Kawiarnia literacka

Listy do przepaści
Słów kilka o pisarzu, który mógłby postawić nas ponad podziałami ideologicznymi, gdybyśmy tylko mieli serca i głowy otwarte na inność.

Dynamika, z jaką powracają co jakiś czas rytuały obywatelskiego nieposłuszeństwa, budzi mój największy podziw i trwogę jednocześnie. Nie wiem, jak do tego doszło, ale podpisuję listy słane do prezydenta albo manifesty Kultury Niepodległej. Podpisuję coś, co mnie brzydzi i fascynuje. Z jednej strony uczestniczę w rytuałach, które, wydawało mi się, określane są przez ciemne lata średniowiecza PRL. Z drugiej strony rytuały te okazują się jakimś tragicznym, ostatnim gestem niezgody dla kogoś, kto nie ma temperamentu ulicznego rozrabiaki.

Sygnatariuszy tych listów jest sporo. Paru spotkałem gdzieś, kiedyś, w innych czasach najwidoczniej, w jakimś innym kraju najpewniej. Zapewne niczym poważnym nie grozi dziś podpisywanie listów słanych do lokatora Pałacu Prezydenckiego. On raczej ich nie czyta. A nawet jeżeli czyta, to nie musi przecież od razu odpisywać. Taka korespondencyjna uległość źle świadczyłaby o majestacie sprawowanego urzędu. Najbardziej zastanawia mnie moja własna uległość i łatwość, z jaką przychodzi mi składanie podpisów zazwyczaj w słusznych, z mojego punktu widzenia, sprawach.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną