Relacja z festiwalu w Cannes

Najważniejsze to kochać
Wyjątkowe filmy, wyjątkowa oprawa. Takiej różnorodności, wizjonerskiego szaleństwa, karuzeli wrażeń dawno na Lazurowym Wybrzeżu nie było.
„La grande bellezza”, reż. Paolo Sorrentino.
materiały prasowe

„La grande bellezza”, reż. Paolo Sorrentino.

Nawet ulewne deszcze oraz skandale z kradzieżami markowej biżuterii wartej miliony euro wpisywały się w posępną atmosferę pokazów. Niemal każdy z 20 konkursowych tytułów wywoływał skrajne reakcje, szokował obrazami nieszczęśliwej miłości we wszelkich możliwych odmianach. Od gorących młodzieńczych uniesień, prowadzących do wielkich rozczarowań, przez przejmujące dramaty małżeńskie, po pełne goryczy spojrzenie wieku starczego, w którym dystans, poczucie niespełnienia zamieniają się w cynizm i dojmującą samotność przegranego życia. Wszystkie razem złożyły się na imponujący obraz wigoru, żywotności współczesnego kina, przełamującego stereotypy, potrafiącego rozmawiać o tym, co najważniejsze.

Obyczajowa i formalna odwaga canneńskich autorów zawsze była znakiem firmowym festiwalu. Tym razem jednak konkursowy zestaw przyrządzono wedle eksperymentalnej receptury. Jakby chodziło o wysadzenie w powietrze bastionu konwencjonalnego kina. Zamach na świętą zasadę happy endu, niewiele mającą wspólnego z prawdziwym doświadczeniem. Prowokacja nie zawsze się udawała. Pozwalała jednak złapać oddech, zastanowić się nad kolorami miłosnego niespełnienia, ulotnością uczuć, marzeń. Również nad językiem współczesnego kina, w którym przemoc, seks są pokazywane w coraz mocniejszy sposób.

W kontrowersyjnym thrillerze Duńczyka Nicolasa Windinga Refna „Tylko Bóg wybacza” krew leje się strumieniami.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj