Jak trafić do pokolenia milenialsów

Młody wyszedł z bańki
Przez lata młodzi Polacy byli głównie trudnym do zdefiniowania celem kampanii reklamowych. Dziś pokolenie milenialsów, choć ciągle różnorodne, wydaje się bardziej wyraziste.
Nieoczekiwana zmiana miejsc: teraz Taco Hemingway (na zdjęciu ze swoim producentem Rumakiem) jest potencjalnym antysystemowcem.
Grzegorz Celejewski/Agencja Gazeta

Nieoczekiwana zmiana miejsc: teraz Taco Hemingway (na zdjęciu ze swoim producentem Rumakiem) jest potencjalnym antysystemowcem.

Młodzi twórcy opraw na meczach Legii, wpisujący się idealnie w narrację władzy - trafili do mainstreamu.
Rafał Oleksiewicz/Newspix.pl

Młodzi twórcy opraw na meczach Legii, wpisujący się idealnie w narrację władzy - trafili do mainstreamu.

Na swojej najnowszej płycie „Szprycer” Taco Hemingway śpiewa: „Chociaż jestem już przed trzydziestką, ciągle zbawić chcę cały wszechświat”. Takie wyznanie pojawia się w kontekście wspomnień o młodzieńczych przygodach erotycznych, „białym winie kupionym w Tesco”, ale też „krzykach Krakowskiego Przedmieścia”. Warszawska młodzieżowa codzienność, w której dekadenckie imprezki, jakieś plany o podjęciu roboty gwarantującej telefon służbowy mieszają się z czymś, co można by nazwać tęsknotą za sensem.

Dużo w tych piosenkach znużenia rozrywkową rutyną i sporo gorzkich słów o melanżowej warszawce, więc może to, że chce się zbawić świat i pamięta się o krzykach Krakowskiego Przedmieścia, dowodzi, że nasz polski milenials (osoba urodzona między 1985 a 1995 r.) się przebudził i zaczyna go obchodzić to, co się dzieje ze światem i z Polską? Przecież jeszcze nie tak dawno Taco określał się autoironicznie jako „głos pokolenia, które nie ma nic do powiedzenia”.

Najdobitniejszym sygnałem, że młodzi chcą się pokazać światu razem, był ich liczny udział w lipcowych protestach w obronie niezależności sądownictwa. Wywołało to duże zaskoczenie, bo przecież wielu komentatorów sceny politycznej przekonywało, że jeśli polska młodzież w ogóle ma jakieś poglądy, to pozostają one zasadniczo w zgodzie z tym, co głosi PiS. Symbolicznym ucieleśnieniem młodego pokolenia miał być uczestnik Marszów Niepodległości, czciciel kultu żołnierzy wyklętych, być może nawet jeden z tych, którzy kilka lat temu krzyczeli: „Donald, matole, twój rząd obalą kibole”. A ci w wolnych chwilach słuchali bynajmniej nie Taco Hemingwaya czy modnego amerykańskiego trapu, tylko rocka patriotycznego i rocznicowych piosenek o powstaniu warszawskim. Tymczasem w lipcu zobaczyliśmy zupełnie inną młodzież.

W „Krytyce Politycznej” prof. Andrzej Leder komentował na gorąco, tuż po największych protestach 20 lipca, że „w odpowiedzi na niekonstytucyjny zamach na ustrój na ulicach konsoliduje się ruch demokratyczny, łączący wiele nurtów i – po raz pierwszy – wiele pokoleń. Jest to trwała zmiana, która działać będzie długofalowo, bowiem ludzie, którzy po raz pierwszy włączyli się w życie polityczne, swoją inicjację w tym obszarze będą już zawsze łączyć z obroną demokracji i walką przeciw PiS-owi”.

Co ważne – w przypadku młodych – zmieniły się wektory „obciachowości”. Jak zauważa Leder, jeszcze przed momentem „nie było »obciachem« być nacjonalistą i rasistą. Otóż to się właśnie kończy”. Dla uzupełnienia dołączmy jeszcze do tego udział młodych w akcji protestacyjnej przeciw wycinaniu Puszczy Białowieskiej oraz żywą aktywność komentatorską i satyryczną w internecie.

Bliżej Wschodu niż Zachodu

Ta nieoczekiwana polityczna manifestacja młodych jest zaledwie częścią większej i bardzo gęstej sieci relacji, w jakiej funkcjonuje w dzisiejszej Polsce młodość i „młodzieżowość”. Wszyscy się zgadzają, że oczywiste, biologiczne cechy młodości od początku istnienia współczesnej kultury popularnej (a niektórzy uważają, że od rewolucji francuskiej) oznaczają osobniczą i zbiorową atrakcyjność, która podporządkowuje sobie masowe gusty estetyczne, mody, a nawet ekonomię. Tyle że na początku naszej transformacji w pierwszej połowie lat 90. hasło młodość niosło ze sobą wizję pozytywnej przyszłości, co znalazło pewien wyraz w przeniesionym z Zachodu hedonizmie à la yuppies i rymowało się z przeświadczeniem o ostatecznej klęsce totalitaryzmów (tak czytaliśmy „Koniec historii” Fukuyamy), dziś natomiast młodość w wielu dysputach publicznych kojarzy się głównie z niepewnością jutra, prekariatem i umowami śmieciowymi.

To samo dotyczy pojęcia „młodzież”. Na początku nowej Polski w TVP emitowano prowadzony przez Krzysztofa Ibisza program dla młodzieży „Klub Yuppies”. Promowany tam wizerunek młodych Polaków sprawiał wrażenie groteskowej ilustracji wyobrażeń rodzimych fanów Margaret Thatcher o dobrym społeczeństwie: młody miał zachowywać jakąś dozę przyrodzonej wiekowi spontaniczności (służyły temu wydawane przez Ibisza i zgromadzoną w studiu młodzież okrzyki entuzjazmu), ale przede wszystkim traktowany był jako przyszły biznesmen albo specjalista od marketingu. Skojarzenia związane z młodzieżowym stylem życia szybko odklejały się od subkulturowości, antysystemowości, buntu i wkrótce zarówno w przekazie medialnym, jak i w potocznej świadomości zaczęły dominować dwie figury młodego Polaka: konformisty zaprzęgniętego do korporacyjnego kieratu i – opozycyjnie – młodego bezrobotnego. Niecałą dekadę później doszedł do tego optymistyczny wizerunek euroentuzjasty, który po wstąpieniu Polski do Unii przybrał postać młodego Polaka obywatela Europy, ale jednocześnie powrócił dobrze znany konflikt między „kosmopolitą” a „patriotą”, wykorzystywany intensywnie przez polityków prawicy.

W efekcie młodzież stała się ważnym podmiotem rodzimego odpowiednika „zwrotu konserwatywnego” w krajach zachodnich. Czyli recydywy prawicowego populizmu. U nas – co pokazały przede wszystkim ostatnie wybory parlamentarne – to właśnie młodzi udzielili gremialnego poparcia Korwin-Mikkemu i Kukizowi, polskim eksponentom postaw charakterystycznych dla amerykańskiej alt-prawicy czy francuskiego Frontu Narodowego. I na tej właśnie fali dokonała się jakże charakterystyczna metamorfoza folkloru kibicowskiego, niegdyś antysystemowo-chuligańskiego, który dziś na potęgę stosuje w tak zwanych oprawach meczowych symbolikę nacjonalistyczną – ostatni akt to wyeksponowany na trybunach Legii gigantyczny obraz z niemieckim oficerem przystawiającym pistolet do głowy dziecka.

Zohydzając Niemca-sadystę, kibice nie tyle uczcili, ile raczej wykorzystali rocznicę powstania warszawskiego, zaś ich pomysł znakomicie wkomponował się w kolejną antyniemiecką akcję PiS domagającego się wojennych reparacji od Niemiec.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną