Kultura

Gombrowicz na surowo

Sekretne dzienniki Gombrowicza

Witold Gombrowicz w Argentynie. Witold Gombrowicz w Argentynie. archiwum Rity Gombrowicz/FOTONOVA / EAST NEWS
Najpilniej strzeżona i najważniejsza premiera literacka tego roku to nieznany dziennik intymny Witolda Gombrowicza „Kronos”. Ukaże się już w maju.
Witold Gombrowicz (w jasnym garniturze) z przyjaciółmi: Antoniem Dal Masettą i Miguelem Grinbergiem, Buenos Aires, 1963 r.Archiwum Rity Gombrowicz/Fotonova Witold Gombrowicz (w jasnym garniturze) z przyjaciółmi: Antoniem Dal Masettą i Miguelem Grinbergiem, Buenos Aires, 1963 r.
Witold Gombrowicz w Vence, 1965 r.Bohdan Paczowski/Muzeum Literatury/EAST NEWS Witold Gombrowicz w Vence, 1965 r.

Wszystko jest owiane tajemnicą. Ci, którzy coś wiedzą, są zobowiązani do milczenia – aż do premiery. Tymczasem plotki krążyły już od roku. Wtedy to Rita Gombrowicz przekazała tekst Wydawnictwu Literackiemu. Kiedy jednak zamierzałam ją o ten dziennik zapytać w wywiadzie, uprzedzono mnie, że na ten temat nic nie powie. Osoby zamieszane w sprawę odmawiały komentarza, uciekały na sam widok dyktafonu. Istnienie tego dziennika nie było jednak tajemnicą dla gombrowiczologów, ale do niedawna nikt nie znał jego zawartości. Oprócz... Janusza Palikota, który mówi o nim w wywiadzie rzece „Ja. Palikot”, wydanym w 2010 r. Jemu z kolei o intymnych zapiskach opowiedziała Rita Gombrowicz, radząc się przy okazji, gdzie może je w Polsce wydać. Początkowo polityk sam zamierzał opublikować ten dziennik w wydawnictwie słowo/obraz terytoria. Do tego – jak widać – nie doszło.

No dobrze – pytali sceptycy, kiedy rozeszły się plotki o istnieniu „Kronosa” – ale skąd dziennik, skoro mamy już „Dziennik” Gombrowicza. Odpowiedź zna każdy czytelnik Gombrowicza. „Dziennik”, który znamy, nie jest typowym dziennikiem intymnym, jest konstrukcją literacką. Przypomina laboratorium, w którym pisarz chciał stworzyć swój obraz, by narzucić go czytelnikom. „Powinienem potraktować ten dziennik jako narzędzie mojego stawania się wobec was” – notuje. Chciał zbudować siebie jako bohatera literackiego, zamierzał „przystąpić do stwarzania siebie i uczynić z Gombrowicza postać – jak Hamlet lub Don Kiszot –? –! –”. Tworzy więc autofikcję na bazie swojego życia. Podział na dni i daty jest w dużej mierze fikcyjny, wszystko podporządkowane zostało kompozycji literackiej. Dziennik jest też terenem walki: „Pisanie jest niczym innym tylko walką, jaką toczy artysta z ludźmi o własną wybitność”. Walczy z Polską, walczy o swoje pojmowanie sztuki, walczy o swoje utwory. Sam Gombrowicz był zapalonym czytelnikiem dzienników intymnych, zwłaszcza dziennika Gide’a, wciągają go również „Szkice piórkiem” Bobkowskiego, u którego też znajduje podobne do swoich boje z polskością. Laboratorium formy i ciała – tak nazwał „Dziennik” jeden ze znawców twórczości Gombrowicza Jean Pierre Salgas. Gombrowicz żongluje gatunkami, łączy esej, powieść z zapiskami stylizowanymi na dzienniki intymne. Ani na chwilę nie zaprzestaje gry z czytelnikiem. Zmyśla czasem fakty, żeby rozwścieczyć wrogów w Londynie. Napisał, że kupił sobie willę i że ma nieślubnego syna. „Dziennik kupuje się dlatego, że autor jest sławny. A ja dziennik piszę, by stać się sławny”. Tak się stało. Za to „Kronosa” jesteśmy ciekawi właśnie dlatego, że jego autorem jest Gombrowicz.

W „Kronosie” – jak udało nam się ustalić – nie znajdziemy gry i autokreacji. To są zapiski prowadzone tylko dla siebie, w tym samym czasie co „Dziennik” – od 1953 r. Zapiski fragmentaryczne, skrótowe, często w formie wyliczeń, nieukształtowane literacko, surowe. Gombrowicz nie walczył w nich z Polską, tylko pisał o sobie, o życiu codziennym. O tym, czego nie ujawniał, co nie pasowało do jego obrazu, jaki tworzył w „Dzienniku”. Na przykład o chorobach. Czytelnik „Dziennika” może nie zdawać sobie sprawy, że Gombrowicz był cały czas chory. Ten obraz permanentnego cierpienia wyłania się dopiero ze wspomnień przyjaciół w książce „Gombrowicz w Argentynie” i „Gombrowicz w Europie”. Dręczyła go astma, rozedma płuc, osłabienie serca. „Zawsze coś mu dolegało” – pisała Rita Gombrowicz w poruszającym wspomnieniu po jego śmierci. W „Dzienniku” choroba pojawia się jako materia do literackiej opowieści. Pojawia się ból i cierpienie, ale dotyczy ono innych, często zwierząt. Zapamiętuje się obraz nieskończonej ilości żuków przewróconych na grzbiet, którym nie da się pomóc. Czy też historię przyjaciela, którego córeczka oblała się wrzątkiem. Przejmujące są jego rozważania, a właściwie eseje o bólu i śmierci, o samotności umierania, którą dzielimy ze zwierzętami. W „Kronosie” pisze wprost o swoim bólu i chorobie.

I o braku pieniędzy. Tylko ze wspomnień wiemy, że w Argentynie przez długi czas żył w skrajnej nędzy, zdarzało mu się nie jeść nic przez kilka dni. Za niezapłacony czynsz właściciel hoteliku nie chciał go wpuścić do pokoju. Marzł, nie miał piecyka, kołdry, odpowiedniego ubrania. Przyjaciele chcieli bez jego wiedzy ufundować mu stypendium. Byli poruszeni surowym i nędznym widokiem jego pokoiku celi. Jednocześnie wobec przyjaciół grał rolę księcia, arystokraty. Zawsze zachowywał formy. Jak wspominała Zofia Chądzyńska, spotkania z nim przypominały teatr, przydzielał rolę sobie i innym i nigdy nie było wiadomo, czego się spodziewać.

Według Janusza Palikota, który jako jedyny chętnie się wypowiada o tajnych zapiskach Gombrowicza: – „Kronos” to numeryczny i tabelaryczny zapis faktów erotycznych i towarzyskich. Pisarz wylicza, z kim spędził noc. Bez żadnych szczegółów. – Ze swoją matematyczną neutralnością wobec różnych form erotyzmu byłby w Polsce skandalem – twierdzi Palikot. Jednak trudno w to uwierzyć, skoro „Tajny dziennik” Białoszewskiego nie był żadnym skandalem, chociaż opisał w nim szczegółowo swoje wizyty w dark roomach na Manhattanie.

Gombrowicz unikał wszelkich etykietek, także dotyczących seksualności. Pisał, że nie czuje się homoseksualistą, ale „od czasu do czasu mam zwyczaj robić to, kiedy mam ochotę”. Najważniejsza była dla niego ucieczka przed płcią, zaklasyfikowaniem. „Trzeba mi było znaleźć dla siebie inną pozycję – poza mężczyzną i kobietą – pozycję poza seksualną i czysto ludzką, z której mógłbym przystąpić do wentylowania owych dusznych i płcią skażonych okolic”. W „Dzienniku” znajdziemy portrety chłopców i dziewczyn i słynne rozbudzenie erotyczne w Santiago. „Witold Gombrowicz, przyjechawszy do Santiago, uległ fali spóźnionego erotyzmu” – pisze o sobie w trzeciej osobie. Widzimy wiele tożsamości mieszczących się w jednym człowieku, których nie chce on dookreślać. Cała jego twórczość obraca się wokół erotyzmu (pisał o tym choćby Jerzy Jarzębski), wszędzie bada „linię podnieceń”, która tworzy się między ludźmi, młodymi i starymi, niezależnie od płci. I ten wszechogarniający erotyzm nie jest u niego pokazany bezpośrednio, nie ma przecież żadnych scen seksu. I w tej materii najprawdopodobniej niczego nie zmieni jego intymny dziennik.

Zresztą bardziej pociągająca od wizji skandalu jest inna możliwość: oto być może zobaczymy twarz pisarza bez maski. Coś, czego Gombrowicz nikomu nie pozwalał oglądać. Tłumaczka Zofia Chądzyńska opisała taki moment. Zobaczyła, jak pisarz wychyla się na ulicę z sąsiedniego balkonu, przekonany, że nikt go nie widzi. „Jego twarz, przywykła do nieustających masek, nagle bez maski, rozebrana niejako do naga, bezbronna, przerażająca, jednocześnie dramatyczna w swoim napięciu i zastygła w jakimś bezruchu, tragiczna. Odczuł moje spojrzenie, bo nagle powiedział przed siebie: – Nie podglądaj mnie. (...) Kiedy dziś o nim myślę, odnajduję właśnie tę twarz: tę, której nie miałam prawa oglądać”. Być może znajdziemy ją w „Kronosie”, chciałabym, żeby tak było. Nie jest ona całkiem zakazana – Gombrowicz nie zniszczył tych zapisków, zostawił je żonie, a więc brał pod uwagę, że zostaną wydane. Nawet jeśli są bardzo skrótowe, będzie to największy prezent, jaki pisarz mógł zrobić swoim czytelnikom – dopuścić ich poza zasłonę gry.

Polityka 08.2013 (2896) z dnia 19.02.2013; Kultura; s. 76
Oryginalny tytuł tekstu: "Gombrowicz na surowo"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Osamotnienie – dżuma współczesności?

Mamy w Polsce 5 mln jednoosobowych gospodarstw domowych. Na razie co czwarte gospodarstwo. W 2035 r. – co trzecie.

Ewa Wilk
08.02.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną