Filmowa wizja powstania wielkopolskiego

Słoń a sprawa wielkopolska
Na plakacie zapowiadającym premierę „Hiszpanki” Łukasza Barczyka rzuca się w oczy napis „Filmowe arcydzieło”. Jak się łatwo domyślić, na razie jest to opinia samego reżysera.
Scena batalistyczna z dopracowanego wizualnie filmu.
Vue Movie Distribution

Scena batalistyczna z dopracowanego wizualnie filmu.

„Hiszpanka”, która powstawała długo i pochłonęła niebagatelną jak na polskie warunki kwotę 25 mln zł (niektórzy utrzymują, że jeszcze więcej), zrealizowana została według projektu, który wygrał konkurs na scenariusz o powstaniu wielkopolskim. To nasze jedyne zwycięskie powstanie, więc już choćby z tego powodu, temat budził zainteresowanie. Wybierających się do kina czeka jednak wiele zaskoczeń. Mówiąc w wielkim skrócie, prawdziwi powstańcy pokazują się dopiero w finale, wcześniej do akcji wkraczają natomiast spirytyści, telepaci, teozofowie i inni uczestnicy pozaumysłowych zabaw, którym, jak wiadomo, chętnie oddawano się na początku XX w. nie tylko w Poznańskiem, i nie wyłącznie w krajowym środowisku patriotycznym. Pojawia się nawet słoń, który, jak wiadomo, nierozerwalnie wiąże się ze sprawą polską.

Główną personą filmu jest Ignacy Jan Paderewski, co nie znaczy, iż najczęściej pokazuje się go na ekranie. Ale to wokół jego osoby toczy się mocno skomplikowana akcja filmu, który daje się odbierać na dwa różne sposoby. Po pierwsze, widz może się skupić na stronie wizualnej, niezwykle wyrafinowanej, z efektami specjalnymi na najwyższym poziomie. Prawdziwa uczta dla oczu: do podziwiania zeppeliny, Poznań i kilka jeszcze europejskich miast, tak jak wyglądały w 1918 r., wspaniałe wnętrza, kostiumy i niezwykle starannie zgromadzone rekwizyty.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj