Kawiarnia literacka

Salon i wirtual
Tak, mamy dwie polskie kultury, ale istnieje reszta świata. I ona mówi „sprawdzam”.

W komentarzu „Mury rosną. Dwie kultury polskie” Roman Pawłowski obwieszcza na łamach „Gazety Wyborczej”, że spolaryzowany mamy nie tylko kraj i społeczeństwo, ale i kulturę. Nie jest to, rzecz jasna, myśl nowa – sam od lat powtarzam, że od dawna nie ma u nas czegoś takiego jak „salon” (oczywiście różowy lewacki, broniony przez media głównego nurtu) i „odrzuceni” czy „niepokorni”, którzy cierpią właściwie w drugim obiegu. Mamy dwa salony, dwa obiegi kulturowe, zupełnie legalne: jeden bardziej na lewo, proeuropejski, multi-kulti, laicki, a drugi bardziej na prawo, swojski, narodowy i katolicki, ale który z nich jest mainstreamowy, na dobrą sprawę nie wiadomo. Co zresztą w żaden sposób nie wpływa na narrację oblężonej twierdzy i nowego podziemia – władza się zmieniła, a kornie składający jej hołdy i wyświadczający przysługi niegdysiejsi „odrzuceni” nadal uważają się za niepokornych kontestatorów (przykład płynie ze Stanów, gdzie kanał Fox News, cieszący się największą liczbą widzów pośród telewizji kablowych, nieodmiennie robi z siebie wykluczonego Kopciuszka).

Co do zasady – zgoda. Mamy Polskę filmu „Smoleńsk”, pomników papieskich i oratoriów Rubika, mamy i Polskę „Idy”, Katarzyny Kozyry i Marii Peszek, a kontakty pomiędzy nimi są utrudnione. „Oba obiegi oddziela chiński mur – pisze Pawłowski. – Ich uczestnicy nie znają się nawzajem, nic o sobie nie wiedzą. Niewiedza rodzi stereotypy i zachęca do wrogości”. I przypomina, że należący do PZPR Dejmek wystawiał pół wieku temu w Teatrze Narodowym „Historyję o chwalebnym zmartwychwstaniu Pańskim”, a dziś „trudno sobie wyobrazić podobne przekroczenie – choćby spotkanie z Janem Tomaszem Grossem w Klubie »Gazety Polskiej«”.

Mam wrażenie, że podobne przekroczenie jest możliwe, ale bez odwzajemnienia. Nike dla Rymkiewicza? Owszem. Gross w Klubie „GP”? Nie. Wystawa sztuki posmoleńskiej w MSN? Była. Nowoczesna (nie: współczesna, czyli dziś tworzona, ale nowoczesna właśnie) sztuka na Jasnej Górze? Kiedy urządzono tam wystawę Sztucznych Fiołków, część plansz, uznanych za „obraźliwe”, nieznani sprawcy ukradli i ukryli w budynku kurii.

Te dwie Polski już poznałem. Na początku tego stulecia jednym z głównych portali poetyckich naszego liternetu była Nieszuflada, gdzie najróżniejsi trudniący się poezją ludzie publikowali i wzajemnie oceniali swoje teksty. Byli tam – jawnie lub ukryci pod pseudonimami – uznani poeci „papierowi”, czyli z tomikami na koncie, recenzjami, przekładami, z rzadka wrzucający nowy wiersz; byli tacy, którzy mieli już pewien dorobek, ale na razie tylko internetowy; byli wreszcie zupełni amatorzy, początkujący (acz niekoniecznie szczególnie młodzi), którzy wklejali jak najwięcej, dwa razy dziennie (taki był limit) codziennie, bezlitośnie.

Pomiędzy owymi nowicjuszami oprócz tych, którzy chcieli się czegoś nauczyć, przyjmowali krytykę i powoli próbowali otworzyć się na nieco szersze rozumienie poezji, trafiali się i tacy, którzy woleli nie oglądać się na opinie, trzaskać dalej częstochowskie rymy i fortyfikować się w Okopach Świętej Trójcy. Pamiętam te ciągnące się całymi dniami spory, różnorodne obelgi, nieumiejętność oddzielenia krytyki tekstu od personalnego ataku, narastające zgorzknienie i agresję.

Widziałem wielokrotnie ten sam wzorzec: kiedy argumentów ani talentu nie starczało, budowała się tożsamość „niepokornych”, „odrzuconych”, gardłujących o rzekomym „towarzystwie wzajemnej adoracji”, które chłoszcze ich wiekopomne liryki, ponieważ ich nie rozumie, ponieważ ma pochwały tylko dla swoich, ponieważ się nie zna. Ludzie o rozmaitych poglądach, poetykach, życiowych doświadczeniach, starzy z młodymi, biedadadaistyczni buntownicy z poetkami maryjnymi, zbijali się błyskawicznie w wyjątkowo zajadłą grupę, którą łączyło jedno: poczucie odrzucenia i wspólny front przeciwko „salonowi”.

Na ich nieszczęście istniało jednak coś jeszcze: świat poza Nieszufladą. Real poza wirtualem. Raz w miesiącu prowadząca portal Fundacja Literatury w internecie zapraszała na gościnne występy znanego poetę lub poetkę. Przychodził ktoś „spoza układu”, odpowiadał na pytania, komentował zgłoszone wiersze. I nagle okazywało się, że jednak artystyczne tezy tych nieco bardziej oczytanych, nieco bardziej otrzaskanych i nieco oszczędniej publikujących były potwierdzane, a „niepokorni” po raz kolejny słyszeli słowa krytyki. Często toczka w toczkę to samo, co słyszeli od obmierzłego „salonu”: to nie działa, to kiczowate, to nieudolne, to patetyczne.

Otóż: tak, mamy dwie polskie kultury, ale istnieje reszta świata. I ona mówi „sprawdzam”. Nie jest przypadkiem, że zagraniczni wydawcy wybierają do tłumaczenia wiersze Różyckiego i Dąbrowskiego raczej niż Wencla; że Oscara dostała „Ida”, a nie dostanie go, jak mniemam, „Smoleńsk”. Że wystawiają Sasnal, Kozyra, a nie pacykarze słusznych dzieł z Lichenia. Dobra zmiana może oczywiście sięgnąć głęboko i nie trzeba mieć genialnej imaginacji, żeby wyobrazić sobie ministra tego czy owego, który postanowi, że od dziś polskie instytucje kultury nie będą promowały tego malarza, tamtej pisarki, owego reżysera; że zamknie się kranik z pieniędzmi i bez względu na to, jak Francuzi, Włosi czy Amerykanie będą zabiegać o Tokarczuk, to będzie się im proponowało wybitne dzieła Ziemkiewicza. Ale to już przerabialiśmy. Frustracja niepokornych nie wygaśnie nigdy, nawet bowiem jeśli zaprzęgnie się całą maszynę państwową do promowania miernych, biernych i wiernych, to w szerszej perspektywie Władysław Machejek nigdy nie dogoni Rafała Wojaczka.

***

Jacek Dehnel – pisarz (m.in. powieści „Saturn”, „Lala”, „Matka Makryna”), poeta, tłumacz (Larkin, Verdins) i malarz. Zajmuje się zbieractwem i łowiectwem (gratów), prowadzi blog poświęcony międzywojennemu tabloidowi kryminalnemu „Tajny Detektyw”, nie prowadzi samochodu. Właśnie ukazała się jego nowa powieść „Krivoklat”.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną