Kultura

Twórcze strzyżenie

Po co wprowadzać opłaty od czystych nośników

Od kiedy pojawiły się smartfony i tablety, każdy egzemplarz utworu może być wielokrotnie powielany i wykorzystywany bez jakiejkolwiek kontroli. Od kiedy pojawiły się smartfony i tablety, każdy egzemplarz utworu może być wielokrotnie powielany i wykorzystywany bez jakiejkolwiek kontroli. Fanatic Studio / Getty Images
Przewodniczący zarządu ZAiKS tłumaczy sens tzw. opłaty od czystych nośników.
Prof. dr hab. Janusz Fogler jest przewodniczącym Zarządu Stowarzyszenia Autorów ZAiKS.Tadeusz Późniak/Polityka Prof. dr hab. Janusz Fogler jest przewodniczącym Zarządu Stowarzyszenia Autorów ZAiKS.

Zgodnie z ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych importerzy i producenci urządzeń elektronicznych powinni na rzecz kultury płacić w Polsce do 3% ich wartości. Minister kultury w specjalnym rozporządzeniu ma obowiązek ogłosić wysokość stawki i listę tych urządzeń, ale ostatnio uczynił to w 2008 roku.

Od dwóch lat trwa zażarta walka lobby ww. importerów i producentów o to, by stosowne rozporządzenie zawierające zaktualizowaną listę urządzeń i nowe stawki ukazało się jak najpóźniej.  Nie znam ministra kultury, który nie chciałby takiego rozporządzenia podpisać. Nietrudno jednak zauważyć, że są inni ważni politycy, którzy wolą sprzyjać owym importerom i producentom, niż wspierać kulturę narodową. Chodzi o blisko milion złotych dziennie.

Te pieniądze powinny trafić do organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi i pokrewnymi, takich jak Stowarzyszenie Filmowców Polskich, Związek Producentów Audio-Video,  Związek Artystów Scen Polskich, Stowarzyszenie Artystów Wykonawców Polskich, Związek Polskich Artystów Fotografików, Związek Polskich Artystów Plastyków oraz wielu innych – w tym do Stowarzyszenia Autorów ZAiKS, którego udział w rocznym inkasie z tytułu opłat reprograficznych wynosi ok. 12%. Na szeroką grupę uprawnionych do tych wynagrodzeń składają się autorzy, artyści wykonawcy, producenci i wydawcy. W przypadku ZAiKS-u są to kompozytorzy muzyki poważnej i rozrywkowej, autorzy piosenek i literaci, dramaturdzy i scenarzyści, choreografowie, autorzy naukowi i publicyści. W ubiegłym roku opłata dzielona przez ZAiKS trafiła do 7912 twórców polskich oraz do autorów z 25 organizacji zagranicznych. Wszystkie ozz-ty, a jest ich blisko 20, toczą od lat – w miarę swoich możliwości – zacięty bój o to, by szanowano w Polsce prawo. Ostatnio zwracają uwagę na potrzebę poszerzenia listy urządzeń objętych opłatą reprograficzną, m.in. o tablety i smartfony.

***

Naszym staraniom towarzyszyła ogólnopolska dyskusja na temat istoty i systemu opłat od urządzeń i czystych nośników obowiązującego w Polsce i Europie, a także propozycji zmian w załączniku do stosownego rozporządzenia ministra kultury. Byliśmy przekonani, że rzeczowe wyjaśnianie problemów związanych z ww. opłatami pozwoli opinii publicznej zrozumieć potrzebę objęcia nimi nowoczesnych urządzeń, a także poznać i ocenić rzeczywiste skutki takiej decyzji.

Równolegle niezwykle aktywny medialnie Związek Importerów i Producentów Sprzętu Elektrycznego i Elektronicznego (ZIPSEE) prowadził agresywną kampanię, mającą na celu zablokowanie zmian na liście urządzeń objętych opłatami. Owa kampania oparta została na manipulacji faktami. Jej celem było wprowadzenie w błąd opinii publicznej co do zasad funkcjonowania systemu opłat, skutków wprowadzania opłat od nowych urządzeń dla ustalenia ich ceny, a także działania polskich organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi i pokrewnymi.

Z nadzieją oczekiwaliśmy zajęcia ostatecznego stanowiska przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Ufaliśmy, że zaakceptuje ono uzasadnione propozycje organizacji zbiorowego zarządzania i tym samym przerwie negatywną kampanię ZIPSEE.

Twórcy w listopadzie ub.r. wystosowali apel do Pani Minister Kultury jako organu właściwego w tej sprawie – opublikowany przez „Gazetę Wyborczą” i POLITYKĘ – w którym obnażyli  nieuczciwość i hipokryzję ZIPSEE. Dziś możemy jedynie ponowić prośbę do Pani Minister o zajęcie stanowiska wobec akcji niszczącej polską kulturę.

Chyba tym tylko, że ZAiKS jest największy, można tłumaczyć kolejny atak na tę organizację. Tym razem fryzjer z Wałbrzycha – jak się okazuje od pewnego czasu dobry znajomy szefów ZIPSEE – oraz ów związek wznowili kampanię przeciw twórcom. Jeden fryzjer z tysięcy i związek, za którym stoi lobby pilnujące, by Polska była „inna” niż pozostałe kraje Europy, by nadal była obszarem, w którym gry biznesowo-polityczne pozwalają na lekceważenie prawa. ZIPSSE wie, o co walczy. Jego reprezentanci sami przyznają, że dziennie wypływa za granicę blisko milion złotych „zysku nadzwyczajnego”, milion złotych, które powinny być – zgodnie z ustawą – przeznaczone na kulturę narodową! Można powiedzieć, że strzygą twórców, artystów wykonawców, producentów, wydawców i także dziennikarzy wyjątkowo równo.    

Ileż przekłamań, niedomówień i pomówień zawierają wyprodukowane przez ZIPSSE materiały propagandowe. Ile fałszu znajdujemy w zapewnieniach, że członkowie ZIPSSE troszczą się o konsumentów i twórców. Zgarniając co rok miliardy złotych z rynku, jakoś nie umieją przyznać, że sprzedawany przez nich w Polsce sprzęt jest często droższy niż w krajach, które uczciwie płacą na rzecz ludzi kultury. Nic dziwnego, że każdy, kto upomni się o przestrzeganie reguł przewidzianych prawem w całej niemalże Europie, staje się wrogiem, którego należy zwalczać. Ta akcja ma zdezawuować działalność przede wszystkim ZAiKS-u, ale także SFP, ZPAV, SAWP, ZASP i innych. A w efekcie – ma doprowadzić do unieważnienia prawa autorskiego.

Jesienią ub.r. w wywiadzie udzielonym „Bibliotece Analiz” zadałem pytanie prezesowi firmy Samsung oraz innym producentom smartfonów i tabletów: kto wpadł na pomysł, aby akurat w Polsce okradać kulturę narodową? Jeśli z tytułu opłat od czystych nośników we Francji wpływa dla twórców 180 mln euro rocznie, w Czechach ok. 4 mln euro, na Węgrzech 12 mln euro, w Rosji blisko 70 mln euro, a w Polsce ok. 1,7 mln euro rocznie – to o czym to świadczy? Polscy twórcy są zubażani w sposób niesamowity. Chciałbym znać odpowiedź na pytanie, kto przekonał importerów, producentów i… polityków, że wszędzie należy płacić stosowne opłaty na rzecz kultury, tylko nie w Polsce?

Całe zło zaczęło się w 2003 roku od lobbingu wielkich użytkowników coraz bardziej wpływających na kierunki wprowadzanych zmian prawa oraz wysokości opłat należnych od producentów i importerów sprzętu kopiującego. Od kiedy pojawiły się smartfony i tablety z rozrastającą się liczbą funkcji i nieograniczonymi możliwościami współpracy z peryferyjnymi urządzeniami cyfrowymi, każdy egzemplarz utworu wprowadzony do obrotu – czy to poprzez sprzedaż nośnika, czy poprzez nadanie, reemisję lub dostępny w portalu internetowym – może być  wielokrotnie powielany i wykorzystywany bez jakiejkolwiek kontroli. Twórcy, artyści wykonawcy, producenci i wydawcy nie są w stanie w takich warunkach zabezpieczyć swoich słusznych interesów. Dodajmy do tego, że dziś cyfrowa kopia pozwala zreplikować i odtworzyć każdy utwór na poziomie odpowiadającym parametrom oryginału.

***

Kwestię charakteru prawnego opłat reprograficznych rozważał Trybunał Konstytucyjny w październiku 2011 roku, uznając za konieczne ustalenie natury prawnej opłat w kontekście celów i funkcji, jakie pełnią organizacje zbiorowego zarządzania. Zdaniem Trybunału Konstytucyjnego regulacje prawne między producentami i importerami urządzeń reprograficznych, zobowiązanymi na podstawie prawa autorskiego do opłat na rzecz organizacji zbiorowego zarządzania, należą do sfery stosunków prywatnoprawnych, wobec czego opłaty te stanowią zobowiązanie cywilnoprawne i nie są jakimkolwiek rodzajem daniny publicznej. Trybunał stwierdził, że jest to szczególnego rodzaju wynagrodzenie wynikające ze zobowiązania cywilnoprawnego.

Opłata ta stanowi dla twórców i wydawców rekompensatę, której wielkość jest funkcją korzyści wynikających ze skali sprzedaży określonych ustawowo urządzeń i nośników. I nie chodzi tutaj o ochronę praw twórców do utworów, lecz o doprowadzenie do pewnego stanu równowagi gospodarczej w sytuacji dopuszczenia do zwielokrotniania rozpowszechnionych utworów na własny użytek osobisty. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w orzeczeniu z dnia 5 marca br. stwierdził też wyraźnie, iż zważywszy na praktyczne trudności dotyczące zidentyfikowania użytkowników prywatnych oraz zobowiązania ich do wynagrodzenia podmiotom praw autorskich wyrządzanej przez nich szkody, państwom członkowskim wolno ustanawiać godziwą rekompensatę w postaci opłaty reprograficznej obciążającej nie konsumentów, ale podmioty, które produkują lub handlują sprzętem, urządzeniami i nośnikami zwielokrotniania cyfrowego lub świadczą na rzecz tych osób usługi zwielokrotniania.              

W ramach takiego systemu to na producentach i importerach tego sprzętu, urządzeń i nośników ciąży obowiązek uiszczenia opłaty reprograficznej. Jednakże wilk wciąż kombinuje, jak urządzić życie owcom. ZIPSEE domaga się od organizacji zbiorowego zarządzania transparentności, którą stosujemy od lat. Chce poznać nasze dokumenty oraz bilanse, które są również od lat upubliczniane. Zresztą wiemy, że je ogląda, bo wciąż przekłamuje zawarte w nich dane.

Może warto w tym miejscu powiedzieć, czego dopracował się ZAiKS przez blisko sto lat pracy wielu pokoleń twórców. Uczynię to w kilku zdaniach, bo przecież powstało na ten temat sporo książek i filmów. Poinformuję, zwłaszcza młodych internautów, że mieścimy się w pierwszej 20 najlepiej zarządzanych i najbardziej efektywnych organizacji, spośród 233 działających na świecie. Tak nas klasyfikuje CISAC, czyli Międzynarodowa Konfederacja Związków Autorów i Kompozytorów z siedzibą w Paryżu.

Permanentnie jesteśmy kontrolowani przez różne urzędy (UKS, UOKiK, ZUS). Płacimy rocznie blisko 130 mln złotych podatków (PIT, CIT i VAT). Również minister kultury ma szerokie uprawnienia kontrolne dotyczące finansów, sposobów zarządzania i sprawdza, czy nasza działalność jest zgodna z prawem oraz regułami zbiorowego zarządu. Ostatnia kontrola ministra trwała 6 miesięcy. Kontroluje nas także CISAC. Celem kontroli tej organizacji jest z kolei sprawdzanie stosowania standardów obowiązujących na całym świecie, czyli tzw. zasad zawodowych. I tu okazuje się, że jeśli chodzi o system pracy, skuteczność, transparentność i koszty inkasa, jesteśmy w światowej czołówce.

***

Ważną dziedziną aktywności ZAiKS-u jest pomoc socjalna twórcom, wspomaganie ich aktywności twórczej poprzez fundowanie stypendiów i nagród, organizację konkursów, prowadzenie domów pracy twórczej i wspieranie wartościowych inicjatyw artystycznych. Nikt nam nigdy nie zabronił i – mam nadzieję – nie zabroni wspierania polskich twórców. Domy pracy twórczej w Krynicy, Zakopanem, Sopocie, Konstancinie, Ustce czy Janowicach to nasze wizytówki. Tak jak dom Stowarzyszenia Filmowców Polskich w Kazimierzu czy Związku Artystów Scen Polskich w Skolimowie. Ktoś musi to robić! Gdy znikąd pomocy, sami twórcy organizują sobie warunki do twórczej pracy i wypoczynku. Za swoje! I nie będzie nam ZIPSEE dyktować, co mamy robić, a już na pewno nie pozwolimy szefowi ZIPSEE, by nasze domy podpalał, co ochoczo ogłosił na Facebooku.    

Zresztą zanim ZIPSEE zacznie naprawiać świat, niech samo się przedstawi, niech powie, kogo reprezentuje, niech ujawni dochody swoich członków, niech wyjaśni, gdzie się podziały pieniądze, które w wyniku ich lobbingu nie docierają od lat do twórców, niech powie, gdzie szukać ich bilansów i sprawozdań finansowych, bo tam, gdzie powinny być od lat, ich nie ma, niech wreszcie nam wytłumaczy, dlaczego nie potrafi kupić smartfonów czy tabletów tak tanio, jak to czynią Niemcy, Francuzi, Czesi czy Węgrzy? W tych krajach importerzy i producenci płacą uczciwie twórcom, a mimo to można te urządzenia kupić tam taniej lub w tej samej cenie jak w Polsce.

„Zaoszczędzony” milion złotych dziennie to dużo! Ciekawe, ile z tego ZIPSEE może przeznaczyć na lobbing przeciwko twórcom? Czy polityk lub dziennikarz wspierający działania ZIPSEE nie powinien zastanowić się nad tym, co czyni? Ja nie chciałbym być kiedykolwiek podejrzewany o to, że lobbuję przeciwko polskiej kulturze. Zdarza się jednak, że rozgraniczenie reklamy i treści dziennikarskich dla niektórych redakcji nie jest wcale takie proste.

Twórca zawsze jest najsłabszy. Dlatego chciałbym usłyszeć od prezesów Samsunga, Sony, Canona, LG oraz innych firm produkujących urządzenia elektroniczne odpowiedź na pytanie: czy wiedzą, że dzięki swojej produkcji popierają każdą kulturę świata i prawie każdego twórcę na świecie z wyłączeniem kultury polskiej i polskich twórców?! Czy przedstawiciel firmy Panasonic wyjaśni nam, co znaczy ich reklamowe hasło: „Smartfon jako domowe centrum rozrywki”? Może doradzi nam, jak zorganizować takie centrum w urządzeniu pozbawionym treści?

***

Gdybym był zwolennikiem spiskowej teorii dziejów, zapytałbym szefostwo Instytutu Monitorowania Mediów, dlaczego ogłosiło na początku oszczerczej kampanii ZIPSEE przeciwko twórcom badanie zatytułowane niefrasobliwie (?!) „Podatek od piractwa”. Wiemy, kto takie hasła wymyśla i stara się dla odwrócenia uwagi wprowadzać do obiegu. Wiemy, komu zależy, by tak sprawę przedstawiano. Czy IMM potwierdzi nasze podejrzenia i podzieli się z nami wiedzą, kto zlecił i sfinansował takie badania? A może ich wyniki przydadzą się IMM do obrony własnych interesów budowanych kosztem dziennikarzy i wydawców?

Co ma wspólnego opłata reprograficzna z „podatkiem od piractwa”? Dlaczego podatek, dlaczego piractwo? Otóż gdyby zapytano internautów, czy są za tym, by importerzy i producenci smarfonów oraz tabletów przekazywali ułamek swoich ogromnych dochodów twórcom, jak to czynią w całej niemalże Europie, zapewne wyniki badań byłyby odwrotne. Naciągane hasło „podatek od piractwa” zawsze wygra w Internecie z uczciwie sformułowanym nagłówkiem czy pytaniem.

Równie cwaniackim chwytem jest rzucana bezpodstawnie przez dyrektora ZIPSEE kwota 100 zł, o którą miałyby zdrożeć smartfony po przyjęciu proponowanej przez wszystkie organizacje zbiorowego zarządzania stawki 1,5%. Łatwo policzyć, że od smartfona w cenie 500 zł i pojemności   4 GB wyniesie 7,50 zł, a od tego w cenie 1000 zł i pojemności 16 GB – 15 zł. Dla porównania w Niemczech odpowiednio opłata ta wynosi 16 euro, czyli 66,24 zł i 36 euro, czyli 149,04 zł. Identycznie sprawa ma się z cenami wszystkich podobnych urządzeń. Na potrzeby kampanii propagandowej każda podwyżka cen, nawet absurdalna, będzie wmawiana polskim konsumentom.

ZIPSEE ma świadomość, że żaden konsument nie będzie wgłębiał się ani w materię prawną, ani w wyliczenia. Jak usłyszy, że drożej, to zaprotestuje bez dalszych pytań. A 100 zł to kwota w sam raz, aby zrobić odpowiednie wrażenie i zamieszanie. Tyle tylko, że blisko 10-krotnie zawyżona i do tego w żaden sposób niewpływająca na kieszeń konsumenta.

Tak więc, drodzy importerzy i producenci, nie podnoście cen swoich urządzeń, wręcz je obniżajcie, bo stać was na to! Nie oszukujcie konsumentów, artystów, a w szczególności polityków, którzy są zagubieni, bo zbyt wam zaufali. Jeśli możecie być uczciwi wobec konsumentów i twórców we Francji, w Niemczech, na Węgrzech czy w Czechach, to bądźcie również uczciwi w Polsce! A jeśli jest inaczej, czyli nie potraficie tego sprzętu importować tak tanio, jak to czynią inni, to zmieńcie zawód. My oczywiście możemy wam pomóc – zorganizujemy dla was kursy, szkolenia, nauczymy was sztuki negocjacji. Tym sposobem może uda wam się kupować te urządzenia nieco taniej.

Chcielibyśmy – co zrozumiałe – aby ZIPSEE i jej członkowie byli tak samo transparentni jak ZAiKS. Tak się składa, że oni o nas wiedzą wszystko, a my o nich niewiele. Dlatego czasami nasuwają nam się wątpliwości, czy mamy do czynienia z nieudacznikami czy jednak – co bardziej prawdopodobne – ze zmową ludzi postępujących wbrew interesowi polskiej kultury?

ZIPSEE wydaje się, że dziś wystarczy sprowokować burzę w internecie, podrzucić spreparowane „analizy poważnych instytucji”, wypaczyć sens, dorzucić trochę insynuacji, by tak oszukani młodzi, uczciwi internauci wzniecili raban. Nie ulga wątpliwości, że takie zagrywki mają wpływ na polityków. W ten sposób przed wyborami od lat osłabia się ich troskę o ludzi kultury.  Twórcy przecież nie będą strajkować i raczej nie pójdą protestować na ulicach. Najzabawniejsze jest to, że w tej grze – o czym wszyscy wiedzą – nie chodzi o żadne dodatkowe pieniądze od konsumentów. Artyści i wydawcy po prostu chcą, żeby ci, którzy zarabiają na ich pracy kolosalne pieniądze, oddali im parę groszy.

Wiadomo, że nawet maksymalnie dopuszczalna prawem stawka 3% nie zrekompensuje strat z minionych lat, gdy nas permanentnie „strzyżono”. Najsmutniejsze jest to, że płacąc owe 3%, kultura polska i tak otrzyma dużo mniej, niż importerzy i producenci tego samego sprzętu płacą w innych krajach. Zapewniałem wielu polityków, że jeśli stanie się cud i otrzymamy 3%, to będę przekonywał twórców i artystów wykonawców, by opłacali ZUS, bo wreszcie mieliby z czego!

Jakie to proste: nie budżet, ale importerzy i producenci, płacąc zapisane w ustawie 3%, rozwiązaliby w znacznym stopniu problem emerytur dla twórców, jak to się zresztą dzieje w wielu krajach Europy. Od lat ZIPSEE woli czynić wszystko, aby kolejny minister kultury wydał stosowne rozporządzenie jak najpóźniej, bo dopóki go nie ma (a nie ma już wiele lat), dopóty wrogowie polskiej kultury uważają, że nie muszą wnosić żadnych opłat. Kultura polska straciła na tym już grubo ponad miliard złotych, a przy okazji sporo stracił i Skarb Państwa.   

***

Jak przekonać Panią Premier i Panią Minister Kultury, że tej decyzji nie można odkładać? Przecież nie trzeba być zbyt przenikliwym, by zauważyć, że po tym, jak wszyscy już kupią tablety i smartfony, to członkowie ZIPSEE zgodzą się łaskawie nam za nie płacić, tak jak dziś chętnie płacą za taśmy VHS czy sprzęt, którego już prawie nikt nie kupuje. Założę się, że wtedy ZIPSEE stanie w szeregach awangardy płatników. Co innego, gdy w sprzedaży pojawią się nowe urządzenia, jakieś superwideookulary czy supertablety. Wtedy ZIPSEE zacznie nam wszystkim udowadniać, że przy ich użyciu nie będzie można niczego utrwalić ani odtworzyć, tak jak dziś – ich zdaniem – nie służą do tego tablety czy smartfony.

Mało kto już wierzy, że wieloletnie zaniechanie podjęcia tej tak ważnej dla kultury decyzji ma jakiekolwiek racjonalne podłoże. Kto i w jakich proporcjach zagospodarowuje ów zysk w wysokości miliona złotych dziennie, też trudno ocenić. Na pewno nic z tego nie mają najgorzej zarabiający i biedni jak przysłowiowa mysz kościelna ludzie polskiej kultury.

Czyżby ZIPSEE było tak potężne, że jego lobbyści nie dopuszczą do wyegzekwowania w Polsce korzystnego dla kultury narodowej prawa? Przecież to mały lokalny lobbysta, który wszędzie w Europie byłby bez szans. Oni nie mogą narzucić Polsce swoich metod. W Europie i świecie nikogo już tak prymitywnie nie strzygą – nawet ludzi kultury!

Apeluję do światowych firm, które są obecne na polskim rynku urządzeń elektronicznych i reprograficznych – nie słuchajcie podszeptów, że w Polsce można inaczej. Zachowajcie się godnie i  zadbajcie, proszę, o polską kulturę, tak jak dbacie o francuską, niemiecką, węgierską czy czeską. Nie zgadzajcie się, by wydawano pieniądze na lobbing przeciwko polskim twórcom.

Prof. dr hab. Janusz Fogler jest dziekanem Wydziału Sztuki Mediów Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, przewodniczącym Zarządu Stowarzyszenia Autorów ZAiKS.

Polityka 16.2015 (3005) z dnia 14.04.2015; Kultura; s. 83
Oryginalny tytuł tekstu: "Twórcze strzyżenie"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Skromne i pożyteczne. Finałowa piątka Nagrody Architektonicznej

Po raz dziewiąty wybieramy najlepszą realizację architektoniczną ubiegłego roku. Na początek – piątka finalistów.

Piotr Sarzyński
07.04.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną