Kawiarnia literacka

Punk prezes
Zaiste wielkie poczynił zasługi dla kultury narodowej Prezes, miłośnik wędkowania i rodzimej przyrody Jarosław Kaczyński, publikując swą autobiografię „Porozumienie przeciw monowładzy”.

Oto w trosce o prawidłowe brzmienie narracji historycznej, odpowiednie oświetlenie zasług swoich et consortes, pośrednio przywraca do łask kontrkulturę, dbając, by opis rzeczywistości sprzed dekad zgadzał się ze stanem faktycznym czasów jego panowania. Najwidoczniej w ten sposób, jako pisarz o zacięciu historyka, pragnie przejść do historii, którą stwarza, bo historia leży mu na sercu, jest jego kochanką.

Jak przystało na człowieka pióra, zna się chłop na rzeczy, wie, że swój romans z historią musi odmalować tak, żeby zawiedzione nadzieje i ambicje sprzed lat dziś pomścić ku satysfakcji swojej et consortes. Historia według pisarza Kaczyńskiego wygląda tak jak w tekście grupy Dezerter, zatytułowanym „Szwindel”. Proponuję, jako zadanie maturalne, analizę porównawczą tekstu punkowego i ewentualne zestawienie go z prozą Kaczyńskiego. „Postawią nowy pomnik bohatera/Wybiorą sobie nowego premiera/Stworzą nowy system polityczny/Będą dumni, że jest demokratyczny”. Polecenie dla maturzystów brzmi: Wskaż desygnat. Dla niezdecydowanych uczniów kolejny cytat: „Oni się czepiają, sztucznie uśmiechają/Oni mają władzę, oni zabijają/Oni są silni, bo mają karabiny/Oni chcą zabijać, bo to są sukinsyny”. Pytanie pomocnicze: Kim są „oni”? I wreszcie cytat i pytanie ostatniej szansy: „My o wojnach wszystko już wiemy/Fałszywy porządek trzeba zmienić/My nie chcemy waszej mądrości/My nie chcemy sztucznej wolności”. Pytanie: W konflikcie równoprawnych racji zwyciężą „oni” czy „my”?

Niedawno punkowcy z Dezertera wznowili swój pierwszy singiel z czterema utworami. Nie było na nim „Szwindla”, ale tekst ten daje do myślenia. Gdyby tylko Prezes chciał pomyśleć i posłuchać, a nie w lato łowić ryby, buszować w szuwarach i występować w polarze oraz rasowej czapce z daszkiem, w Polsce nadchodząca jesień nie musiałaby być jesienią średniowiecza. A tak – klapa. Poczytajmy i posłuchajmy więc my, obcy kulturowo elemencik, punkowców, bo prozę Kaczyńskiego znamy, a jak nie znamy, to sobie możemy nabyć na poczcie.

Wydawałoby się, że ciosany grubą kreską, zajadle atakujący ówczesny układ polityczny, pełen dużych kwantyfikatorów tekst Dezertera jednoznacznie zarysowuje mapę podziału na dobrych i złych, przy okazji obnażając prościutkie mechanizmy globalnej przemocy, wyrażonej w opisie układu sił panującego w systemie totalitarnym. Grandilokwencja represjonowanych, ukrytych pod maską tajemniczych „my”, którzy wszystko wiedzą, i tępa brutalność „onych” doskonale pasuje do punkowego hymnu, ale nijak się ma do złożonej natury konformizmu. Wymienność ról między „nami” a „nimi”, problem z jednoznacznym ustaleniem stron konfliktu i kompletna bezradność intelektualna społeczeństwa jako całości powodują, że strach staje się zasadą życiowego funkcjonowania. „My” to przecież „oni”. I na odwrót. Cała przeceniana polityczna inteligencja polega właśnie na trafnej obsadzie ról w szekspirowskim dramacie władzy. Sęk w tym, że instrukcja obsługi rzeczywistości, jaką jest literatura, nikogo już nie zajmuje. Poza jednym Prezesem państwa, który te role dystrybuuje.

Pisze więc Kaczyński w duchu jak najbardziej punkowym. Może nie wygląda na gościa z irokezem, może ma go pod czapką, ale w duszy gra mu permanentny bunt przeciwko „onym”, którzy zgotowali mu los drugorzędnego opozycjonisty z pretensjami do roli mesjasza, na jaką nie załapał się w czasach gościnnych występów Solidarności w każdym polskim domu.

Po latach, w sprzyjającym klimacie geopolitycznym, bohater „Porozumienia przeciwko monowładzy” niczym dawno nieżyjący Skandal, czyli „gardło”, albo jak kto chce, pierwszy wokalista Dezertera, powraca z przekazem analogicznym do „Szwindla”. Swoje lody kręci radykalnie pod prąd litery prawa i politycznej poprawności. Na wakacyjnym polarze, ocieplającym gnaty i wizerunek, brakuje tylko podpisu „Teraz kurwa my”. Byłby to slogan jak najbardziej na miejscu. Wszak przemieszczanie ról, płynna tożsamość, zasada konformizmu i wycinka sporej części społeczeństwa myślącego innymi kategoriami jakoś wpisuje się w logikę władzy demokratycznie zdobytej. Poprzednicy też lubili to hasło i wprowadzali je w życie, tylko może odrobinę dyskretniej, co nie znaczy, że mniej cynicznie.

Ta nowa władza nie jest diaboliczna. Próbuje wykonywać gesty diaboliczne, ale terroru z tego nie będzie, wojny nikt nie zauważy, a mesjasz na osiołku najpewniej zjawi się w promocji już w październiku. Punkowcy wszystkich stanów będą mieli używanie. W zatęchłych garażach może powstanie parę tekstów mierzących się z klasykami Dezertera. Prezes pozostanie przy corridzie, prezydent tweetnie nocą z jakąś zabłąkaną duszą nastoletnią, a cały aparat biurokracji pobierze myto z publicznej kasy za czasy niewolnictwa na zmywakach u Angoli. Odznaczenia za zasługi dla obronności kraju Macierewicz przyzna wkrótce sześciolatkom, a w kapitule Orderu Orła Białego zameldują się, niczym piraci z Karaibów, żołnierze wyklęci. Polska to radosny kraj. Oni to my, my to oni. A kto tu nie żył, ten trąba. Drodzy Maturzyści, a na finał refren naszej ulubionej piosenki: „Znowu szwindel szykują nowy/Znów chcą się dobrać do Twojej głowy/Nie możesz ciągle dostawać w ryj/Nie daj się zabić – żyj!”. Koniec świata i cytatu.

***

Krzysztof Siwczyk, jedyny w Polsce poeta, który jest jednocześnie krytykiem literackim, felietonistą oraz aktorem (zagrał świetnie głównego bohatera filmu Lecha Majewskiego „Wojaczek”). W 2016 r. wydał tom wierszy „Jasnopis”. Pracuje w Instytucie Mikołowskim znajdującym się w domu, w którym mieszkał Rafał Wojaczek.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną