Kawiarnia literacka

Wycyckać system
Kiedy pracowałam dla korporacji, wszyscy się poświęcaliśmy – nadgodziny, za które nikt nam nie płacił, wyjazdy integracyjne, gdzie twarze drętwiały od sztucznych uśmiechów, skracane urlopy macierzyńskie. My, młodzi Polacy, w szeregach korpo walczyliśmy o lepsze jutro, inteligenci ze słoikowcami ramię w ramię, pal sześć motywację.

Tylko Marzenka się wyłamała. Upewniła się, że jest na etacie, po czym szybko zaszła. Wzięła cały macierzyński, bez skracania-poświęcania się, a gdy już miał jej się skończyć, gruchnęło, że znów spodziewa się dziecka. „Co ty wyprawiasz? – krzyknął ktoś na nią w końcu. – Blokujesz etat, zamiast ciebie moglibyśmy przyjąć kogoś, kto będzie pracował, a nie siedział w domu!”. „My” obowiązywało, wierzyliśmy w „my”. Urabialiśmy się po łokcie, nad wyjazdy ze znajomymi ze studiów zaczęliśmy przedkładać te z ludźmi z firmy, dekadenckie popijawy przegrały z imprezami, gdzie zdobywało się sprawność w obracaniu w palcach kieliszka z drogim winem.

„Zaszła przypadkiem czy z wyrachowania?” – oburzaliśmy się na korytarzach firmy. Marzenka nie kazała nam się długo domyślać. Oznajmiła, że zna swoje prawa pracownika płci żeńskiej i wszystko, co jej przysługuje, weźmie.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj