10 filmów do zobaczenia na Nowych Horyzontach (kolejność przypadkowa)
21 lipca we Wrocławiu rozpoczął się 16. międzynarodowy festiwal filmowy Nowe Horyzonty.
„Zjednoczone stany miłości”, reż. Tomasz Wasilewski
United States of Love/Facebook

„Zjednoczone stany miłości”, reż. Tomasz Wasilewski

1. „Zjednoczone stany miłości”, reż. Tomasz Wasilewski

Nagrodzony w Berlinie za scenariusz egzystencjalny dramat potwierdzający niezwykły talent Tomasza Wasilewskiego – intymnego portrecisty zablokowanych, niemożliwych do spełnienia uczuć. „Zjednoczone stany miłości”, zrealizowane w minimalistycznej, surowej estetyce rumuńskiej nowej fali, kojarzyć się mogą z „Dekalogiem” Kieślowskiego.

W trzech nowelach rozgrywających się we wnętrzach peerelowskiego blokowiska (akcja toczy się tuż po przełomie 1989 r.) bohaterkami są dojrzałe kobiety, fantastycznie zagrane przez Julię Kijowską, Magdę Cielecką, Dorotę Kolak i Martę Nieradkiewicz.

Każda przeżywa dramat odrzucenia, emocjonalnego odepchnięcia przez kochaną osobę. Wasilewski pokazuje różne, bardzo skomplikowane warianty miłosnych tragedii skazujących na samotność w smutnej, monotonnej rzeczywistości, gdzie moralnym drogowskazem są tyleż przydatne, co naiwne kazania księdza namawiającego, by śmiało podążać za głosem serca.

Zderzenie gorzkiej prawdy ludzkich uczuć z naiwnymi wyobrażeniami o nich to tylko jeden z atutów poruszającego filmu, który ostro działa na wyobraźnię. Do bólu szczery, na tyle blisko penetruje życie erotyczne bohaterek, że można usłyszeć niemal szelest ich skóry.

„Wszystkie nieprzespane noce”, reż. Michał Marczak
mat. pr.

„Wszystkie nieprzespane noce”, reż. Michał Marczak

2. „Wszystkie nieprzespane noce”, reż. Michał Marczak

Film hybrydowy – ani dokument, ani fabuła – idealnie wpisujący się w otwartą formułę Nowych Horyzontów. Autor „Fuck for Forest” tym razem o warszawskim pokoleniu hipsterów żyjącym z dnia na dzień rojeniami o szybkiej, niezobowiązującej miłości, bezbolesnej przygodzie i niekończącym się szczęściu.

W tle modne nadwiślańskie knajpy, transowa muzyka, piękne dziewczyny, humor, narkotyki, ekstatyczny rytm i robiąca największe wrażenie w tym filmie atmosfera nostalgii, poczucia mijającego bezpowrotnie czasu.

„Julieta”, reż. Pedro Almodóvar
mat. pr.

„Julieta”, reż. Pedro Almodóvar

3. „Julieta”, reż. Pedro Almodóvar

Dwudziesty pełnometrażowy film Hiszpana i na pozór prosta, jednowymiarowa opowieść. Bez szkatułkowych retrospekcji, w których łatwo się pogubić, bez perwersji, groteskowego tonu, wulgarności. Napięcie jak w kryminale, wartka akcja, dystans składają się na psychologiczny portret pogrążającej się w depresji kobiety w średnim wieku, wdowy i matki, od której uciekła dorastająca córka.

Co ją do tego skłoniło? Almodóvar podejmuje kilka ważnych tematów – odbudowywania tożsamości, stwarzania siebie na nowo, kontynuowania życia w skórze kogoś innego. A także bólu i poczucia winy po utracie najbliższej osoby.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną