Jak samorządy finansują polskie sceny

Bo teatr był za dobry?
We Wrocławiu odwołują cenionego Krzysztofa Mieszkowskiego z funkcji dyrektora Teatru Polskiego. Za długi, wynikające też ze zbyt niskiej dotacji. Czy polskie samorządy w ogóle stać na teatr?
Wrocławski Polski przeszarżował, bo wystawił „Dziady” Mickiewicza: z rozmachem, świeżo i na kredyt. Przedstawienie kosztowało 380 tys. zł, jest hitem, od marca obejrzało je 5 tys. widzów.
Natalia Kabanow

Wrocławski Polski przeszarżował, bo wystawił „Dziady” Mickiewicza: z rozmachem, świeżo i na kredyt. Przedstawienie kosztowało 380 tys. zł, jest hitem, od marca obejrzało je 5 tys. widzów.

Przelało się. Rozczarowujący program ESK Wrocław 2016, prestiżowej imprezy, którą były minister kultury, a dziś europarlamentarzysta Bogdan Zdrojewski wsparł na odchodnym sumą 200 mln zł z budżetu ministerstwa. Wpadka z zakupem kolekcji zdjęć Marilyn Monroe (6 mln zł plus kolejne 6 mln na zakup kamienicy, w której eksponowana ma być kolekcja) bez praw do wykorzystywania wizerunku gwiazdy, czyli bez szansy na zarobek ze sprzedaży gadżetów z jej podobizną. Potem kosztowna i krytykowana wystawa grafik Goi, Picassa i Dalego.

Czarę goryczy przepełniła informacja o odwołaniu szefa Teatru Polskiego we Wrocławiu, ogłoszona w końcówce wakacji. Odbiła się szerokim echem, bo dla wielu ludzi kultury jest kolejnym potwierdzeniem tezy, że urzędnicy nie traktują kultury poważnie. Nie liczą się dla nich osiągnięcia instytucji, ważne są jedynie zagraniczne głośne nazwiska i cyfry.

Urzędnicy kontra kultura

Finansowany przez dolnośląski urząd marszałkowski (5,8 mln zł) i Ministerstwo Kultury (4,2 mln zł) Teatr Polski jest nie tylko jednym z największych w kraju, z trzema scenami i około 150 zatrudnionymi, ale też najważniejszych i najbardziej prestiżowych. Pracują tu wybitni polscy reżyserzy, od Krystiana Lupy, przez Jana Klatę, Maję Kleczewską, Monikę Strzępkę i Krzysztofa Garbaczewskiego, po Michała Zadarę i Barbarę Wysocką. Stworzone tu spektakle, nierzadko lewicujące i krytykujące urzędniczą władzę – „Sprawa Dantona”, „Utwór o Matce i Ojczyźnie”, „Tęczowa trybuna 2012”, „Courtney Love” czy najnowsze „Dziady” i „Termopile polskie” – brylują w ogólnopolskich podsumowaniach sezonów, są zapraszane na najważniejsze festiwale i zdobywają nagrody. To przekłada się także na widownię, teatr ma 90-proc. frekwencję, roczny zysk z biletów to ok. 2 mln zł, a wyjazdy i nagrody przyniosły przez siedem lat rządów Mieszkowskiego 6 mln zł.

Dla dolnośląskich urzędników znaczenie ma jednak coś innego: teatr w czerwcu miał 600 tys. zł długu i pojawiły się dwa wezwania do zapłaty – za energię elektryczną i wynajem od PKP Sceny na Świebodzkim. Ci sami urzędnicy konsekwentnie nie przyjmują do wiadomości, że dług teatru od lat powstaje w wyniku ich decyzji.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną