Nie było wybitniejszego poety kina. Ludzie kultury wspominają Andrzeja Wajdę
To jest jeden z tych końców świata w filmie, których trudno uniknąć, ale których nie sposób przetrwać bez łez – wspomina Tomasz Raczek.
Capital Pictures/Forum

Wiadomość o śmierci Andrzeja Wajdy przyjęli ze smutkiem ludzie kultury, polityki, mediów. Znawcy kina, przyjaciele i widzowie. Zebraliśmy głosy osób związanych z filmem i krytyką filmową – opublikowane w mediach społecznościowych i na portalach, wypowiedziane w radiu i telewizji.

Karolina Bielawska: Mistrzu, dziękuję za filmy, mądrość, serce i nasze spotkanie, które wpłynęło na moje życie.

Agata Buzek: Z panem Andrzejem odchodzi cała epoka. Jeszcze w Gdyni, dwa tygodnie temu, z nim rozmawiałam. Miał tyle energii, uważności, wiary, których tak nam teraz potrzeba. Planował nowy film... Nie mogę w to uwierzyć...

Magdalena Cielecka: Andrzej Wajda nie żyje. Trudno w to uwierzyć. Dziękuję, Mistrzu, za filmy, za mądrość, za humanizm. I ciepło. Żegnaj.

Krystyna Janda: (fragment ze zbioru felietonów „Różowe tabletki na uspokojenie”) „A co pani dał Wajda?”. „Wszystko”. „A co dla pani znaczy Wajda?”. „Wszystko”. „A co by było, gdyby pani nie spotkała Wajdy?”. „Niewiele by się zdarzyło”.

Jedno jest pewne: oglądajcie jego filmy, reszta ma naprawdę mniejsze znaczenie.

Maja Komorowska (TOK FM): Był dla nas człowiekiem, do którego można było się odnosić, jak się nie wiedziało co. Kiedy się działo coś trudnego, nawet w innej dziedzinie, można było zadzwonić do Andrzeja. Dla wszystkich, którzy z nim pracowaliśmy, on będzie żył w naszej pamięci.

Marek Kondrat: Andrzej Wajda. Niepowetowana strata. Polska Szkoła Filmowa traci swego twórcę i najwybitniejszego przedstawiciela. To dzięki Niemu świat dowiadywał się o nas, a my odpowiadaliśmy sobie na pytanie, „kim jesteśmy?”. Spróbujmy ocalić to nazwisko w naszej dzisiejszej nijakości.

Bogusław Linda: Żegnaj, Mistrzu.

Łukasz Maciejewski, krytyk filmowy: Andrzej Wajda nie żyje. My z Niego wszyscy...

Jakub Majmurek, krytyk filmowy (WP.PL): Trudno przecenić tę stratę dla polskiego kina, bo i trudno o reżysera, którego dzieła filmowe tak mocno pozostawałyby splecione z dziejami i współczesnością wspólnoty, w której powstają. Być może ten model umowy społecznej między twórcą, publicznością i jej historią, jaki miał szansę powstać w kolejnych dekadach twórczości Wajdy, jest czymś zupełnie nie do powtórzenia, ani poza granicami Polski, ani u nas w najbliższej, możliwej do wyobrażenia przyszłości.

Maja Ostaszewska: Trudno się pogodzić z tą straszną wiadomością... Panie Andrzeju, dziękuję za wszystko! Za to, jakim był Pan artystą. Za Pana filmy, w których przeglądała się cała polska historia. Za to, jak wielkim był Pan człowiekiem. Za powiew wolności, który Pan dawał... Za nasze spotkanie, rozmowy... Na zawsze pozostanie Pan w naszych sercach i pamięci... w swoich filmach... Potworny smutek... Żegnaj, Mistrzu.

Piotr Paziński: Dzieło domknięte, sędziwy wiek, ale smutno bardzo. „Powidoków” jeszcze nie widziałem, ale gdybym miał wymienić pierwszą dziesiątkę, zebrałaby się dwudziestka. Na pewno te filmy, które znam na pamięć, czyli „Ziemia obiecana”, „Popiół i diament”, „Wesele”, telewizyjna realizacja „Umarłej klasy” Kantora, „Panny z Wilka”, „Człowiek z marmuru”, „Niewinni czarodzieje”, „Danton”, „Kanał”, „Kronika wypadków miłosnych”. Ale też „Człowiek z żelaza”, „Bez znieczulenia”, „Polowanie na muchy”, „Wszystko na sprzedaż”. Strasznie dawno oglądane „Popioły”, „Biesy”, „Krajobraz po bitwie”. Groteskowy „Przekładaniec”. Gorączkowa „Brzezina”. Zagładowy „Samson”, z którego pamiętam kilka scen. „Dyrygent” (plakat wisi w kuchni), „Piłat i inni”, „Bramy raju”, ekranizacje dawnych lektur. A niechby i „Zemsta” i „Pan Tadeusz”, szkolne lektury, do których nie zaglądam. I znów najwcześniejsze, sprzed kilkudziesięciu lat, oglądanie Cybulskiego w „Popiele i diamencie”. I pierwsze sceny „Ziemi obiecanej” z najazdem kamery na siną, pokrytą dymami Łódź. Poklatkowe oglądanie „Umarłej klasy”... I jeszcze, przynajmniej to, inscenizacja „Zbrodni i kary”. Z biegiem lat, z biegiem dni. Cholera, całe życie!

Tomasz Raczek, krytyk filmowy: Bardzo, bardzo zła wiadomość. To jest jeden z tych końców świata w filmie, których trudno uniknąć, ale których nie sposób przetrwać bez łez. Nie było wybitniejszego poety kina w historii polskiego filmu niż Andrzej Wajda. Dobrze, że trzy tygodnie temu na festiwalu w Gdyni zdążył jeszcze przekonać się, jak bardzo był przez swoich widzów szanowany i kochany. Na stojąco! Za wszystkie filmy – te genialne i te, które z różnych powodów nie wyszły tak, jak miały wyjść – dziękuję Panie Andrzeju!

Jerzy Radziwiłowicz (PAP): Umieściłbym Andrzeja Wajdę wśród najważniejszych postaci światowego kina. Taka ocena nie jest zresztą z mojej strony żadnym wielkim odkryciem. Tak właśnie jest Andrzej Wajda postrzegany i od dawna takie miejsce wśród światowych filmowców zajmuje. Potrafił być i wymagający, i łagodny wobec swoich aktorów. Wymagał, ale w sposób przykry. Był człowiekiem, który liczył na silną współpracę aktorów, dawał im dużą swobodę. Sam też z niej ostatecznie czerpał, bardzo czekał na to, żeby coś wyszło ze strony zespołu; coś, czego sam, jako reżyser, wcześniej nie przewidział, o czym nie pomyślał. Zostawiał dużą wolność swoim aktorom, wciągając ich tym samym do współpracy, do partnerstwa.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną