Kawiarnia literacka: Renata Lis

Pierścień szczurołapa
Za dużo mamy sił i zbyt wiele pychy. Możliwe, że to przez zbyt łagodny klimat żyjemy w oparach absurdu.

Żyjemy w oparach absurdu, a im bardziej oddalamy się od Polski, tym lepiej to widać.

Piszę to na Lesbos, na jej południowo-zachodnim krańcu – w apokaliptycznym pejzażu wulkanicznych rumowisk. Na szczycie najwyższej góry w okolicy przycupnął monaster Jana Ewangelisty ze swoimi mieszkańcami, którzy z mnisich cel kontemplują kamienną pustynię i krążące nad nią kruki. Niedaleko stąd, jak głosi legenda, morze wyrzuciło na brzeg głowę Orfeusza, która nadal śpiewała jego pieśni. Znalazł ją i pochował Terpander z Antissy, a śpiew Orfeusza podjął wiatr, którego później słuchała Safona.

Do miejsca, gdzie urodziła się Poetka, codziennie zjeżdżają kobiety z zachodniej Europy – Eresos Women Festival rozpoczyna się jutro. Jedne przyjechały z partnerkami, inne same albo w grupie; są w różnym wieku. Szczególnie wiele widać w tym roku kobiet – jak powiedzieliby biskupi – uporządkowanych emocjonalnie: z żonami i dziećmi. Nadmorska osada przez dwa tygodnie będzie błyszczała ich miłością, a zadowoleni właściciele tawern i sklepików będą liczyć zyski – na te dwa tygodnie czekali cały rok. Podupadłe Eresos żyje z zagranicznych lesbijek i dzięki nim – to one założyły firmy Sapho Travel i Sapho Estate, i to one generują niemal cały ruch w lokalnych nieruchomościach i turystyce. Niektóre zostają na zawsze; w tym roku dwie osadniczki zawarły w Eresos pierwszy formalny jednopłciowy związek. Ślubną sesję fotograficzną urządziła im pod pomnikiem Safony urodzona na Lesbos dokumentalistka Tzeli Hadjidimitriou, autorka przepięknych zdjęć i filmów o wyspie – posługująca się kamerą poetka.

Eresos wygląda jak urzeczywistniona utopia, choć na początku – jak mówiła mi Tzeli – bynajmniej nie było łatwo: trzeba się było przekopać przez geologiczne pokłady uprzedzeń. Bo na Lesbos też ich nie brakuje – jak wszędzie, gdzie dominuje chrześcijaństwo ze swoją wąską (delikatnie rzecz ujmując) koncepcją seksualności i gdzie antropologiczna mądrość starożytnych została zaprzepaszczona. Grecy są społeczeństwem tradycyjnym, a ich konserwatyzm dobrze wyraża choćby ten obraz Teofilosa, cenionego na świecie prymitywisty z Lesbos: mężczyzna i kobieta w tradycyjnych strojach, on trzyma różaniec i sierp, podczas gdy ona, cała w czerni i wyraźnie niższa, przędzie; obie sylwetki płaskie jak na ikonie i w gruncie rzeczy to jest ikona – wzór uświęconego tradycją patriarchalnego życia.

Mimo to miejscowi nauczyli się żyć z lesbijkami. Nie obok czy pomimo nich, ale właśnie z nimi, współdzieląc plażę i inne miejsca publiczne, w których mieszają się z przybyszkami bez śladu napięcia, wręcz przeciwnie – z całą naturalnością i życzliwością. Wczoraj wieczorem, na głównej uliczce, którą czasem przechadza się pop, widziałam taką scenę: na ławeczce pod ścianą siedziało sobie rzędem kilka starszych Greczynek, które odwiecznym zwyczajem wyszły pogadać z sąsiadkami o życiu, i gdy one tak siedziały i gadały, łagodnie opływał je strumień kobiecych par z kontynentu. Jedne i drugie tak samo uprawnione ze swoim sposobem życia, jedne i drugie tak samo szczęśliwe, że doczekały się zachodu rozżarzonej kuli za horyzont. Jakby jedne i drugie intuicyjnie wiedziały, że w obliczu słońca wszyscy jesteśmy równi. Greckie fatum to przecież nic innego jak okrutne słońce w przebraniu.

Kto wie, może właśnie tego nam potrzeba – takiej ostatecznej perspektywy, którą w Grecji narzuca ciężki klimat – żeby rzeczy odzyskały właściwe proporcje i człowiek przestał się czepiać innych? Możliwe, że to przez umiarkowany klimat my w Polsce tę ostateczną perspektywę straciliśmy z oczu i dlatego tak małostkowo dręczymy bliźnich, którzy nie pasują do większości. Za dużo mamy sił i zbyt wiele pychy. Możliwe, że to dlatego – przez zbyt łagodny klimat – żyjemy w oparach absurdu.

Czasem te opary robią się krwawe. Przyznaję: gdybym się wylogowała z sieci na wakacje, jak uczą spece od szczęścia, nic bym o tym nie wiedziała, ale nie zrobiłam tego i niestety dopadła mnie wieść, że prezydent naszej fantastycznej ojczyzny retrospektywnie tęskni za rozlewem krwi. Jego zdaniem, ponieważ w czasie solidarnościowej rewolucji i przemian 1989 r. nie polała się krew, teraz toczą nas choróbska, takie jak szacunek dla konstytucji czy sławetna franca „gender”. A przecież wystarczyłoby, żeby „Polacy” wyrżnęli „komunistów” i Polska byłaby dzisiaj jakże miłą sercu prezydenta teokracją z nacjonalistycznym zapaszkiem. Oczywiście partia i rząd dzielnie walczą z fatalnymi następstwami bezkrwawej rewolucji, ale pomyślmy tylko, ile dodatkowej energii można by skierować na budowę dobrozmianu, gdyby wtedy polała się krew!

Prezydent, którego znakiem rozpoznawczym stał się harcerzykowo-kościółkowy infantylizm historiozoficzny, posłużył się tu odrażającym konceptem, którego nie on jest autorem. Takie pokraczne hybrydy „Króla-Ducha” z Nietzschem dla ubogich nie rodzą się w głowach harcerzy – one powstają w chorych umysłach pączusiów, którzy żyją wygodnie w każdym systemie i nigdy nie wąchali prochu. Potrafią też zadbać, żeby prochu nie powąchały ich dzieci i wnuki, bo ta krew, która ma się polać, nigdy nie jest krwią tych, którzy o niej bredzą – to krew najprostszych z prostych, biednych ludzi, którzy nie mają dokąd uciec, zgwałconych kobiet i zamordowanych dzieci. I choć prezydent ma u mnie bogate dossier, to za ten jeden występ przyznaję mu – zgodnie z ostatnią modą – Pierścień Hańby im. Szczurołapa z Hameln, uwodziciela na usługach śmierci, o którym pisali Goethe i bracia Grimm.

***

Renata Lis – wydała dwie parabiografie pisarzy: „Ręka Flauberta” i „W lodach Prowansji. Bunin na wygnaniu”, obie nominowane m.in. do Nagrody Literackiej Nike. Przetłumaczyła też z rosyjskiego książkę Leonida Bieżyna o wyprawie Czechowa na Sachalin pt. „Droga na wyspę katorżników”. Ostatnio ukazała się jej książka eseistyczna „Lesbos”.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną