Kawiarnia literacka

Myśliciel Wodziński
To nie jest kraj dla myślicieli. Nie sądzę, żeby rodzili się rzadziej niż gdzie indziej. Po prostu na nich nie czekamy, nie wiemy, co z nimi począć, jak ich ugościć.

Czekamy na autorytety, mędrców wskazujących drogę, podających jasne wartości do wierzenia. Myśliciele chadzają innymi ścieżkami. Nie odpowiadają, tylko pytają. Godzą się na błądzenie, szukają napięć w myśleniu, mowie i życiu. Nie sposób zapytać ich o radę, gdyż zamiast uprościć nasz wewnętrzny mętlik, plączą go jeszcze bardziej. Na myślicieli nikt nie czeka, nikt ich nie woła. Ale bez nich nie ma myślenia. To oni cicho wytyczają ścieżki, którymi kiedyś maszerować będą rozdawcy dobrych rad. Dlatego łatwo ich przeoczyć i minąć na drodze.

Wobec śmierci można tylko milczeć, każde słowo wydaje się zbędne i bezradne. Ale nawet milczenie nie jest zaradne, ono także nie radzi sobie ze śmiercią. Wobec śmierci trzeba być ostrożnym, chodzić na palcach, nie zagadać jej, nie zasypywać jej prochem tytułów, piastowanych stanowisk i orderów. Można tylko skromnie próbować nazwać Zmarłego jego własnym imieniem, licząc, że to ono ocaleje i pozwoli nam żyć dalej.

Spotkałem Cezarego Wodzińskiego jako myśliciela i filozofa. I takimi imionami go nazywałem. To imię rzadkie, choć nadużywane. Dla wielu jest zawodową etykietką, dla nielicznych imieniem własnym.

Uciekam w ogólność, omijam, kluczę, bo jestem bezradny. Ale cały czas mówię przecież o Cezarym. Chadzał bezdrożami, zapuszczał się na rubieże myślenia niedostępne innym. Nie nadążaliśmy za nim, choć się nie ukrywał, mówił do nas i pisał dla nas. Mam w głowie mocno wyryty cytat z Heideggera: „Mowa to dom bycia. W domostwie mowy mieszka człowiek. Stróżami tego domostwa są myśliciele i poeci”. Dawno już te słowa przemieniłem w obraz. Kiedy je powtarzam, widzę zawsze spokojny dom, przyjaźnie zapraszający ciepłym światłem. W domu krzątają się ludzie, przyrządzają wieczerzę, siadają razem do stołu. Poza domem na skraju lasu stoi w półcieniu strażnik. Domownicy mogą nie wiedzieć o jego istnieniu. Strażnik z zazdrością patrzy w rozświetlone okna, ale zaraz wraca do swej posługi. Wędruje po pustkowiach i ryzykuje, by tamci mogli spokojnie żyć. Myśliciele i poeci, niezrozumiani, czasem wyśmiewani, wędrują po bezdrożach mowy, byśmy my mogli nazywać rzeczy i w ten sposób oswajać świat i nasze doświadczenie.

Sokrates w „Teajtecie” powiada, że w myśleniu trzeba się poważyć na wszystko, wszystko zaryzykować. W cieniu tego rozpoznania filozofował Cezary Wodziński. To ryzyko oznacza bezdomność, codzienne umieranie i rodzenie się na nowo, codzienne tracenie siebie. Eros w Platońskiej „Uczcie”, ojciec wszystkich filozofów, śpi pod mostem, chodzi w łachmanach, co zyska, to ciągle traci. Jeśli ktoś nie chce aż tak ryzykować, niech siedzi w domu, przy stole, niech zapomni o strażnikach, którzy krążą w ukryciu.

Ale Cezary nie myślał w ukryciu, on ujawniał to, co odnalazł w myśleniu. I po sokratejsku zapładniał. Myśl, która nie potrafi zapłodnić, która nie potrafi nikogo wyrwać z bezpiecznego domostwa na drogę, jest być może niewarta spisania. A każda książka Wodzińskiego była przygodą, zaproszeniem do trudnej wędrówki po pograniczu tego, co oswojone, i tego, co obce.

Bałem się jego książek. Podobny niepokój musieli czuć rozmówcy Sokratesa. Każde spotkanie z nim to było ryzyko, że będziemy musieli porzucić nasz bezpieczny, ponazywany koślawo, lecz stabilnie, świat. Zaproszenie do myślenia to wezwanie do porzucenia tego, co oswojone. Ale myśliciel nie obiecuje, że na końcu drogi znajdziemy lepszy dom, wygodniejszy, bezpieczniejszy. Myśliciel nie odpowiada, on pyta. Pytanie wyprowadza na drogę, czasem wyprowadza w pole. Więc czułem niepokój, ale na każdą kolejną książkę czekałem i sięgałem jak po narkotyk. Filozofowanie to nie jest zawód, nie wystarczą czysto intelektualne procedury. Eros jest miłośnikiem mądrości. Dla Erosa Wodzińskiego myślenie było namiętnością, obsesją, transem. Do tego żywiołu zapraszał.

To nie jest miejsce, by przywoływać dorobek, analizować jego główne wątki, osiągnięcia, sposoby. Na to przyjdzie czas. Wodziński wytyczał własne ścieżki pomiędzy dziedzinami Heideggera, Nietzschego, Platona, Szestowa; zapuszczał się na tereny poetów i pisarzy: Celana, Homera, Dostojewskiego. Wodził swoje myśli na pustkowia, najczęściej niegościnne: zło, śmierć, milczenie. Ale ostatnio odwiedzał inne regiony. Przez pryzmat pojęcia gościnności spojrzał na dawną Grecję i „Odyseję”. W gościnności odnalazł być może najpełniejszy sposób przeżywania naszego życia. Gościa nie pyta się o imię, tylko gości. Wspólne ucztowanie jest spełnieniem najgłębszego marzenia człowieka o życiu prawdziwym. Wpuszczenie do swego domu Innego to nadzieja na spotkanie bogów. Myśliciel uchyla drzwi, przez próg musimy przejść sami. Myśliciel zostawił nam zaproszenie, a my musimy wymyślić słowa pożegnania.

To nie jest kraj dla myślicieli, żaden nie jest. Ale jakie to ma teraz znaczenie?

Cezary Wodziński nie żyje.

***

Wit Szostak (ur. 1976 r.) – pisarz i filozof. Nominowany do Paszportu POLITYKI za powieść „Sto dni bez słońca” i do nagrody Nike za powieść „Fuga”. Ostatnio wydał powieść „Wróżenie z wnętrzności”. Mieszka w Krakowie.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną