Contemporary Music, w skrócie ECM) ma szanse przetrwać dłużej niż rok czy dwa.

Dzisiaj, gdy poza jazzem i nową muzyką firma ma w katalogu nagrania muzyki klasycznej – Beethovena czy Schuberta – jej szef precyzuje definicję: – Dotyczy nagrywania starej muzyki, ale w oparciu o dzisiejszą wiedzę.

A dokładnie: chodzi o jego wiedzę. Jeszcze zanim ruszył ECM, Eicher zdefiniował swój sposób pracy, gdy po koncercie zaczepił go norweski saksofonista Jan Garbarek: „Mam taśmę z nagraniami, słyszałem, że ruszasz z wytwórnią, może chciałbyś ją wydać?”. Eicher na to: „Raczej nie. Jak już założę wytwórnię, zadzwonię do ciebie i sam cię nagram”. 

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną