Kawiarnia literacka

Listy do przepaści
Słów kilka o pisarzu, który mógłby postawić nas ponad podziałami ideologicznymi, gdybyśmy tylko mieli serca i głowy otwarte na inność.

Dynamika, z jaką powracają co jakiś czas rytuały obywatelskiego nieposłuszeństwa, budzi mój największy podziw i trwogę jednocześnie. Nie wiem, jak do tego doszło, ale podpisuję listy słane do prezydenta albo manifesty Kultury Niepodległej. Podpisuję coś, co mnie brzydzi i fascynuje. Z jednej strony uczestniczę w rytuałach, które, wydawało mi się, określane są przez ciemne lata średniowiecza PRL. Z drugiej strony rytuały te okazują się jakimś tragicznym, ostatnim gestem niezgody dla kogoś, kto nie ma temperamentu ulicznego rozrabiaki.

Sygnatariuszy tych listów jest sporo. Paru spotkałem gdzieś, kiedyś, w innych czasach najwidoczniej, w jakimś innym kraju najpewniej. Zapewne niczym poważnym nie grozi dziś podpisywanie listów słanych do lokatora Pałacu Prezydenckiego. On raczej ich nie czyta. A nawet jeżeli czyta, to nie musi przecież od razu odpisywać. Taka korespondencyjna uległość źle świadczyłaby o majestacie sprawowanego urzędu. Najbardziej zastanawia mnie moja własna uległość i łatwość, z jaką przychodzi mi składanie podpisów zazwyczaj w słusznych, z mojego punktu widzenia, sprawach. Być może te listy pozostaną jako dowód w sprawie nadużyć władzy? A może jednak staną się li tylko archiwum określonej moralności i skarbnicą postaw opozycyjnych, kiedy już dzisiejsi ciemiężeni zaczną ciemiężyć wczorajszych kacyków władzy? Tak się najpewniej stanie.

Ale zanim to nastąpi, słów kilka o pisarzu, który mógłby postawić nas ponad podziałami ideologicznymi, gdybyśmy tylko mieli serca i głowy otwarte na inność. Pisarz ten podpisywał sporo listów. Generalnie cała jego korespondencja jest bardzo pouczająca, podobnie jak jego wiersze, prozy, eseje i varia. Witold Wirpsza, bo o nim mowa, urodził się w radosnym dla Polski 1918 r. Z tej Polski został wygnany do Berlina w 1971 r. po opublikowaniu książki „Polaku, kim jesteś?” i zapisie na jego twórczość. Książka ta, słynna dla wielu, a dla większości narodu zupełnie nieznana, na dobrą sprawę opowiada o naszej teraźniejszości dalece bardziej niuansowo niż język socjologii i psychologii społecznej.

Niedawno ukazał się tom rozproszonych po prasie tekstów Wirpszy zatytułowany „Varia. Eseje. Prozy”. Z tej triady chyba najdotkliwiej czyta się eseje poświęcone emigracji i sytuacji w Polsce, pisane przez kogoś, komu dobro tego kraju ewidentnie leżało na sercu, a stosunek do ojczyzny najlepiej określało niemieckie pojęcie Hassliebe. Uczucia skrajnej miłości i nienawiści jednocześnie doskonale organizują pisanie Wirpszy, przydają mu harmonijnej nuty, są negocjacją przeciwieństw w każdym zdaniu. Na przykład w „Liście do Jana Józefa Lipskiego” pisze: „Rosja byłaby wspaniałym krajem, gdyby nie Rosjanie. Rosjanie byliby wspaniałymi ludźmi, gdyby nie Rosja. A czy u innych nacji europejskich (Polaków nie wyłączając) nie zauważamy podobnego zjawiska – innymi słowami swoistego zmącenia poczucia tożsamości narodowej? Czy Hassliebe w stosunkach między poszczególnymi narodami nie jest derywatem uczucia Hassliebe wobec narodu własnego? Otóż myślę, że jeżeli megalomanię i kompleksy niższości dałoby się tak czy inaczej zracjonalizować i tym samym uleczyć, to Hassliebe jest irracjonalna i leczyć się znanymi sposobami chyba nie daje”. No i mamy w tym zdaniu piękną ścieżkę ucieczki od dychotomicznych podziałów orających naszą wyobraźnię zbiorową. Łączy nas Polaków po prostu bzik tropikalny miłości i świrek nienawiści do samych siebie, ojczyzny, języka, tradycji, obcych. Niczym się nie różnimy od całej reszty świata.

Wkrótce będziemy się różnić bardziej. Skoro na listach lektur szkolnych nie będzie już Miłosza, Schulza, Kafki i paru innych innowierców, to faktycznie troszkę się światu postawimy. Wirpsza na te listy nigdy nie trafił i nie trafi. A powinien oczywiście. Chociażby ze względu na swoją dalekosiężną przenikliwość dotyczącą tzw. ducha polskiego, czyli tego naczelnego fantazmatu, który czyni z tego kraju zagrodę i wylęgarnię Ubu Króli i Patafizyków. Miał Wirpsza równie racjonalne poglądy w temacie związków polskiego nacjonalizmu w służbie wielkoruskiego szowinizmu. A jako że umarł w Niemczech, wiedział, co mówi. Jest jeszcze parę ważnych argumentów za Wirpszą w podręcznikach szkolnych. Dajmy na to taki, również z listu. Tym razem Czesława Miłosza do Konstantego Jeleńskiego, gdzie Miłosz określa Wirpszę pieszczotliwym rzeczownikiem „gnida”. Jakże musiał się noblista liczyć z autorem „Faetona”, skoro tak mu puściły nerwy!

Wirpsza to „anty-Miłosz”. Jest awangardowym rewersem polskiej tradycji literackiej XX w., stanowi jej niedocieczoną „cześć przeklętą”. Jego pisanie to właśnie utęskniona przez Miłosza forma bardziej pojemna, która działa jak wchłaniacz dymów i wyziewów nienawiści i miłości, z jaką Polacy traktują siebie wzajem. Wirpsza jest po prostu za mądry na ten narodek. Czasami trudno uwierzyć, że trafiło go fatum języka polskiego. Poszerzył możliwości polszczyzny literackiej niebosiężnie, jednak pozostał jej zakładnikiem i ofiarą. Dał, wraz z żoną Marią Kurecką, kongenialny przekład „Doktora Faustusa” Tomasza Manna. To symptomatyczne, że przełożył dzieło, którego bohater, jak wiemy doskonale, zatraca się w Hassliebe. Miłość i nienawiść do sztuki powodują, że Adrian Leverkühn koresponduje już tylko z szaleństwem i diabłem. Być może szaleństwo Hassliebe może nas wszystkich połączyć w jednym, wielkim, mylnym pochodzie na skraj przepaści historycznej. Albo po prostu zostanie po staremu w Polsce. Czyli w Nigdzie.

***

Krzysztof Siwczyk, jedyny w Polsce poeta, który jest jednocześnie krytykiem literackim, felietonistą oraz aktorem (zagrał świetnie głównego bohatera filmu Lecha Majewskiego „Wojaczek”). W 2016 r. wydał tom wierszy „Jasnopis”. Pracuje w Instytucie Mikołowskim znajdującym się w domu, w którym mieszkał Rafał Wojaczek.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną