Kawiarnia literacka

Hodowanie troglodytów
Nie pamiętam, by kiedykolwiek pracownik naukowy publicznie – acz kryjąc się za maską – zaatakował tak swojego studenta.

Życie w dzisiejszej Polsce jest interesujące dla kogoś, kogo zawsze zajmowało upowszechnienie faszyzmu i nazizmu. Proces, w którym awanturniczy populiści przeszli od bojówek pryszczatych studentów i sfrustrowanych weteranów do reszty społeczeństwa, zyskując ucho pań mecenasowych, zatroskanych szewców i „bezkompromisowych” naukowców, zgodnie opowiadających sobie, jak to zdrowego jądra społeczeństwa trzeba bronić przed Żydem, pedałem czy wariatem.

Opublikowany w „Rzeczpospolitej” tekst „Czy ludzie niezrównoważeni psychicznie powinni być przyjmowani na uczelnie wyższe” doktora Nowaka, profesora uniwersytetu w Białymstoku, pokazuje, że człowiek jakoś tam wykształcony, a przynajmniej ktoś, kto zdołał i doktorat napisać, i habilitację, obronić je nawet, postanawia z wyżyn akademickich uraczyć publikę tekstem o segregacji społecznej i o tym, że obywatel z zespołem Aspergera nie powinien mieć wstępu na studia.

Cóż, że nie jest psychologiem, cóż, że nie sięgnął nawet do Wikipedii, żeby zrozumieć podstawowe pojęcia (nie mówiąc o słowniku czy poważnych pracach naukowych) – smaży artykulik, gdzie zamiennie stosuje określenia człowiek z zespołem Aspergera, niezrównoważony psychicznie, psychicznie chory, z oczywistą dysfunkcją umysłową, niepełnosprawny psychicznie, wariat, obłąkany, szaleniec, niepoczytalny (pojawia się też wijąc się nieomal w paroksyzmach ataku epileptycznego). Swoje wie, to powie – a właściwie włoży w usta doktora Zdzisia Niewieskiego z uniwersytetu w Popielnie, spotkanego przypadkiem w pociągu kolegi, który ze studentem sobie nie radzi tak dalece, że nerwowo mnie bilet. Wariat przeszkadza w zajęciach, cierpi cała wspólnota studencka, wykładowcy nie mają jak uczyć, w bibliotece nie sposób się skupić.

Nie jest tajemnicą, że Niewieski to pseudonim Gombrowicza. Ani, niestety, to, że Nowak opisał – wedle naocznych świadków, mijając się z prawdą – prawdziwego studenta z zespołem Aspergera, którego łatwo zidentyfikować z imienia i nazwiska. Nie pamiętam, by kiedykolwiek pracownik naukowy publicznie – acz kryjąc się za maską – zaatakował tak swojego studenta, nie wiem też, jak zamierza postąpić rzecznik dyscyplinarny uniwersytetu w Białymstoku.

Po tekście prof. Stawrowskiego o obowiązku bicia dzieci i felietonie Dominika Zdorta, rozważającego deportację wszystkich muzułmanów z Europy, co jest pomysłem śmiałym i kuszącym, to kolejny opublikowany w „Rzeczpospolitej” kawałek pasujący do tytułu książki Nowaka: „Hodowanie troglodytów”. Bo troglodyci nie biorą się znikąd, trzeba najpierw tę mecenasową i szewca wytresować, powiedzieć im, najlepiej z wyżyn akademii, podpierając „profem”, że dyskryminować i bić słabszego jednak wolno. A nawet: należy.

Na Facebooku dzieło dr. Nowaka kolportowało pismo filozoficzne „Kronos” (Nowak jest zastępcą naczelnego, pismo wydaje Fundacja Cieszkowskiego, która wydała również trzy książki Nowaka zasiadającego w jej radzie; cieplutko). Na oburzone głosy ktoś z redakcji, może sam Nowak, zareagował, wklejając post ze zdjęciem Moritza Schlicka, który został zastrzelony przez chorego psychicznie studenta. Gdyby zdarzyło to się dzisiaj – w epoce bezrozumu – ten wariat znalazłby na pewno wielu rzeczników wśród obrońców „inności” i przeciwników „dyskryminacji”.

Otóż ustalmy fakty. Johann Nelböck, który zastrzelił Schlicka, był leczony psychicznie w wiedeńskim szpitalu na Steinhofie (diagnoza: osobowość schizoidalna; nic nie wiadomo, żeby miał nieznany wówczas zespół Aspergera). Biegli w procesie ustalili wszakże, że popełniając mord, był całkowicie poczytalny. Natomiast, o czym redakcja zapomniała powiedzieć, Nelböck był nazistą. Nie wyraził skruchy i postanowił spożytkować proces na wygłaszanie teorii o szkodliwości działań akademickich Schlicka, który swą antymetafizyczną filozofią podkopał w nim wrodzone zasady moralne. Przy okazji sugerowano, że Schlick (pochodzący z drobnej szlachty pruskiej) jest przedstawicielem żydowskiej nauki – i w rezultacie morderca dostał niski wyrok 10 lat więzienia.

Na szczęście dla Nelböcka wykpiwani przez redakcję „Kronosa” obrońcy „inności” i przeciwnicy „dyskryminacji” przegrali ze zwolennikami zdrowego społeczeństwa i dziarskiej segregacji. Odsiedział on zaledwie dwa lata, bo po Anschlussie uzyskał zwolnienie (po wojnie zdążył jeszcze pozwać innego członka Koła Wiedeńskiego, Victora Krafta, za nazwanie go paranoicznym psychopatą). Tymczasem szpital na Steinhofie, gdzie go zdiagnozowano, stał się austriackim centrum Aktion T4, masowego mordu na – by użyć określenia Nowaka – wariatach, w tym również na pacjentach Hansa Aspergera.

Asperger – który w dzieciństwie objawiał symptomy opisanego przez siebie zespołu – miał odwagę, by tuż po Anschlussie głosić: „To, co wykracza poza normę, co jest »nienormalne«, nie musi wcale być gorsze”. Kiedy wokół przy klinikach budowano krematoria, kładł on nacisk na niezwykłe umiejętności swoich pacjentów, które mogą być wykorzystane z pożytkiem dla państwa, na przykład do łamania kodów wojskowych – i nazywał ich małymi profesorami. Na próżno.

Jeśli przyjść na Steinhof po zmroku, widać skromny pomnik – długie szeregi niskich świateł przypominających o ludziach, którym panowie z tytułami uniwersyteckimi ordynowali lecznicze zastrzyki. Dla dobra wspólnoty.

*

Tekst jest rozwiniętym wpisem z Facebooka, który władze portalu usunęły, a autora ukarały trzydniowym zakazem publikacji – najprawdopodobniej w wyniku interwencji zwolenników prof. Nowaka.

***

Jacek Dehnel – pisarz („Saturn”, „Lala”, „Matka Makryna”), poeta, tłumacz i malarz. Autor bloga poświęconego międzywojennemu tabloidowi kryminalnemu „Tajny Detektyw”. Niedawno ukazała się jego powieść „Krivoklat”.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną