Kultura

Kochamy cię, kochanie

O czym są polskie przeboje

Grzegorz Markowski, wokalista Perfectu. Nawet ci weterani sceny poszli w romantyzm. Grzegorz Markowski, wokalista Perfectu. Nawet ci weterani sceny poszli w romantyzm. Dariusz Zaród / EAST NEWS
Polacy mają opinię romantyków. Potwierdzają to największe polskie przeboje ostatnich dekad. Gdy muzyka na świecie kipi od seksu i pieniędzy, my słuchamy piosenek o Bogu i miłości.
Kadr z klipu do „Syren” Artura Rojka.Youtube Kadr z klipu do „Syren” Artura Rojka.
Edyta Bartosiewicz w teledysku „Miłość jak ogień”.Youtube Edyta Bartosiewicz w teledysku „Miłość jak ogień”.
Kora, autorka hitu „Kocham Cię kochanie moje”.Andrzej Świetlik/Forum Kora, autorka hitu „Kocham Cię kochanie moje”.

Kiedy tego lata Iggy Azalea, gwiazdka porównywana z Lady Gagą, wdrapała się na szczyt listy Billboardu, deklamując: „Jestem luks-gwiazdą filmową, drogą, nie stać cię, łapy precz”, nad Wisłą Artur Rojek nie schodził ze szczytu listy Trójki, nucąc: „Jedno wiem na pewno, nie chciałbym bez ciebie żyć” („Syreny”). Trwa to już od co najmniej 30 lat: Amerykanie w muzyce popularnej coraz mniej wspominają o uczuciach, Polacy coraz więcej. W USA śpiewa się o seksie i pieniądzach, u nas – o Bogu, wolności i szczęściu.

Zamiast czekać, aż ktoś to w końcu zbada i policzy, przeanalizowaliśmy to sami, biorąc pod uwagę wszystkie dotychczasowe notowania Listy Przebojów Programu Trzeciego Polskiego Radia. Listy najstarszej, najbardziej znanej i prestiżowej. Tydzień po tygodniu, w sumie prawie 1700 edycji. Z każdej wybraliśmy od trzech do pięciu najwyżej sklasyfikowanych utworów rodzimych wykonawców. Z tekstu każdego utworu wynotowaliśmy, ile razy pojawiają się wybrane słowa kluczowe, takie jak miłość, szczęście, samotność, smutek, pieniądze, nienawiść, zło czy wolność. Zestawienie podzieliliśmy na dekady, od lat 80., w których wystartowała lista Trójki (1982 r.), aż po lata obecne. Efekt dużo mówi o tym, jak zmieniała się nie tylko polska muzyka, jej poetyka i upodobania stylistyczne, ale i duch epoki.

Gdy pop krzyczy „ach!”

Pośrednią inspiracją, ale i znakomitą platformą porównawczą dla naszego eksperymentu była tegoroczna praca Nickolaya Lamma, amerykańskiego artysty, blogera i badacza kultury masowej. Lamm w podobny sposób zanalizował utwory, które na przestrzeni lat trafiały na listę Billboard Top 100 Hot Singles. I – zgodnie z obawami strażników moralności – okazało się, że pop za oceanem wulgaryzuje się od kilku pokoleń. Muzyczni idole z USA mniej więcej od 1990 r. epatują w swoich tekstach wyrazami powiązanymi z seksem, pieniędzmi, zabijaniem i nienawiścią oraz mniej czy bardziej wysublimowanymi przekleństwami. Słabnie za to natężenie takich określeń, jak „miłość”, „szczęście” czy „smutek”. Nawet gdyby ktoś dziś napisał piosenki pokroju „Mr. Tambourine Man”, „Sympathy For The Devil” czy „All You Need Is Love”, z trudem przebiłyby się przez lirykę Rihanny: „Przyjdź do sypialni, spraw, by moje ciało mówiło: ach, ach, ach! Słowa mogą mnie zranić, ale łańcuchy i bicze podniecają mnie”.

Teraz Polska. Seks? Nawet w latach 80., kiedy niemal w każdym odcinku „07 zgłoś się” jakaś dama pokazywała nagi biust, gwiazdy estrady wypowiadające w tekstach swoich piosenek zaklęcie: „seks”, były zjawiskiem rzadkim, jak Papa Dance grający polityczny protest song. Na 250 analizowanych piosenek z tamtej dekady słowo to pojawia się ledwie 23 razy, w dodatku nigdy nie towarzyszy mu jakiś szczególnie szokujący erotyczny kontekst. Wręcz przeciwnie, jest raczej samo życie: „I poznałem, co to seks” (Perfect, „Autobiografia”), albo piętrowe metafory: „Już komandosi seksu wyszli na front” (Budka Suflera, „Giganci tańczą”).

W latach 90. („seks” wymieniony w sumie 17 razy) obyczajowe bariery przełamywał w tej dziedzinie Kazik (np. „Spalam się”), ale o żadnym przełamaniu i tak nie może być mowy, jeśli rekordzistą w użyciu tego słowa jest znacznie bliższy śpiewanej poezji niż rapowemu wyuzdaniu zespół Raz, Dwa, Trzy – w utworze „Czarna Inez” słowo „seks” pojawia się dokładnie trzy razy.

W czasach nam najbliższych polscy artyści zupełnie stracili zainteresowanie dosłownym opisywaniem zbliżeń płciowych (od 2000 r. do dziś wyraz „seks” pojawił się zaledwie 14 razy) i na palcach jednej ręki można wymienić tych, którzy przywołali choćby w jednym utworze to, o czym Rihanna śpiewa niemal w każdym. Ekstremum pozostaje grupa Myslovitz, która w „Nocnym pociągiem aż do końca świata” (2006 r.) akompaniowała sobie do wyrażenia – niech dzieci zamkną oczy – „dziki seks” („Czy to dziki seks, czy to w piłkę gra”). To jedyny taki przypadek na szczytach trójkowej listy od jej inauguracji. Dodajmy jeszcze, że podobny spadek natężenia w popularnych polskich piosenkach dotyczy słowa „ciało” (od 57 razy w latach 80. po 46 i 35 w kolejnych i 11 – jak na razie – w bieżącej dekadzie). W muzyce amerykańskiej – zupełnie odwrotnie.

„Kochaj mnie” wiele razy

Artyści znad Wisły są ponad seksem i ciałem, nawet w zwulgaryzowanym świecie wiedzą, że to miłość jest najcenniejszą cnotą. Polskie przeboje wspominają o miłości absolutnie najczęściej. W hitach Trójki z każdej dekady to słowo kluczowe numer jeden, co więcej – z każdą dekadą jest go coraz więcej. W latach 80. naliczyliśmy 177 objawień miłości w 250 tekstach (w tym również takie wyrażenia, jak „kocham cię” czy „kochaj mnie”), w latach 90. było ich już 256. W minionym dziesięcioleciu o najważniejszym z uczuć śpiewano aż 295 razy, a w latach 2010–14 słowa „miłość” użyto już 164-krotnie.

Jaka jest miłość w polskiej piosence z perspektywy niemal półwiecza? Gdyby wyrazić to kilkoma epitetami, można by powiedzieć, że jest coraz mniej dosłowna, często bardziej osobista. Łatwo rozpoznać miłość z polskich hitów lat 80., bo bywa osadzona w okolicznościach, które od razu kojarzą się z PRL i jego estetyką. Na przykład takiego utworu i ujęcia kochania jak w „W domach z betonu” Martyny Jakubowicz („W domach z betonu nie ma wolnej miłości. Są stosunki małżeńskie oraz akty nierządne, Casanova tu u nas nie gości”) nie ma i nie mogło być w kolejnych dekadach. Albo pamiętny „Maxi Singiel” Papa Dance: „nasza love tak się kręci jak maxi, maxi singiel”. Dziś tak śpiewa chyba tylko Kombii.

Po plastikowych latach 80., wraz ze światowym renesansem rocka, kochanie w polskiej muzyce nabrało pełniejszego odcienia romantycznego. Hey, Golden Life, Wilki i Robert Gawliński (w wersji solowej), Myslovitz, O.N.A. czy Edyta Bartosiewicz mniej lub bardziej wprawnie żonglowali miłością niespełnioną, wyrażaną w pierwszej osobie, oprawioną najczęściej w gitarową balladę. Również rodzime wokalistki, lansowane jedna po drugiej, z Kasią Kowalską, Edytą Górniak, Justyną Steczkowską i Anitą Lipnicką na czele, głębokim, przynajmniej teoretycznie, uczuciem wypełniały niemal każdy kolejny swój przebój. Nawet weterani sceny, tacy jak Perfect, szli w romantyzm chętniej niż kiedykolwiek. W „Kołysance dla nieznajomej”, jednym z hitów grupy w latach 90., fraza „kochaj mnie” powtarza się dziewięciokrotnie.

W dekadzie minionej było podobnie, tylko… jeszcze bardziej. Przez większość lat szczyty listy Trójki okupowały przywołane powyżej gwiazdy lat ubiegłych, najczęściej z miłością na ustach w podobnej tonacji (ze sztandarową pościelówą „Kocham cię” Chłopców z Placu Broni). Nawet jeśli to uczucie było przedstawiane przewrotnie (np. Kult, „Kocham cię, a miłością swoją”), wciąż było go na tyle dużo, że starczyłoby dla niekochającej Ameryki. I, przynajmniej na razie, tak zostało do dziś, również w muzycznej alternatywie. Tam może mniej romantycznie, bardziej indywidualnie i bezpretensjonalnie. Jak choćby w „Się wydawało” Pustek czy „Autystycznym” Luxtorpedy. Fraza „kocham cię” i w tych kompozycjach dudni jak echo.

Coraz więcej „o Boże”

Nienawiść to z kolei w polskiej piosence popularnej zjawisko wciąż marginalne – ledwie 8 razy odnotowaliśmy to słowo w latach 80.; w minionej dekadzie – 29. Nasi artyści, co może cieszyć, mimo ukierunkowania na osobistą refleksję, są coraz mniej wyobcowani – o samotności z każdą dekadą, im bliżej epoki internetu, Facebooka i mediów społecznościowych, wspominają coraz rzadziej (w latach 80. – 98 razy; 90. – 76; 2000 – 40; w dekadzie bieżącej – ledwie 16 razy). Może dlatego, że więcej w ich tekstach jest szczęścia (wzrost dekada po dekadzie: 18, następnie 25, wreszcie 43, a w latach 2010–14 już 23 wskazania; czyżby odbicie krajowego dobrobytu?), a mniej śmierci (98 – 76 – 68 – 32), przemocy (60 – 41 – 30 – 8), zła (58 – 52 – 45 – 36) i bólu (49 – 39 – 33 – 13). Z przykrych zjawisk tylko kłamstwa i smutku więcej, ale przecież co to za artysta, który, jeśli nie nad swoim losem, to przynajmniej nad losem bliźniego czasem nie ubolewa.

Ciekawe, że im dalej od PRL i stanu wojennego, tym bardziej w polskiej piosence rośnie pragnienie wolności. Dziś, po „miłości”, to słowo kluczowe numer dwa w tekstach rodzimych przebojów, nasycenie nim rośnie też najszybciej – od 30 przykładów w latach 80., aż po 80 w minionym dziesięcioleciu i już 42 w obecnym. Zmienia się też wolności artykułowanie, ze swobodnego marzenia odzianego w skórę rockmana z kędzierzawą czupryną w bardziej zaangażowany głos społeczny. Wystarczy porównać hymn TSA „Bez podtekstów” z 1983 r. („Zazdrościsz ptakom ich lotu. Wolności wiatr chciałbyś poczuć”) i późniejsze przeboje Kultu, T.Love czy nowszy „Żyję w kraju…” grupy Strachy na Lachy („Kiedy ja mówię wolność, zaraz grozisz mi wojną”). To zaangażowanie widać też w sięganiu po słowa „wojna”, „władza” i „polityka” (zdecydowany, systematyczny wzrost od lat 80.). Dwa ostatnie słowa, co łatwo zrozumieć, przedstawiane są z wyłącznie pejoratywnym zabarwieniem.

Inne zaskoczenie: Bóg. W Ameryce Kanye West, jeden z potentatów sceny hiphopowej, nagrał kilka lat temu piosenkę „Jesus Walks”, bo – jak twierdził – stacje radiowe odmawiają puszczania kawałków poruszających kwestie religijności i wiary. W Polsce, laicyzującej się w sferze społecznej, Bóg wygrywa w radiowych przebojach nie tylko ze złem czy śmiercią, ale i nawet z nadzieją. W tekstach z lat 80. na wzmianki o Wszechmogącym natknęliśmy się 28-krotnie. W latach 90. słowo „Bóg” pojawiło się 49 razy, w kolejnej dekadzie – 59 razy, zaś od 2010 r. do dziś – już 30-krotnie. I to nie tylko w formie wykrzyknień („Mój Boże!”, „O Boże!”) ani raczej wyznań wiary, lecz świadomych nawiązań i dialogu z biblijną symboliką. Takowy kilkakrotnie prowadzili w swoich utworach Kult, Voo Voo, T.Love czy Raz, Dwa, Trzy, a z nowszych przykładów – przede wszystkim Lao Che (przeboje „Dym” i „Hydropiekłowstąpienie”).

„Alkoholu” więcej niż „nadziei”

30 lat temu w polskiej piosence wyrazem, który pod względem częstotliwości występowania przegrywał tylko z miłością, był pieniądz (118 powtórzeń). Pieniędzmi posługiwano się w tekstach w znaczeniu dosłownym („Powiedz, że taplasz się w nędzy, bo nie mam pieniędzy” – Perfect w „Idź precz”), przenośnym („Mówią: szmal określa byt, trzymaj tak” – Kombi w „Słodkiego miłego życia”) i jako obiekt porównań („Pieniądze nie kupią mnie” – Urszula w „Malinowym królu”). Jeszcze w latach 90. do finansów odwoływano się często i chętnie (101 powtórzeń), choć już nie tak literalnie. Jak Republika w utworze „Mamona”: podmiot liryczny do znudzenia powtarza o korzyściach majątkowych, dla których utwór powstał. Albo w absurdalnych „Żądzach” Elektrycznych Gitar ze zdaniem: „Pełzną potworne żądze, będę uprawiał nierząd za pieniądze”.

Potem pieniądze stały się tematem czy obiektem najwyżej trzeciorzędnym – tylko 54 razy pojawiły się w tekstach minionej dekady i jedynie 24-krotnie odmieniano to słowo przez przypadki w dekadzie bieżącej. Najczęściej w parapublicystycznych formach i w towarzystwie takich określeń, jak „władza”, „wojna” czy „polityka”. Znów kłania się Kazik Staszewski w swoich różnych wcieleniach.

Najsmaczniejsze zostawiliśmy na koniec. Polscy artyści w swoich śpiewanych poematach mogą z różnym natężeniem odwracać się od pieniędzy i cielesnych plugastw, mogą opiewać miłość, wielbić wolność i rozmawiać ze Stwórcą, ale prędzej czy później i tak wrócą do alkoholu. To słowo i jemu pokrewne (konkretne trunki, jak wódka, whisky czy wino, ale też określenia „pijany” czy „nietrzeźwy”) stosowane są częściej od takich terminów, jak „smutek”, „nadzieja” czy „szczęście”. Ba, „alkohol” o kilka długości wygrywa u polskich szansonistów z „seksem” i „ciałem” (lata 80. – 44 razy; 90. – 62; 2000 – 65; obecne dziesięciolecie – 39).

W latach 80. najczęściej o spirytualiach śpiewał Perfect (9 powtórzeń). W latach 90. rekordzistą był Kazik i Kult (12 wzmianek), a w XXI w. pozycję lidera utrzymuje T.Love z 15-krotnym powołaniem się na napoje wysokoprocentowe. Ekipa Muńka Staszczyka jest w tej dziedzinie wyjątkowa z jeszcze jednego powodu. Jako jedyna pośród autorów około tysiąca zbadanych przez nas polskich przebojów w jednym zdaniu wymieniła kolejno: „narkotyki, chlanie i seks” (utwór „Jazda”). To akurat Rihannie mogłoby się spodobać.

Polityka 33.2014 (2971) z dnia 11.08.2014; Kultura; s. 90
Oryginalny tytuł tekstu: "Kochamy cię, kochanie"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Chorwacja – co zobaczyć w drodze nad morze?

Wakacje w Chorwacji kojarzymy przede wszystkim z plażowaniem, kuchnią i zabytkami. Słusznie, ale w głębi kraju czekają na nas prawdziwe skarby natury, które po prostu trzeba zobaczyć!

Prezentacja
21.04.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną