Francuskie feministki protestują przeciwko Polańskiemu. Ale czy reżyser już nie odpokutował?
Czy podnoszenie sprawy sprzed 40 lat za każdym razem, gdy Polański odbiera jakąś nagrodę albo występuje publicznie, ma sens?
Roman Polański w Krakowie
Kacper Pempel/Forum

Roman Polański w Krakowie

Francuska Akademia Sztuk i Technik Filmowych, powierzając Romanowi Polańskiemu przewodniczenie tegorocznej, 42. Ceremonii Cezarów – lokalnego odpowiednika Oscarów – ściągnęła na siebie liczne protesty. Internetową petycję przeciw powierzeniu reżyserowi tej zaszczytnej funkcji podpisało już ponad 30 tys. osób.

„To obraza ofiar gwałtu” – brzmi mocne uzasadnienie. Chodzi oczywiście o ciążące na Polańskim od 1977 r. zarzuty gwałtu i odurzenia 13-latki. Tym razem przypomniała je inicjatorka akcji, artystka Clementine Vagne, i francuskie organizacje feministyczne.

Czy Polański już odpokutował?

Kluczowe pytanie brzmi, czy reżyser nie zdążył już odpokutować winy? Przyznał się, nie został osądzony przez amerykański sąd, ale za to wielokrotnie przez opinię publiczną. Przeprosił swoją ofiarę, która po wielokroć przyznawała, że reżyserowi przebaczyła i sprawę chciałaby uznać za zamkniętą. Trudno go więc stawiać w jednym szeregu na przykład ze sławnym komikiem i, jak się okazuje, seryjnym gwałcicielem Billem Cosbym, który nie przyznaje się do winy i nie kaja.

Czy więc podnoszenie sprawy sprzed 40 lat za każdym razem, gdy Polański odbiera jakąś nagrodę albo występuje publicznie, ma sens? I czy nie jest dziś już większą karą dla jego dawnej ofiary, zmuszanej na nowo, raz za razem, wracać do traumy z przeszłości, niż dla samego 83-letniego reżysera?

Ale jest też druga strona całej sprawy. Bez względu na to, czy uważamy, że Polański odpokutował winy czy nie, w oczach świata pozostaje on symbolem bogatego i wpływowego faceta z przemysłu filmowego, który wykorzystał swoją uprzywilejowaną pozycję w niecnym celu. W skrócie – ikoną przedmiotowego traktowania kobiet przez przemysł filmowy. I w tym świetle trudno nie zauważyć, że powierzenie mu przez Akademię prestiżowej dla całego środowiska funkcji było co najmniej dużym nietaktem.

Jak kobieta, a nie jak aktorka

Tym bardziej że jeszcze nie opadł kurz po aferze, jaką wywołały w grudniu ubiegłego roku słowa 76-letniego Bernardo Bertolucciego. Reżyser przyznawał, że podczas nagrywania w 1972 r. „Ostatniego tanga w Paryżu” nie uzgodnili wraz z Marlonem Brano sceny gwałtu z Marią Schneider. Dzięki temu zaskoczona atakiem aktorka miała wypaść bardziej naturalnie – „jak kobieta, a nie jak aktorka”.

Dopiero po tym wyznaniu reżysera przypomniano sobie, że sama Schneider w wywiadach wspominała, że czuła się „upokorzona i trochę zgwałcona”, ale nikt jej słów nie brał poważnie.

Dlatego petycja przeciw wyborowi Polańskiego na przewodniczącego ceremonii wręczu Cezarów, zapowiedź manifestacji w dniu imprezy i jej bojkotu powinny być odbierane nie jako wyraz sprzeciwu wobec samego reżysera, który swoją winę odpokutował, tylko jako ostrzeżenie dla szefów rozmaitych filmowych i niefilmowych akademii, że pewne zachowania, których stał się symbolem, są niedopuszczalne i powinny i będą wywoływać protesty.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną