Kawiarnia literacka

Bankructwo Dziadów
Grażyna jest matką, Sylwia też. I teraz taka prośba: nie uczcie matek dzieci rodzić.

Nie mówcie nam, ile, kiedy i jak mamy zachodzić w ciążę. Nie zmuszajcie nas do rodzenia, bo najstarszym zawodem świata nie jest prostytutka, tylko akuszerka. A zaraz obok niej ta, która potrafi „spędzać płód”. Bo zawsze umiałyśmy radzić sobie z naszą rozrodczością i żadne ustawy tego nie zmienią. Nie masz macicy? Sorry, to się nie wypowiadaj. Masz macicę? To się nią zajmij i przestań wpychać dzieci do cudzej.

Ostatnie protesty pod Sejmem i strajk kobiet dobitnie pokazały, jak nieskuteczne jest przymuszanie kobiet do rodzenia wbrew ich woli. Wbrew temu, co sugerowała partia rządząca, kobiety same „wyprowadziły się” na ulice. Mimo deszczu i wielu obowiązków wolałyśmy pokazać swój sprzeciw wobec projektu zakazu aborcji. Ten temat pojawia się rytualnie zawsze wtedy, kiedy trzeba przetestować społeczeństwo. Da się podkręcić śrubę czy jeszcze nie? To starcie wygrałyśmy, ale to dopiero początek gry zwanej przez zygotarian „walką o życie”. Przeciwko fanom nienarodzonych dzieci stanęły m.in. matki narodzonych, które na co dzień praktykują macierzyństwo. Zaryzykujemy stwierdzenie, że znają się na rodzeniu lepiej niż Paweł Kukiz, arcybiskup Henryk Hoser czy nawet – no, tu już szarżujemy – Rafał A. Ziemkiewicz, który zna się na wszystkim. Z narodzonymi dziećmi jest taki kłopot, że jeśli potrzebują pomocy, to nie ma wokół nich entuzjastów życia poczętego, bo są zajęci bronieniem komórek w macicy.

Po naszych protestach Sejm odrzucił projekt obywatelski wspierany przez Prawo i Sprawiedliwość głosami… głównie tej partii. Podobno – jak napisała posłanka Krystyna Pawłowicz – taki dostali przekaz ze strony episkopatu. Ukościelnienie parlamentu i upartyjnienie naszych brzuchów mają wiele cech wspólnych. Jest tu i patriarchalne (stare jak świat) mędrkowanie w imieniu „drogich pań”, jest mizoginia przywoływania (starego jak świat) tekstu o rozkładaniu nóg i tego konsekwencjach. Jest wreszcie chamstwo przyrównywania protestujących kobiet do szmat, raszpli, czarownic i świń. Wszystko to w sosie świętoszkowatych wyobrażeń „maleńkiego, cierpiącego” dzieciątka zabijanego przez aborcjonistki.

Wiemy, że cała ta afera z aborcją nie jest przypadkiem. Poseł, który manipuluje pod płaszczykiem zatroskania, zapewne wykombinował tę akcję teraz, żeby przysłonić dymem inne matactwa. Może chce odesłać premier szydłobusem tam, skąd przyjechała. Może szykuje kolejną siurpryzę: miliony na Kościół, przyjęcie CETA czy TTIP. Ale nie wie, że wypuścił dżina. My już wiemy, że nawet jeśli rzucą nam jakiś kolejny kompromis w sprawie aborcji, to trzeba walczyć dalej – o szacunek dla nas, kobiet, w tym dziwnie pogardzającym nami społeczeństwie.

To nie wojna między płciami. My nie szukamy wroga, żeby móc rządzić, jak robi to dzisiejsza wierchuszka. To walka o szacunek. Między kim a kim? Między dziadami a dziewuchami. Kim jest dziad? Wcale nie musi być facetem, nie musi być starszy. To raczej kategoria symboliczna, za którą stoją takie cechy, jak: seksizm, paternalizm i frustracja. Dziewucha to każda kobieta, która ma dość znoszenia inwektyw, dowcipów o blondynkach i udawania, że nic się nie stało. Bo się stało.

Granica pogardy została przekroczona. Czarny Poniedziałek, tak jak Czarny Czwartek na Wall Street w 1929 r., oznacza spadek na łeb, na szyję kursu rządowych akcji. Kościelnych i pisowych też. Zapowiada bankructwo. Czyje? Spółki Pazernych Dziadów. Rzeczpospolita Dziadowska zachwiała się w posadach i dlatego tak głośno biadoli. Jest w szoku, bo zazwyczaj przy okazji prób zaostrzania ustawy antyaborcyjnej pod Sejmem zjawiała się garstka manifestujących. Teraz było inaczej.

Kiedy szłyśmy w wielotysięcznych marszach tego poniedziałku, Sylwia w Warszawie, Grażyna w Brukseli, czułyśmy kobiecą solidarność, siłę, moc i – tak – naszą godność. Jednak w przeciwieństwie do dziadów tworzących paramilitarne bojówki my nie upajamy się władzą. Zajmujemy się prawami człowieka, a to żmudna robota.

O co walczymy? O szacunek dla nas, kobiet. Szacunek na najgłębszym poziomie, którego brakuje w naszych społeczeństwach. To, co się dzieje w Polsce z zamachem na prawa kobiet, to tylko odzwierciedlenie chorej kultury, w jakiej żyjemy. Kultury, w której kwitnie ta część islamu, która odbiera kobietom prawa do wolności, i ta część katolickiego betonu, która idzie w ślady islamu.

Jak długo można walczyć o to samo? Aż do skutku. Nam się nie nudzi, co najwyżej jesteśmy bardziej wściekłe. Od lat tłumaczymy, że aborcja to nie jest zabijanie, bo zygota nie jest człowiekiem. A jeśli dla niektórych jest, to nie musi robić sobie aborcji. Co ciekawe, kultura dziadów uwielbia dywagować o ciąży czy porodzie. A zatem o tych sprawach, o których pojęcia mieć nie może z przyczyn biologicznych. Bo gender genderem, ale faceci zajść w ciążę nie mogą. Gdyby tak było, to aborcja byłaby legalna, a znieczulenie w czasie porodu oczywistą oczywistością.

Rzeczpospolita Dziadowska trwa, ale ma podgryzane łydki dzięki takim protestom jak ostatni. Oby się wywaliła ostatecznie. Kobiety z innych krajów dziękują nam, że pokazałyśmy moc. Nie trzeba słuchać się odgórnych dziadów. Za to trzeba działać obywatelsko, razem, niehierarchicznie. Made in Poland. By Dziewuchy.

***

Sylwia Chutnik – autorka powieści (m.in. „Kieszonkowego atlasu kobiet” – Paszport POLITYKI 2008, nominacja do Nike). Szefowa Fundacji MaMa, felietonistka i przewodniczka miejska po Warszawie. Laureatka Społecznego Nobla Ashoki.

Grażyna Plebanek – powieściopisarka, autorka opowiadań, dziennikarka. Mieszka w Brukseli. Wydała m.in. „Nielegalne związki”, „Przystupę”, „Dziewczyny z Portofino”, „Pudełko ze szpilkami”. Ćwiczy boks jak bohaterka jej powieści „Bokserka”.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną