Recenzja filmu: „Ghost in the Shell”, reż. Rupert Sanders

Przyszłość w wersji hollywoodzkiej
Warto obejrzeć ten film tylko dlatego, że jest zachwycający wizualnie.
„Ghost in the Shell”
Paramount Pictures/mat. pr.

„Ghost in the Shell”

Amerykańska ekranizacja „Ghost in the Shell”, tak jak będąca jej pierwowzorem japońska anime z 1995 roku, osadzona jest w azjatyckim mieście przyszłości. Dobre wrażenie robią powtarzające się ujęcia przewyższających wieżowce rozpikselowanych, nieostrych hologramów ludzi – koszmarnych reklam przyszłości w neonowych kolorach (reżyser Rupert Sanders ma oko do takich rozwiązań, bo wcześniej sam wykreował dużo filmów promocyjnych).

W mieście przyszłości z „Ghost in the Shell” biotechnologia jest już rozwinięta do tego stopnia, że możliwe jest włączenie ludzkiej świadomości wprost do „ciała” maszyny.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną