Kultura

Holocaust, miłość i sztetl

Żydzi w komiksie

„Złote pszczoły. Żydzi przedwojennej Warszawy” - antologia Moniki Powalisz. „Złote pszczoły. Żydzi przedwojennej Warszawy” - antologia Moniki Powalisz. Fontarte/Gmina Wyznaniowa Żydowska w Warszawie
Dwa wydane u nas tytuły – „Zaduszki” i „Córka Mendla” – pokazują, że tematyka żydowska to wciąż bardzo ciekawy nurt w komiksie.
Historia, w której dziecięcy raj zmienia się w piekło.Wydawnictwo Komiksowe Historia, w której dziecięcy raj zmienia się w piekło.
Karta z komiksu „Córka Mendla”.Wydawnictwo Komiksowe Karta z komiksu „Córka Mendla”.
Akcja powieści graficznej „Zaduszki” toczy się we współczesnej Warszawie.Kultura Gniewu Akcja powieści graficznej „Zaduszki” toczy się we współczesnej Warszawie.
„Kot rabina. Malka Lwi Król”. Autor Joann Sfar.Wydawnictwo Komiksowe POST „Kot rabina. Malka Lwi Król”. Autor Joann Sfar.
Kadr z filmu wyreżyserowanego przez Sfara na podstawie własnego komiksu.Wydawnictwo Komiksowe POST Kadr z filmu wyreżyserowanego przez Sfara na podstawie własnego komiksu.
„Klezmerzy. Podbój Wschodu”. Autor Joann Sfar.Kultura Gniewu „Klezmerzy. Podbój Wschodu”. Autor Joann Sfar.

Gdy nastoletnia Rutu Modan wyznała ojcu – lekarzowi z Tel Awiwu – że wybiera się do szkoły artystycznej, tylko westchnął. Z takimi dłońmi byłaby przecież świetnym chirurgiem plastycznym.

Modan (rocznik 1966) to artystka doskonale znana nie tylko w świecie komiksowym, także literackim, ale w tym roku jest o niej wyjątkowo głośno za sprawą „Zaduszek” – albumu, którego akcja dzieje się we współczesnej Warszawie. Dużo mówiło się o nim na długo przed publikacją, a gdy się już ukazał, chwaliły go m.in. „Publishers Weekly” i „Guardian”. Ten ostatni sugerował nawet, że to kandydat do miana powieści graficznej roku.

Zagraniczne media podkreślały, jak wspaniale Modan przedstawiła współczesną  Warszawę. Niewiele w tym prawdy. Warszawa jest tu zaledwie naszkicowanym tłem i dekoracją. Wartość „Zaduszek” polega na czymś zupełnie innym – żonglowaniu gatunkami, czarnym humorze, przełamywaniu stereotypów, a ponadto próbie wypisania się z tradycji przedstawiania polsko-żydowskiej historii jedynie w kontekście Holocaustu, która to tradycja w komiksie jest bardzo żywa i doskonale znana.

Myszy stawiają poprzeczkę

Tradycję tę znamy przede wszystkim z przełomowego dla historii komiksu i nagrodzonego Pulitzerem „Mausa” Arta Spiegelmana. Ten zawiesił poprzeczkę wysoko. Rzadko próbowali się z nią zmierzyć polscy rysownicy, a efekty prób bywały bardzo różne. Od niedocenionego zarówno w kraju, jak i za granicą, acz niezwykle oryginalnego „Achtung Zelig!”, po przeciętne „Epizody z Auschwitz”. Pierwszy z tych komiksów, stworzony przez Krystiana Rosińskiego i Krzysztofa Gawronkiewicza, przedstawia surrealistyczną wizję Holocaustu z ewidentnym ukłonem w stronę Spiegelmana.

Dwie postaci – jedna niczym z filmu „Obcy” Ridleya Scotta oraz druga przypominająca żabę – wędrują przez okupowaną Polskę. W trakcie wędrówki spotykają na swojej drodze oddział Wehrmachtu pod dowództwem karła-maga. Emil, bo tak dziwaczna postać ma na imię, realizuje nazistowski plan wywiezienia z Polski wszystkich miejscowych zwierząt (zaczynają od kotów). Na ich miejsce mają zostać przywiezione zwierzęta z Rzeszy. Ta surrealistyczna metafora w „Achtung Zelig!”, przesunięcie znaczeń, nie odbierają tematowi Zagłady powagi. Temat spłyca za to seria polskiej produkcji „Epizody z Auschwitz”. Zarówno pod względem graficznym, jak i budowy scenariusza została zrealizowana w konwencji sensacyjno-przygodowego komiksu środka. Bez głębszej refleksji i namysłu nad Zagładą i historią. Monika Powalisz, scenarzystka udanej antologii komiksowej „Złote Pszczoły. Żydzi międzywojennej Warszawy”, przekonuje, że każdy, kto wypowiada się na tematy żydowskie za pomocą komiksowego medium, którego charakterystyczne cechy to skrót i synteza treści, podejmuje się trudnego zadania. – To wymaga pracy i wysiłku badawczego, nawet jeśli scenarzysta czy rysownik ma zapał, chęci i niemałą wiedzę historyczną. A i tak na potencjalnego twórcę czekają liczne pułapki: jak nie otrzeć się o schematyzm w przedstawianiu kultury żydowskiej, kulturowy kicz, hasłowy banał, zdawkową powierzchowność? – pyta Powalisz.

Starsza pani z Polski

Rutu Modan jest doskonale świadoma wyżej wymienionych pułapek. Stara się ich unikać, wskazywać je palcem, a jednocześnie przedstawić opowieść luźno związaną z historią jej własnej rodziny. Należy bowiem do pokolenia artystów, którzy są wnukami ocalonych, ale żydowskość, polskie korzenie czy kultura jidysz są istotną częścią ich artystycznej tożsamości. Do tego samego pokolenia należy znany z „Klezmerów” i „Kota Rabina” Joann Sfar (jego dziadek pochodził spod Lwowa) czy Jeremie Dres, autor niewydanego jeszcze po polsku „We won’t see Auschwitz” (babcia pochodziła z mazowieckiego Żelechowa). A chociaż punktem wyjścia do stworzenia „Zaduszek” jest postać babki Modan, której cudem udało się uciec z Polski już w czasie wojny, nie jest to opowieść biograficzna. Główna bohaterka Regina Segal ma jej cechy – choćby upór i tendencję do częstych zmian nastrojów – ale jest postacią fikcyjną. I, co stanowi istotną różnicę, opuszcza Polskę jeszcze przed wojną. Jak wyznaje Modan w wywiadzie dla „The Comics Journal”, chodziło o to, żeby bohaterka nie była obciążona traumą ocalonej z Zagłady.

Akcja „Zaduszek” rozpoczyna się na izraelskim lotnisku, gdy po śmierci syna starsza pani Segal postanawia wraz z wnuczką Miką wyruszyć do Warszawy, by odzyskać kamienicę należącą przed wojną do rodziny. Ale gdy już trafiają do stolicy, szybko się okazuje, że dość oczywisty motyw odzyskania żydowskiego mienia zamienia się w melodramatyczną historię o przedwojennym polsko-żydowskim mezaliansie, tęsknocie i rodzinnych więzach. Regina Segal tak naprawdę postanawia odnaleźć swojego dawnego, przedwojennego polskiego ukochanego, z którym zaszła w ciążę. Rodzina zmusiła ją wówczas do wyjazdu z Polski do Palestyny przed 1939 r. i ślubu z Żydem, łamiąc jej serce, a jednocześnie ocalając życie. I choć Regina przestrzega wnuczkę przed zadawaniem się z Polakami, Mika idzie w ślady babci, romansując z młodym przewodnikiem po żydowskiej Warszawie.

Stolica występuje w roli świadka tego melodramatu, stanowi świetnie narysowaną scenografię, choć niestety miasto nie jest tutaj równoprawnym bohaterem. Z naszego, nadwiślańskiego punktu widzenia jej obraz może wydawać się dość ubogi, pozbawiony różnorodności i życia. Ale Modan nigdzie nie daje nam do zrozumienia, że miasto jest dla niej najważniejsze. Autorka ofiarowuje czytelnikowi zupełnie coś innego, niż mógłby się spodziewać. Szykowała się opowieść o restytucji mienia, w powietrzu wisiała sprawa konfliktu polsko-żydowskiego, tymczasem Modan polemizuje z różnymi próbami zachowywania historycznej pamięci. W jednej z pierwszych scen „Zaduszek” krytykuje Marsz Żywych: nie pozwoliła swojej córce brać w nim udziału, przekonując, że zawęża on i spłaszcza historyczną wiedzę o Polsce, jaką serwuje się młodym uczniom z Izraela. Celnie, w kilku kadrach, pokazuje, jak tragedię narodu sprowadza się do atrakcji turystycznej.

„W poniedziałek Treblinka, we wtorek Majdanek. W programie komory gazowe. Przy Majdanku Auschwitz to pestka. Majdanek przeraża dużo bardziej” – mówi wychowawca grupy nastolatków, lecącej do Polski tym samym samolotem co Mika i Regina. W innych scenach pokazuje także kuriozalne sposoby przechowywania pamięci o Żydach, dające złudzenie rozumienia i doświadczania historii. Widzimy na ulicach Warszawy rekonstrukcję łapanki czy spotkanie z Polką, której marzeniem jest zburzenie współczesnego Muranowa, by odbudować w tym miejscu dawne żydowskie kamienice. A to, że nie będzie w nich już żydowskich mieszkańców, dla pomysłodawczyni najwidoczniej nie stanowi problemu. Modan pokazuje, że historia jest ważna, ale raczej ta osobista, rodzinna. Ponadto, warto umieć żyć pomimo jej bagażu.

Sztetl – raj, sztetl – piekło

Są też oczywiście twórcy komiksowi, którzy sięgają w dalszą przeszłość i pokazują rzeczywistość żydowskich sztetli, mitycznego wręcz Polin, nie wspominając o Holocauście. Podobnie jak w przypadku literatury czy filmu, tak i w komiksie wizje te są różne. Od demitologizacji i przedstawienia codziennej walki o przetrwanie w trudnych warunkach ekonomicznych, jak w oszczędnym graficznie „Market Day” Jamesa Sturma (wciąż nie ma polskiego wydania), który inspirował się dokumentalnymi fotografiami Altera Kacyzne i Romana Vishniaca z międzywojnia, po odrealnioną, aczkolwiek piękną wizję stworzoną przez wspomnianego już Joanna Sfara w „Klezmerach”. Sfar, posługując się lekkim stylem, niezwykle żywym kolorem i baśniową estetyką rodem z prac Chagalla, starał się przedstawić piękno żydowskiej muzyki i radości życia.

Wydana właśnie „Córka Mendla” stanowi ogniwo łączące Sfara ze Spiegelmanem. Komiks Martina Lemelmana przedstawia sztetl, który z dziecięcego raju zamienia się w piekło. Lemelman to również dziecko ocalonych i podobnie jak autor „Mausa”, upublicznia rodzinne świadectwo – w tym wypadku relację swojej matki Gusty, której wspomnienia nagrywa w 1989 r. na kasetach wideo, ale wraca do nich dopiero po jej śmierci. Postanawia zamienić zapisy w komiks, gdy słyszy ostatnie słowa Gusty na łożu śmierci: „Słuchaj mnie Mattaleh, czasem twoje wspomnienia nie należą do ciebie” mówi umierająca kobieta. Jednak w przeciwieństwie do Spiegelmana, który miał ambicję stworzenia z jednostkowej historii metafory żydowskiego losu, „Córka Mendla” posługuje się inaczej narracją wizualną i inaczej konstruuje prywatną opowieść. W „Mausie” mieliśmy surowy, minimalistyczny rysunek i poetykę opartą na alegorii. U Lemelmana – niezwykle dosłowną, wręcz fotorealistyczną warstwę graficzną, a w rysunki wplecione są zdjęcia i pamiątki po matce. To dokumentalna precyzja i opowieść mniej jednorodna fabularnie, raczej ilustrowany, intymny pamiętnik niż rasowy komiks. „Córka Mendla” swoją konstrukcją i skupianiem się na szczegółach żydowskiej codzienności, pozornie nieznaczących detalach, przypomina dokument filmowy Joanny Dylewskiej „Po-Lin”, również utkany z archiwalnych materiałów i wspomnień.

Inna wojna

Historia Gusty Lemelman, matki autora, rozpoczyna się przed II wojną światową w miejscowości Germanówka (Podole), zamieszkanej przez Żydów, Polaków i Ukraińców. Przedwojenne wspomnienia są niemalże sielankowe. Lemelmanowie mieli duże gospodarstwo, zgodnie żyli z sąsiadami, a jedyny przejaw antysemityzmu, jakiego doświadczyła Gusta, zdarzył się w szkole, gdy kolega z klasy wysmarował jej kanapkę popiołem, za co został przez polskiego nauczyciela surowo ukarany. Wszystko zmieniła wojna, a dawni sąsiedzi – w szczególności Ukraińcy – stali się wrogami. Tym, co może zaskoczyć polskiego czytelnika, jest inne spojrzenie Gusty na rozwój wojennych wydarzeń. Radziecką okupację Polski (choć dostrzega krzywdę polskich sąsiadów) wspomina raczej dobrze. Dla Lemelmanów piekło rozpoczyna się dopiero w 1941 r., podczas marszu Niemców na ZSRR, a wraz z Gustą obserwujemy tragiczny los jej rodziny: śmierć ojca, matki, brak współczucia sąsiadów, ukrywanie się w leśnym dole wraz z braćmi, chodzenie po śniegu na prowizorycznych szczudłach, by nie zostawiać ludzkich śladów i nie zostać zdemaskowanym. Hiperrealistyczny rysunek Lemelmana, choć technicznie niedoskonały, spełnia swoją funkcję – zmniejsza dystans czytelnika do wspomnień matki autora. I choć „Córka Mendla” nie jest tak wieloznaczna i uniwersalna jak „Maus”, chwyta za serce i ściska gardło. Gdybyśmy mieli urządzić dziś w nowo powstałym Muzeum Żydów Polskich wystawę poświęconą komiksowi żydowskiemu, kuratorzy mieliby z czego wybierać. Dla twórców zagranicznych, rozliczających się z rodzinnymi historiami, temat jest wciąż ważny. I choć polska reprezentacja na takiej wystawie byłaby raczej skromna – autorzy komiksowi sięgają u nas po tematykę żydowską mniej chętnie niż pisarze, filmowcy czy autorzy zdjęć – jest się o co spierać, co pisać i co rysować.

Polityka 34.2013 (2921) z dnia 20.08.2013; Kultura; s. 72
Oryginalny tytuł tekstu: "Holocaust, miłość i sztetl"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Nauka

Skąd dramatyczne wahania liczby infekcji covid-19?

Czym tłumaczyć gwałtowny spadek raportowanych zakażeń koronawirusem? Rozmawiamy z dr. Franciszkiem Rakowskim z ICM, który modeluje przebieg pandemii od samego jej początku.

Karol Jałochowski
26.11.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną