W co inwestuje minister kultury

Dziedzictwo rozdawnictwa
Minister kultury Piotr Gliński lubi zakupy i ma na nie większy niż poprzednicy budżet. Rachunki pokazują jednak, że woli inwestycję w antyki i pamiątki po zmarłych niż w przyszłość.
Minister Gliński przejmuje Mazowsze.
Leszek Szymański/PAP

Minister Gliński przejmuje Mazowsze.

Spektakularna była akcja odkupienia od rodziny Czartoryskich ich kolekcji, z „Damą z łasiczką” Leonarda da Vinci.
mat. pr.

Spektakularna była akcja odkupienia od rodziny Czartoryskich ich kolekcji, z „Damą z łasiczką” Leonarda da Vinci.

audio

AudioPolityka Piotr Sarzyński - Dziedzictwo rozdawnictwa

Nakłady na kulturę w ciągu ostatnich dwóch lat wzrosły o ponad 20 proc., przekraczając wreszcie magiczny i nieosiągalny, wydawało się, próg 1 proc. budżetu państwa. Z potężnej ponad 4-miliardowej kwoty aż 3,8 mld pozostaje w dyspozycji resortu kierowanego przez ministra kultury (po raz pierwszy w III RP w randze wicepremiera) Piotra Glińskiego. Dla porównania jego poprzedniczka minister Małgorzata Omilanowska miała do dyspozycji 2,9 mld. Pieniędzy jest dużo, ale ich dzielenie odbywa się wedle reguł oddających ducha tej administracji. Przyjrzyjmy się najbardziej charakterystycznym cechom zarządzania publicznym groszem przez resort kultury.

1.

Da się! Część problemów ciągnących się latami ekipie PiS udało się załatwić zaskakująco łatwo. Począwszy od wspomnianego już 1 proc. na kulturę, po likwidację limitu przychodów objętych 50-procentowymi kosztami uzysku dla twórców. Spektakularna była akcja odkupienia od rodziny Czartoryskich ich kolekcji, z „Damą z łasiczką” Leonarda da Vinci. Przy okazji ministerstwo tak się zakupami rozochociło, że nabyło także zamek w Gołuchowie oraz marniejący hotel Cracovia, a beneficjentami tych decyzji stały się muzea narodowe w Poznaniu i Krakowie.

Sprawniej i efektowniej wygląda kupowanie niż załatwianie systemowych problemów. Ministerstwo przejęło więc na garnuszek resortu zespoły Mazowsze i Śląsk oraz powołało Narodowe Muzeum Techniki – co pozwoliło uratować cenne zbiory zgromadzone w Pałacu Kultury i Nauki (to kolejny przypadek, który przez lata należał do kategorii „nie da się”) – ale nie poradziło sobie dotąd z problemami, których unikały poprzednie rządy: świadczeniami emerytalnymi twórców czy kwestią abonamentu RTV.

O tym, że fundusze to nie wszystko, przekonuje szeroko reklamowany konkurs na scenariusz filmu z fabułą osadzoną w historii Polski. Nieporozumieniem okazał się szalony pomysł, by z Narodowego Funduszu Ochrony Zabytków odbudowywać zamki z czasów Kazimierza Wielkiego. Wola ministra nie wystarczyła także, by to do Polski, a konkretnie do Łodzi, trafiła organizacja Expo 2022. Ministerstwo musiało też wstrzymać triumfalnie ogłaszany już w mediach zakup Polskich Nagrań, które najpierw za 8,1 mln zł zostały sprzedane po upadłości w ręce prywatne, a teraz za kilkakrotnie większe pieniądze (ale czy potrzebnie? – opinie na ten temat są podzielone) mają wrócić na państwowy garnuszek.

Nie wiadomo też, jak zakończy się bój o Muzeum Polskie w szwajcarskim Rapperswilu. Wprawdzie minister Gliński stanowczo oświadczył, że placówka prezentująca polskie zbiory historyczne „musi zostać”, ale w tym przypadku jego ewentualna hojność i determinacja na niewiele się zdadzą. Zamek, w którym mieści się muzeum, należy bowiem do lokalnych władz samorządowych, a kto choć trochę zna Szwajcarię, ten wie, jak bardzo niezależne są to organy. I tym razem wydają się mieć zupełnie inny pomysł na to miejsce.

Opcja „da się” oczywiście sporo kosztuje. Za kolekcję Czartoryskich zapłacono 100 mln euro, czyli mniej więcej jedną dziesiątą budżetu rocznego ministerstwa. Teoretycznie to mnóstwo pieniędzy, choć akurat w tym przypadku transakcję można uznać za bardzo korzystną. Hotel Cracovia (adaptowany na oddział designu Muzeum Narodowego) kosztował 29 mln zł, zamek w Gołuchowie – kolejne 20 mln, a taki choćby zespół Mazowsze będzie kosztował resort każdego roku 20 mln (Śląsk jest tańszy – tylko 5 mln zł) – i to są już zakupy, nad których sensownością można by podyskutować.

2.

Pod kontrolą. Minister Gliński, wzorem kolegów z rządu, woli mieć rzeczy pod kontrolą, niż puszczać je na żywioł. Podstawowym i powszechnym mechanizmem kontrolowania jest oczywiście obsadzenie podległych instytucji zaufanymi ludźmi. Na tle innych resortów, w których miotła „dobrej zmiany” wymiatała równo, dokładnie i do końca, Piotr Gliński zachowuje i tak pewną powściągliwość. Źle oceniane dyrektorskie roszady w Narodowym Instytucie Audiowizualnym, Instytucie Książki, Muzeum II Wojny Światowej, Starym Teatrze czy Polskim Instytucie Sztuki Filmowej zaciążyły zresztą na wizerunku ministra. Ale wiele instytucji pozostało pod dawnymi rządami, a niekiedy kontrakty – wbrew spekulacjom środowiska – zostały przedłużone szefom z poprzedniego nadania (Hanna Wróblewska w Narodowej Galerii Zachęta czy Waldemar Dąbrowski w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej). Merytorycznie dobre (choć czy niezbędne?) wydały się nowe nominacje w Instytucie Adama Mickiewicza czy w Międzynarodowym Centrum Kultury.

Bardziej finezyjnym sposobem rozszerzania pola wpływu jest przejmowanie pod swe skrzydła różnych instytucji kultury. Niekiedy na zasadzie współfinansowania, niekiedy – dopisania do ministerialnej listy posiadania. Wspomniałem już o Mazowszu, Śląsku czy Narodowym Muzeum Techniki (odkupionym od Naczelnej Organizacji Technicznej). Ale lista instytucji przyjętych ostatnio pod opiekuńcze skrzydła resortu jest dużo dłuższa i obejmuje m.in. kilka studiów filmowych (Miniatur w Warszawie, Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej, Polskiej Kroniki Filmowej), Polskie Wydawnictwo Muzyczne, Państwowy Instytut Wydawniczy. Natomiast częściowo pod te skrzydła (współprowadzenie) udało się wskoczyć Teatrowi Polskiemu w Warszawie, filharmoniom w Szczecinie, Łomży i Rzeszowie, Centrum Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. W kolejce zaś czekają m.in. Teatr Muzyczny i filharmonia w Łodzi, Orkiestra Kameralna Polskiego Radia. O skali tego procederu może świadczyć fakt, że spośród 145,7 mln zł przeznaczonych w 2017 r. z budżetu resortu na instytucje współprowadzone aż 32 mln (22 proc.) zarezerwowane zostało na nowych podopiecznych.

Kontroli opiera się skutecznie cały sektor kultury podległej samorządom. Choć zakusy były od początku. Już cztery dni po przyjęciu ministerialnej teki Piotr Gliński wystosował list do marszałka województwa dolnośląskiego z żądaniem wstrzymania przygotowań do premiery spektaklu „Śmierć i dziewczyna” we wrocławskim Teatrze Polskim i z lekko tylko zawoalowaną groźbą wstrzymania dotacji. Później były kolejne próby nacisków i sięganie po finansowy straszak, jak w przypadku teatralnych festiwali Malta oraz Dialog, a także Teatru Powszechnego w Warszawie. Minister się uaktywniał, gdy na horyzoncie pojawiała się postać reżysera Olivera Frljicia. Niestety, dwa razy straszak wystrzelił ostrą amunicją i dla obu festiwali skończyło się to odebraniem (z naruszeniem umów) resortowych dotacji.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną