Kultura

Skutki PSYchozy

Co dał Korei „Gangnam Style”

Urokowi „Gangnam” pierwsi ulegli sami Koreańczycy, ale fascynacja reszty świata zmieniła oczarowanie w obsesję. Urokowi „Gangnam” pierwsi ulegli sami Koreańczycy, ale fascynacja reszty świata zmieniła oczarowanie w obsesję. Youtube
Rok temu przebój „Gangnam Style” zdobył świat. Dziś wiemy, co przyniósł Korei ten mem wszech czasów: miliony dolarów, mnóstwo dumy i trochę wstydu.
Teledysk Psy obejrzeli już internauci z 222 krajów.Wonderful Pistachios/Splash/EAST NEWS Teledysk Psy obejrzeli już internauci z 222 krajów.

Artykuł w wersji audio

Sekretarz generalny ONZ Ban Ki-moon musiał się cieszyć, gdy pod koniec lata świat obiegło nagranie z klubu w palestyńskim Hebronie. Wkroczyli tam żołnierze elitarnej izraelskiej Brygady Givati uzbrojeni w karabiny szturmowe, po czym... dołączyli do tańczących na parkiecie. Po pierwsze, wydarzenie to dowodziło niegasnącej popularności nieoficjalnego hymnu ojczyzny Ban Ki-moona – bo lokalne pojednanie dokonało się przy dźwiękach koreańskiego megahitu „Gangnam Style”. Po drugie, Ki-moon już rok temu prorokował, że dzięki światowej sławie utwór ten stanie się gołąbkiem pokoju. „W ONZ miewamy trudne negocjacje – mówił na spotkaniu z Psy, autorem piosenki. – Zastanawiam się, czy w takich momentach nie powinniśmy puszczać »Gangnam Style«, tak aby wszyscy przystopowali na moment i wspólnie zatańczyli”.

Kiedy wygłaszał tamto proroctwo, teledysk Psy obejrzeli już internauci z 222 krajów (do ONZ należą 193 państwa). Raczej niewielu z nich pojęło od razu sens klipu, który wyśmiewał nowobogacki styl życia mieszkańców Gangnam, luksusowej dzielnicy Seulu. Ale i bez tego film okazał się na tyle atrakcyjny, że jako pierwszy pokonał barierę miliarda odsłon w serwisie YouTube – obecnie licznik zbliża się już do dwóch miliardów. I dotarł na szczyt list przebojów w blisko 30 krajach świata.

Pseudonim autora (Psy – wymawia się sai) stał się najczęściej wyszukiwanym słowem w sieci, a jego film – najczęściej parodiowanym. Oprócz tysięcy amatorów własną wersję tańca w stylu Gangnam zaprezentowało NASA, Greenpeace, marynarki wojenne USA i Chin, a nawet wykładowcy uznanych uczelni wyższych z MIT na czele. Słynny chiński artysta Ai Weiwei uprawiał końskie podskoki w kajdanach, nawiązując do swego pobytu w więzieniu. Gdy władze usuwały plik ze wszystkich lokalnych portali, Korea Północna promowała własny materiał, w którym twarz pląsającego Psy zastąpiło oblicze Park Geun-hye, nowej prezydent Południa. Niewidzialnego rumaka ujeżdżał przed kamerą amerykański ambasador w Warszawie i polski ambasador w Pekinie. Do prywatnej nauki kroków przyznali się David Cameron i Barack Obama. Globalna Psy-choza objęła jednak przede wszystkim zwykłych ludzi. Na zbiorowe wykonania „Gangnam” w Mediolanie, Paryżu czy Rzymie ściągało po 15–20 tys. osób.

„Prawdziwa siła Psy tkwi w niezliczonych parodiach, pokazach, medialnych aluzjach” – zauważały media w Seulu. I pieczołowicie śledziły te echa. Od euforycznych wzmianek celebrytów na portalach społecznościowych (Robbie Williams, Tom Cruise, Justin Bieber, Britney Spears) po relacje największych anten świata (BBC, CNN czy arabskiej Al Jazeery). Tym bardziej że wirtualna fascynacja artystą szybko zaczęła przynosić Korei realne korzyści.

50 tysięcy aut

Po 10-letnich obserwacjach koreański Export-Import Bank obliczył, że każde 100 dol. wyeksportowanej muzyki generuje kontrakty o wartości kolejnych 400 dol. K-pop, czyli koreański pop, zwiększa bowiem zainteresowanie krajem i jego produktami: elektroniką, kosmetykami czy samochodami.

Brytyjska sieć hipermarketów Tesco informowała na przykład, że dzięki Psy podwoiła sprzedaż koreańskiej żywności. A linia British Airways uruchomiła bezpośrednie loty z Londynu do Seulu w odpowiedzi na gwałtowny skok zainteresowania tym połączeniem. Turyści z innych krajów zareagowali podobnie, w rezultacie liczba zagranicznych gości w Korei zwiększyła się w ubiegłym roku o kilkanaście procent, a na początku tego podskoczyła aż o połowę.

„Psy miał w tym swój niemały udział” – przyznała skwapliwie Koreańska Organizacja Turystyki. Sama proponuje przyjezdnym całodniową wycieczkę po Gangnam. W programie: salony piękności, luksusowe butiki, eleganckie kawiarnie, wieczorem kasyno lub klub. Czyli wszystko to, z czego Psy szydzi w swoim szlagierze.

 

Urokowi „Gangnam” pierwsi ulegli sami Koreańczycy, ale fascynacja reszty świata zmieniła oczarowanie w obsesję. W sklepach z obuwiem zapanował szał na czarno-białe wiedenki udające te, jakie raper założył na plan teledysku. Optycy na gwałt sprowadzali repliki okularów przeciwsłonecznych Thierry’ego Lasry, bo nakład oryginałów dawno się wyczerpał. Za to fryzjerzy bez ograniczeń strzygli „na Psy”.

W szał wpadły giełdy. Akcje spółki produkującej półprzewodniki, którą zarządza ojciec artysty, zyskały na wartości aż ośmiokrotnie. Walory gorzelni Hite Jinro, której trunku Psy skosztował na jednym z koncertów, jeszcze miesiąc po występie zwyżkowały o połowę. Okazję do podwojenia majątku mieli udziałowcy YG Entertainment, wytwórni współodpowiedzialnej za „Gangnam”.

Jedna z seulskich gazet oszacowała sumaryczne korzyści dla gospodarki z fenomenu Psy na równowartość 50 tys. Hyundaiów Sonata. Tylko w serwisie YouTube wygenerował on kilkanaście milionów dolarów dzięki dołączonym do klipu reklamom. Na scenie Psy miał wykonywać swój taniec już ponad tysiąc razy, w tym podczas sylwestrowej imprezy na nowojorskim Times Square.

„Światowa publiczność potrzebowała odskoczni od depresyjnych wieści z gospodarki i polityki. Psy zaspokoił ten głód. A dla popularyzacji koreańskiej kultury i języka w ciągu tygodni uczynił więcej niż ktokolwiek przedtem” – komentowała redakcja „JoongAng Ilbo”, czołowego dziennika z Seulu. Pozycję Psy porównała do takich marek, jak Samsung czy Hyundai. Z tą oceną zgodził się rząd i przyznał raperowi medal za zasługi dla wizerunku kraju, poczta dorzuciła zaś sześć dedykowanych mu znaczków. Sukces własny Koreańczycy uznali zresztą za sukces całej Azji, która nie miała globalnego przeboju od czasów japońskiego „Sukiyaki” z 1963 r., byli więc dumni i pełni optymizmu. Przynajmniej do czasu.

Pulchne procenty

Wzmiankowany seulski dziennik z dumą relacjonował zagraniczne podboje Psy, w tym drobiazgi tego rodzaju, jak umieszczenie na egzaminie wstępnym do jednej z chińskich uczelni pytania o prawdziwe nazwisko Psy (podpowiadamy: Jae-sang Park). Nie dał za to ani wzmianki o prowokacyjnym wywiadzie, którego Psy udzielił w sierpniu brytyjskiemu „The Sunday Times”.

Artysta na rozmowę stawił się z trzema paczkami papierosów. Palił, desperacko spoglądał na tłumacza, a gdy wreszcie otworzył usta, opowiedział o dorastaniu pod okiem brutalnego ojca, o pobycie w więzieniu, o piciu, ćpaniu i kłamstwach. Koreańską wódkę nazwał swoim najlepszym przyjacielem, choć od whisky czy tequili też nie stroni. „Gdy jestem szczęśliwy, piję. Gdy mi smutno, piję. Gdy pada deszcz, piję. Gdy świeci słońce, piję. W dni chłodne i upalne piję” – spowiadał się Psy. Na pytanie o to, czy w ogóle odkłada alkohol, odparł: „Kiedy mam kaca”.

Eksplozję jego popularności lokalne i zagraniczne media uznały zrazu za ukoronowanie kilkunastoletnich wysiłków koreańskiego przemysłu rozrywkowego. Tego, który w latach 90. zalał Azję i kilka innych regionów świata operami mydlanymi. W Iranie emisje serialu „Klejnot w pałacu” umieszczonego w realiach XVI-wiecznej monarchii przyciągały nawet 86 proc. publiczności! Korea próbowała później powtórzyć ten wyczyn, eksportując doskonale skoordynowane i tak też śpiewające i wyglądające girls- oraz boysbandy.

Z czasem pojawiły się jednak głosy, że sukces Psy świadczy raczej o porażce seryjnej produkcji gwiazd. – On nie ma z nimi nic wspólnego. Do niedawna uważany był za staroświeckiego celebrytę rodem z poprzedniej epoki, bo nie dorastał do standardów tutejszej popkultury, chociażby wspomaganego chirurgicznie piękna. Uchodził raczej za lokalnego zgrywusa – mówi Daniel Tudor, korespondent tygodnika „The Economist” w Seulu i autor książki „Korea: The Impossible Country”. Według niego nikomu nie przyszłoby do głowy, że mógłby zdobyć globalną sławę. A już na pewno odgrywać roli reprezentanta narodu.

 

Materiałem na idealnego idola Psy nie był nawet za młodu. Posiadanie marihuany okupił miesiącem za kratkami, obowiązkową służbę wojskową zaniedbywał zaś do tego stopnia, że musiał powtórzyć pobyt w koszarach. Rubaszny opój fotografujący się z tuzinami kobiet nijak nie pasował do nieskazitelnych wychowanków fabryk talentów, którzy na randki muszą umawiać się za plecami menedżerów. Jak to ujął „New Yorker”: Psy to koreańska gwiazda pop, ale nie gwiazda K-popu. A wyśmiewając w „Gangnam Style” telewizyjne kanony, mógł wręcz podkopać szanse K-popu na Zachodzie. Bo skoro pulchny facet ze swym głupkowatym tańcem osiągnął sukces tam, gdzie perfekcyjnie zaprojektowani idole niewiele zdziałali, to dowiódł w ten sposób ograniczonego potencjału popkulturowej inżynierii.

Co znamienne, Psy poniósł klęskę w Japonii, gdzie K-pop radził sobie dotąd znakomicie. Rozczarowani Koreańczycy próbowali tłumaczyć fiasko napięciami politycznymi między Seulem a Tokio. Ale chodziło raczej o to, że cechy, za które Zachód pokochał Psy – wyobraźnia, spontaniczność, absurdalny humor oraz twarz „jednego z nas” – w oczach japońskiej publiczności zaprzeczały wyśrubowanym koreańskim standardom. Podobnie zareagowali zresztą wyznawcy K-popu w innych krajach. – Niektórzy z nas wyrażali nawet irytację faktem, że „gorsza jakościowo” muzyka Psy zdobyła uznanie na świecie. A to, co my podziwiamy, pozostało właściwie niezauważone i niedocenione – przyznaje Kamil Floryński, redaktor serwisu K-pop Polska.

Fenomen Psy nie wpłynął znacząco ani na zainteresowanie jego stroną, ani na ofertę rodzimych sklepów muzycznych, które dalej ignorują azjatycką fonografię. A statystyki YouTube potwierdzają, że na splendorze Psy niespecjalnie skorzystały inne koreańskie produkcje. Mimo wsparcia funduszami publicznymi mają wyniki przynajmniej o rząd niższe. Czy Koreańczycy wyciągną wnioski?

Pomaluj mój świat

Prezydent Park Geun-hye zadeklarowała niedawno przesunięcie akcentów ku „gospodarce kreatywnej”, która miałaby szanować nieoszlifowane diamenty w rodzaju Psy. Rosnącą popularnością w Korei cieszą się telewizyjne talent show, których zwycięzców od idoli poprzedniej generacji odróżnia to, że przynajmniej symulują wyrazistą osobowość. Chirurgicznie podrasowaną urodę w branży zaczyna się uznawać za passé. Doceniono za to dziewczęcą grupę Crayon Pop, której za oręż służy nie seksapil, lecz humor. I to niekoniecznie poprawny politycznie. Rekordowy nabór odnotowują liczone w tysiącach wieczorowe szkółki tańca i śpiewu, których uczniowie marzą już nie o kolektywnej karierze w wielkich mediach, lecz o solowej na YouTube. Tylko że wszystko to przypomina mechaniczne powielanie kolejnego sprawdzonego przepisu.

Nie wydaje mi się, by Psy odcisnął naprawdę trwałe piętno na Korei – ocenia Daniel Tudor. Psy przysłużył się za to zmianie postrzegania swojej ojczyzny przez obcokrajowców. – Ludzie kojarzą teraz coś koreańskiego, co nie jest Kim Dzong Ilem, Kim Dzong Unem albo Samsungiem. Korea miała dotąd niebywale płaski, szary wizerunek. Psy dodał jej koloru.

I być może do tego nawiąże gwiazdor w swojej nowej piosence zatytułowanej ponoć „Psy Effect”, czyli „Efekt Psy”. Specjaliści trzymają się jednak swojej prognozy – że konsekwencje jego bezprecedensowego podboju świata odczują głównie artyści z innych krajów. Pokazał bowiem, że w erze globalizacji przeżytkiem jest jednokierunkowy przepływ gwiazd z Zachodu do pozostałych części świata. „Gangnam Style” przełamało ponadto strach redakcji radiowych i telewizyjnych przed muzyką wykonywaną w języku innym niż angielski (i lokalny). Tyle że Koreę Południową czeka prawdopodobnie dłuższa pauza, bo następców media też raczej będą wypatrywać w innych, nawet jeśli równie egzotycznych krajach. Czas się rozejrzeć za polskimi zgrywusami u schyłku kariery.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Bajki dla suwerena. Dlaczego filmy Patryka Vegi są tak popularne?

Rozmowa z dr. hab. Jackiem Wasilewskim o tym, co takiego wie o Polakach Patryk Vega, czego nie wiedzą inni.

Joanna Cieśla
20.03.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną