Władza na potęgę produkuje nowe instytuty. Po co?

Bareja w Instytucie
Autorytarne ciągoty obecnej władzy przejawiają się m.in. w produkowaniu nowych instytucji. Skutki bywają groteskowe.
Piotr Gliński
MKiDN/mat. pr.

Piotr Gliński

Autorytarne ciągoty obecnej władzy przejawiają się m.in. w produkowaniu nowych instytucji, które mają organizować i nadzorować kolejne sfery życia. Instytuty, centra, ośrodki. Bywa, że ów trend przybiera wręcz groteskowy charakter. Oto dwa przykłady.

Pierwszy dotyczy przestrzeni publicznej. Że kłuje w oczy, nie trzeba nikogo przekonywać. Że beztroska i bezczelność inwestorów i deweloperów rujnuje jakość miejskiego krajobrazu – także. Gdy więc w listopadzie minister kultury i dziedzictwa narodowego zdecydował się stworzyć Narodowy Instytut Architektury i Urbanistyki, idea znalazła wielu zwolenników. Aliści nie minęło kilka tygodni, a Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa poinformowało, że kończy prace nad powołaniem... Narodowego Instytutu Urbanistyki i Architektury.

Nie, to nie kiepski żart ani wyimek z filmu Barei. To dzieje się naprawdę. Nic więc dziwnego, że gdy informacja pojawiła się na środowiskowych portalach, po chwili niedowierzania sypnęły się żarty, a jeden z internautów zaproponował, by w najbliższym czasie powołać jeszcze: Narodowe Centrum Głównego Architekta Rzeczpospolitej, Zintegrowany Narodowy Instytut Planowania Architektonicznego, Urbanistyczne Centrum Planowania Rzeczpospolitej, Narodowy Instytut Architektury Polskiej, Centralny Komitet Urbanistyki i Architektury Rzeczpospolitej, Scentralizowany Urząd ds. Projektowania Przestrzeni i Budownictwa Narodowego i Niezależny Narodowy Instytut Myśli Architektonicznej i Rozwoju Urbanistycznego Kraju.

O instytucie „kulturalnym” wiemy na razie tyle, że ma adres, regon i dyrektora, skądinąd świetnego architekta Bolesława Stelmacha. Mimo dwóch miesięcy, jakie upłynęły od powołania instytucji, nie doczekaliśmy się jej internetowej strony ani jakichkolwiek oznak aktywności. Instytut „budowlany” teoretycznie miał rozpocząć działalność 1 stycznia 2018 roku. Wiadomo o nim na razie tylko tyle, że ma zajmować się szczególnie intensywnie i naukowo programem „Mieszkanie Plus”. Wprawdzie wygląd naszych miast i wsi nadal woła o pomstę do nieba, ale teraz przynajmniej będzie ktoś (a nawet dwa „ktosie”), kto owej pomście będzie się uważnie przyglądał.

Polak, Węgier – dwa bratanki

I przykład drugi. Wizyta na Węgrzech premiera Morawieckiego tak go rozochociła, że podjął decyzję o powołaniu do życia, od marca tego roku, Instytutu Współpracy Polsko-Węgierskiej. Nowe ciało, z budżetem 6 mln złotych, będzie miało oczywiście dyrektora (10 tys. pensji) i aż dwie rady: Radę Instytutu i Międzynarodową Radę Instytutu. Idąc tropem myślenia internautów, wypada stwierdzić, że w tym przypadku perspektywy są jeszcze lepsze, bo przecież samo ONZ to 193 członków, a przecież to nie wszystkie możliwości, bo można pomyśleć choćby o Instytucie Współpracy Polska-San Escobar.

Wśród celów działalności nowego instytutu wpisano m.in. „przekazywanie młodym pokoleniom znaczenia tradycji polsko-węgierskiej”, ale też „nawiązywanie kontaktów”, „wzmocnienie współpracy”, „wspieranie inicjatyw”, „wspieranie wzajemnej myśli innowacyjnej” (!!!), a także – co stanowi chyba sól tego projektu – „finansowanie przedsięwzięć”.

Nieważne, że mamy już kilka rządowych agend (z Instytutem Adama Mickiewicza na czele) zajmujących się z założenia i zazwyczaj profesjonalnie kulturalnymi, gospodarczymi i wszelkimi innymi kontaktami ze światem. Węgry jednak postanowiono wyróżnić, dopieścić, specjalnie uhonorować. Wszak mają nas ratować w UE, a poza tym to powiedzenie o dwóch bratankach...

Pamiętam czasy, gdy szczególną atencją komunistycznych władz PRL cieszyło się Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Radzieckiej. Z niemal identycznie naznaczonymi celami. Wraca nowe?

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną