Korea Północna poza okiem cenzora

Pocztówka z raju
Dokument o Korei Północnej „Pod opieką wiecznego słońca” kręcony był pod okiem komunistycznej władzy. Ale nie wszystko udało się jej przewidzieć.
Kadr z filmu „Pod opieką wiecznego słońca” w reż. Witalija Manskiego
materiały prasowe

Kadr z filmu „Pod opieką wiecznego słońca” w reż. Witalija Manskiego

Film na DVD wraz z POLITYKĄ w kioskach od 2 listopada
materiały prasowe

Film na DVD wraz z POLITYKĄ w kioskach od 2 listopada

audio

AudioPolityka Jędrzej Winiecki - Pocztówka z raju

Zin Mi ma osiem lat. Jej rodzice odnoszą sukcesy zawodowe. Tata cieszy się uznaniem pomysłowego racjonalizatora w fabryce tekstylnej. Mama jest członkinią brygady produkującej wysokiej jakości mleko sojowe w lśniącej chromem wytwórni. Rodzina mieszka w reprezentacyjnej części centrum Pjongjangu. Zin Mi ma swój pokój, chodzi do najlepszej szkoły w kraju. Dobrze się uczy i ma zacięcie artystyczne. W Dniu Słońca, święta państwowego upamiętniającego urodziny Kim Ir Sena, wiecznego prezydenta państwa, spełnia się marzenie ośmiolatki: wstępuje w szeregi Koreańskiej Unii Dzieci. Z czerwoną chustą na szyi składa przysięgę, że przez całe życie pozostanie komunistką.

Taki scenariusz filmu dokumentalnego Witalij Manski otrzymał od północnokoreańskich władz. Co więcej, zgodził się ten scenariusz zrealizować, dlatego Korea Płn. jest koproducentem „Pod opieką wiecznego słońca”. Zgoda na przyjazd do kraju, oprócz narzuconego scenariusza, okupiona została, jak zawsze w przypadku cudzoziemców, towarzystwem opiekunów czujnie kierujących poczynaniami gościa. I choć pilnowali, by nie popełnił błędu, sami dobierali kadry, a zarejestrowany materiał zaakceptowały władze, to – jak łatwo się domyślić – nie wszystko potoczyło się po ich myśli.

Jako najbardziej zamknięte i totalitarne państwo świata Korea Płn. nie przestaje budzić fascynacji. I mimo blokady rokrocznie ukazuje się sporo poświęconych jej książek i filmów. W prawie wszystkich opowieściach przedstawiana jest podobnie. Pjongjang to spowite mgłami smogu miasto betonowych bloków, monumentalnych pomników, z mieszkańcami o nieobecnym wzroku, ubranymi w rzeczy modne gdzie indziej w latach 50. Manski, urodzony w sowieckim Lwowie i wychowany w ZSRR, też uległ tej poetyce – jego obraz kraju jest kanonicznie szarobury. Tyle że idąc na ustępstwa wobec władz, mógł zbliżyć się do mieszkańców „najszczęśliwszego z państw komunistycznych”, którzy okazali się dużo barwniejsi niż siermiężne dekoracje i ciekawsi, niż chcą stereotypy.

Owszem, wiemy, że urocza Zin Mi i jej sympatyczna rodzina zostali starannie wyselekcjonowani, a niektóre wątki z ich życia niewiele mają wspólnego z prawdą, ale wiemy też, że autor postara się, byśmy zobaczyli drugi plan. Niby jesteśmy w północnokoreańskim świecie ideału, a tu w metrze, tuż obok portretów przywódców podróżujących w każdym wagoniku, przepaliła się świetlówka. Pasażerowie pchają trolejbus. Z reguły nie działa ogrzewanie, szron osiada na szybach elitarnej placówki oświatowej, w kurtkach pracują robotnice pokazowej fabryki. Uliczne dzieci wygrzebują coś ze śmietnika...Film Witalija Manskiego wygląda jak kontynuacja o 25 lat wcześniejszej „Defilady” Andrzeja Fidyka. Jedyne różnice wymusiła biologia. Na cokołach, obok Kim Ir Sena, wylądował jego niedawno zmarły syn Kim Dzong Il. I o ile „Defilada” była zbiorowym portretem świetnie skoordynowanego społeczeństwa, to „Słońce” jest historią pojedynczej, małej jeszcze funkcjonariuszki, reprezentantki następnego – którego to już, szóstego, siódmego pokolenia? – które za chwilę zabierze się za umacnianie koreańskiego komunizmu.

U Manskiego, jak wcześniej u Fidyka, widać, skąd reżim czerpie siły witalne i jak udaje mu się budować mitologię rządzącej dynastii. Kim Ir Sen, syn chrześcijańskiego misjonarza, stworzył państwo na podobieństwo Kościoła: siebie obsadził w roli Trójcy Świętej, a hagiograficzna opowieść o jego życiu przypomina ewangelię, jego następcy to już tylko papieże. Wstąpienie Zin Mi do Unii Dziecięcej, jak jej pierwsze lekcje tańca prowadzone w pałacu kultury przypominającym świątynię, są rytuałami o wręcz religijnymi charakterze. Oprócz towarzyszącej im od dziecka nachalnej, wszechobecnej propagandy Koreańczyków trzyma w ryzach uzasadniony strach. Manski, który niedawno przeprowadził się do Rygi, kręcił swój film z myślą o Rosjanach, by zobaczyli i zapamiętali, dokąd prowadzi bezwolne podporządkowanie się autorytarnej władzy.

Czy za ćwierć wieku inny reżyser zrobi kolejny film, a poddani Kimów będą bić im pokłony w niezmieniającej się od tylu dekad choreografii? Po Pjongjangu, idealnym mieście zamieszkanym przez pieszczochów władzy, może tego nie widać, ale społeczeństwo płaci wysoką cenę za izolację, produkcję bomb atomowych i utrzymywanie wielkiej armii.

Permanentny głęboki kryzys wymusza kompromisy. Przed klęską głodu chroni tylko czarny rynek, na nim Koreańczycy zdobywają dobra, których nie zapewnia lokalny przemysł. Przymyka się oko na masowy szmugiel z Chin. Komunistyczne elity żyją na bardzo wysokiej stopie i zazdroszczą dobrobytu Chińczykom mającym dostęp do kapitalistycznych udogodnień. Koreę, objętą międzynarodowymi sankcjami, utrzymują dziś jedynie bratnie Chiny. I to od ich kaprysu zależy, jak długo reżim Kimów przetrwa i czy Zin Mi oraz jej rówieśnicy dostaną kiedykolwiek okazję, by zobaczyć coś więcej niż tylko swój raj.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną