Fiction coraz bardziej science

Fantastyka bardziej naukowa
Pisarze i filmowcy z trudem nadążają za najnowszymi odkryciami. Science fiction mniej inspiruje naukowców, ale za to nauka wciąż podsyca fantastykę – od „Interstellar” Nolana po powieści Petera Wattsa.
„Interstellar” w reżyserii Christophera Nolana to opowieść o odkrywaniu nowych galaktyk.
Warner Bros.

„Interstellar” w reżyserii Christophera Nolana to opowieść o odkrywaniu nowych galaktyk.

Jeden z klasyków literatury fantastycznej Arthur C. Clarke, autor między innymi „2001: Odysei kosmicznej” (wspaniale zekranizowanej przez Stanleya Kubricka), lubił fotografować się w pewnej szczególnej koszulce. Biały napis na czarnym T-shircie głosił w języku angielskim: „Wymyśliłem satelity, a jedyne, co z tego mam, to ta lipna koszulka”. Była to aluzja do faktu, że to on jako pierwszy opisał ideę orbity geostacjonarnej (nazwanej orbitą Clarke’a) i postulował umieszczenie na niej satelitów, które poruszałyby się zgodnie z ruchem Ziemi i pozostawały w stałej pozycji wobec powierzchni planety. Naukowcy podchwycili ten pomysł, a efektem jego wdrożenia w życie jest między innymi system GPS, który sprawia, że kierowcy samochodowi na całym świecie wiedzą, jak trafić z punktu A do punktu B. Również jeden z twórców sieci WWW Tim Barnes-Lee wymienia opowiadanie „Halo, kto mówi?” Clarke’a jako inspirację dla stworzenia systemu połączonych komputerów. Wszystko to powstało więc w pewnej mierze dzięki fantastyce.

Twórcom science fiction zawdzięczamy jednak dużo więcej. Juliusz Verne w „20 000 mil podmorskiej żeglugi” spopularyzował koncept łodzi podwodnej, inspirował także wynalazcę helikoptera. H.G. Wells, ten od „Wojny światów” i „Wehikułu czasu”, na przełomie XIX i XX w. pisał między innymi o rakietach, automatycznie otwieranych drzwiach czy poczcie głosowej. Stanisława Lema wymienia się z kolei jako pierwszego, który opisał (w „Powrocie z gwiazd”) urządzenie przypominające współczesne czytniki e-booków. Miłośnicy komórek i smartfonów, bez których lwia część naszego społeczeństwa nie wyobraża sobie życia, winni natomiast słać dziękczynne wiadomości… twórcom serialu „Star Trek” – komunikatory używane przez załogę statku kosmicznego Enterprise stały się inspiracją dla Martina Coopera, szefa działu badań i rozwoju Motoroli, konstruktora pierwszego telefonu komórkowego. Powieść „The Shockwave Rider” Johna Brunnera – to już nieco mniej chlubna inspiracja – do dziś jest na liście lektur obowiązkowych hakerów. Tu po raz pierwszy pojawił się koncept samoreplikującego i rozprzestrzeniającego się po sieci programu, protoplasty wirusa komputerowego.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj