Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kultura

Podkarpackie drewnale

Wiejskie drewniane chaty z niezwykłymi malunkami

Komańcza, przodkowie i potomkowie. Władysław Kopylec (z lewej) z rodziną. Komańcza, przodkowie i potomkowie. Władysław Kopylec (z lewej) z rodziną. Aleksandra Kozłowska
Sanocki artysta utrwala przodków rodzin z Podkarpacia na ściennych obrazach nazywanych drewnalami.
Ulubiony drewnal Arkadiusza Andrejkowa w Załużu.Aleksandra Kozłowska Ulubiony drewnal Arkadiusza Andrejkowa w Załużu.

Babcia Rozalia, zwana Rozalijką, na zdjęciu jest jeszcze małą dziewczynką. Siedzi na kolanach kobiety w białej chuście i nie wie, że wkrótce zostanie sierotą. Że zao-piekuje się nią niemiecka rodzina, że ledwie podrośnie, będzie musiała pójść do pracy. Nie wie, że mając 18 lat, wyjdzie za mąż za leśnika, Łemka o imieniu Jan. Tym bardziej nie może wiedzieć, że 80 lat później ta fotografia posłuży za kanwę obrazu, który sanocki malarz i muralista Arkadiusz Andrejkow namaluje w Komańczy na ścianie stodoły w gospodarstwie jej syna Władysława.

– Babcia Rozalia urodziła się w 1933 r. Jako dziecko mieszkała w Sieklówce koło Jasła. Tutaj przyjechała do pracy – opowiada Renata, trzydziestoparo-latka od dziecka żyjąca w Komańczy. O samym zdjęciu ani ona, ani jej wujek Włady-sław Kopylec (66 lat, urodzony w Komańczy), syn Rozalii, wiele powiedzieć nie mogą. Nie jest podpisane, nie wiadomo nawet, gdzie i kiedy dokładnie zostało zrobione. Nie ma też już kogo o to zapytać.

– Rozalia była Polką z krwi i kości, rzymską katoliczką, a tata Łemko – prawosławny. A ja? Ja jestem wymieszany – śmieje się Władysław Kopylec. – Tym bardziej że mam żonę Ukrainkę. Tu zresztą prawie nie ma domu, który nie byłby pomieszany. Ksiądz po kolędzie przychodzi jeden, za dwa tygodnie następny. Teraz był Różaniec do Granic. No to wszyscy – z kościoła do cerkwi, potem do następnej cerkwi.

Opowieściom pilnie przysłuchuje się 13-letni Hubert, syn Renaty. Okulary, bluza z piastowskim orłem. Interesuje się historią, pamięta imiona dziadków i pradziadków, czasem poprawia w tym mamę. Będzie tworzył drzewo genealogiczne. – Choćby po tym zdjęciu wiem, jak szybko zapomina się o przodkach. To, co niezapisane, nie przetrwa – mówi z poważną miną.

Polityka 49.2017 (3139) z dnia 05.12.2017; Na własne oczy; s. 116
Oryginalny tytuł tekstu: "Podkarpackie drewnale"
Reklama