Kultura

Światowa i Małomiasteczkowy

Kulig i Podsiadło. Co ich łączy, co dzieli?

To był ich sezon, ale to nie są artyści jednego sezonu. Joanna Kulig i Dawid Podsiadło. To był ich sezon, ale to nie są artyści jednego sezonu. Joanna Kulig i Dawid Podsiadło. Kamil Piklikiewicz/East News, Leszek Zych / Polityka
Joannę Kulig i Dawida Podsiadłę, bohaterów roku w polskiej kulturze masowej, laureatów Paszportów POLITYKI, mnóstwo różni, ale łączy zbyt wiele, żeby to uznać za czysty przypadek.
Joanna Kulig, „Szansa na sukces”, 1998 r.Ireneusz Sobieszczuk/TVP/East News Joanna Kulig, „Szansa na sukces”, 1998 r.
Dawid Podsiadło, „X Factor”, 2011 r.TVN Dawid Podsiadło, „X Factor”, 2011 r.

Artykuł w wersji audio

W jednym czerwcowym tygodniu ubiegłego roku dwie kariery nabrały rozpędu rzadko w Polsce notowanego. A przy tym nieopartego na jakimś marketingowym oszustwie. Nawet krytycy „Małomiasteczkowego”, przeboju ostatnich wakacji, który pojawił się 6 czerwca, przyznawali, że to repertuar, którego przynajmniej nie trzeba się wstydzić. Piosenka miała charakter, tekst traktował o czymś, a rzadką w śpiewanej polszczyźnie rytmiczną figurę z sześciosylabowym wyrazem zbudował sam wykonawca, 25-letni Dawid Podsiadło.

Z kolei nawet ci, którzy nie wpadli w euforię po premierze „Zimnej wojny” 8 czerwca, doceniali stylizację i przyznawali, że rola Zuli, granej przez Joannę Kulig, robi niesamowite wrażenie. A ponieważ film Pawła Pawlikowskiego, świetnie przyjęty i nagrodzony w Cannes, wszedł do kin na całym świecie, 36-letnia polska aktorka (o której występach za granicą pisaliśmy już w noworocznym wydaniu POLITYKI) stała się bohaterką obcojęzycznych mediów.

W połowie grudnia kolejne świetne recenzje i gratulacje za Europejską Nagrodę Filmową Kulig przyjmowała już w Kalifornii, oczekując tam na nominacje oscarowe i narodziny dziecka. Dawid Podsiadło, z potrójną platynową płytą za opublikowany w październiku album na koncie, kończył wtedy triumfalną, wyprzedaną w całości Małomiasteczkową Trasę koncertową po największych polskich salach, dziękując publiczności, w sumie ponadstutysięcznej. Ona światowa, on małomiasteczkowy. Ale w sumie oboje z małych miast – ona z Muszynki koło Krynicy-Zdroju, on z Dąbrowy Górniczej – brnący przez castingi telewizyjnych show.

Upór i rozczarowanie

Polska poznała Joannę Kulig tak jak my filmową Zulę. Jedna z pierwszych scen „Zimnej wojny” to przecież powojenny casting do formowanego zespołu pieśni i tańca. Przodek programów typu talent show, takich jak „Szansa na sukces”, w której 16-letnia Kulig wystąpiła w 1998 r., jeszcze jako uczennica technikum hotelarskiego z Krynicy-Zdroju, i zajęła trzecie miejsce w finale. Później próbowała sił w „Idolu”. „Ja widzę w tobie kłamstwo, ale daję ci nadzieję, bo jesteś potencjalną Lolitą Turbo 2000” – komentował jej starania ówczesny juror programu Kuba Wojewódzki.

Okazała się uparta i konsekwentna – udało jej się zdać za drugim razem na krakowską PWST, trafić na scenę, na mały i wielki ekran, ale też okazjonalnie pokazywać się na estradzie. Czasem łącząc to wszystko – jak w przerysowanej komedii „Disco polo” (2014 r.) w reżyserii swojego męża Macieja Bochniaka, gdzie zagrała gwiazdę tytułowego gatunku i królową polskiej prowincji Gensoninę.

Film Bochniaka pokazuje czasy przed nadejściem ery talent show – karierę w amerykańskim stylu trzeba było sobie z mozołem wypracować występami po dyskotekach albo wychodzić w korytarzach wytwórni płytowych. Później nadeszła era wielomilionowych oglądalności „Idola” i „X Factora”.

Muzyka pop na początku nowego wieku kojarzyła się raczej źle, wymagała odświeżenia generacyjnego. A format telewizyjnego konkursu talentów w Polsce odegrał swoją rolę, po czym zszedł na drugi plan. Dawid Podsiadło – podobnie jak Kulig śpiewający od dzieciństwa – był dla tej zmiany postacią symboliczną. Wystartował w pierwszej edycji „X Factora”, ale odpadł, zapominając tekstu piosenki. W „Mam talent” pojawił się ze swoją grupą Curly Heads, a gdy zaproponowano mu na wizji opuszczenie kolegów i samodzielny awans do dalszej rundy, odpowiedział lojalnie: „Przyszliśmy tu jako Curly Heads i wyjdziemy jako Curly Heads”.

W końcu wrócił w kolejnej edycji „X Factora”, wygrał bezapelacyjnie i dokonał swego rodzaju zemsty na formacie. Odciął się od pierwszej nagranej piosenki – duetu z jurorką Tatianą Okupnik – a w wywiadzie radiowym komentował, że talent show „odbiera osobowość”. Miał realistyczne podejście do sławy biorącej się z telewizji. „Jestem po programie, o którym ludzie zapomną, jeśli będzie następna edycja” – mówił w wywiadzie dla „Gazety Magnetofonowej”. Długo i nie bez napięć negocjował kontrakt – który w takich programach jest z góry przypisany do konkretnej wytwórni – mając świadomość tego, że wielu laureatom umowy blokowały kariery, bo byli zmuszani do robienia czegoś, czego nie chcieli. A po nagraniu, na własnych warunkach, przebojowej solowej płyty, doprowadził jeszcze do debiutu płytowego wspomnianych Curly Heads w tej samej firmie – już znacznie mniej hitowego.

Po drugiej solowej płycie „Annoyance and Disappointment” (pol. „Irytacja i rozczarowanie”) Podsiadło w równie demonstracyjny sposób wziął sobie rok urlopu od kariery i sławy, a gdy już wrócił, to na „Małomiasteczkowym” zajął się własnymi problemami z jednym i drugim, dorzucając jeszcze ważny dla wielu osób obraz konfrontacji snów człowieka z małego miasteczka z wielkim miastem, które się tymi snami żywi. Opisywał – jak mówił POLITYCE (41/18) – swoją złość na grupę ludzi, której sam był częścią: „Ludzi, którzy przyjechali do tego miasta i zaczęli podporządkowywać się regułom, które, jak im się wydaje, tutaj obowiązują”.

Małomiasteczkowy głos

Tą najbardziej znaczącą rolą, jaką odegrał u nas talent show, było otwarcie na całą Polskę. Programy tego typu jeździły po kraju, szukając talentów w eliminacjach regionalnych, zamiast czekać w studiu w Warszawie. Jeśli przejrzymy listę ich odnoszących sukcesy laureatów, zauważymy, że w ich CV największe metropolie pojawiają się rzadko. Owszem, Monika Brodka (z Twardorzeczki koło Żywca), Anna Wyszkoni (Tworków) czy Michał Szpak (Jasło) prawdopodobnie i bez tego zrobiliby w końcu kariery, ale na pewno wolniej. Podobnie pochodzący z Dąbrowy Górniczej Podsiadło czy Kulig – z beskidzkiej Muszynki.

Zula, którą Kulig gra w „Zimnej wojnie”, ma zgoła odmienną sytuację – zespół Mazurek szuka ludowych śpiewaków i bohaterka udaje, że jest góralką, podczas gdy tak naprawdę pochodzi z Tomaszowa Mazowieckiego. „Te drzwi prowadzą do świata muzyki, pieśni i tańca” – przemawia filmowy aparatczyk Lech Kaczmarek przed remontowaną w błocie siedzibą Mazurka. „Koniec z tragicznym losem Janków Muzykantów”.

Jeśli zajrzymy do biografii Kulig i Podsiadły, znajdziemy jeszcze jedno wspólne doświadczenie – fakt, że korzystali z broniącej przed tym losem, dość rozbudowanej w Polsce sieci państwowych szkół muzycznych. Bezpłatnych i nierzadko jedynych, które dają w mniej uprzywilejowanych regionach dostęp do jakiejkolwiek edukacji artystycznej. Oboje też, przyjeżdżając do wielkiego miasta, nie zostawili lokalnej tożsamości w domu. Ba, choć politycznie ostrożny i niezaangażowany, Podsiadło potrafił się na naszych łamach odnieść właśnie do wyborów lokalnych, zachęcając do głosowania. „Żeby z tego wielkiego i złowieszczego Oni zrobić fajne i nasze My. Małomiasteczkowy głos może mieć wielki kaliber” – mówił, dodając, że „brak reakcji jest przyjmowany jako aprobata”.

Całą koncepcją promocji nowego albumu Podsiadło odwrócił zresztą stały porządek, mówiący o tym, że z biegiem czasu wielkie gwiazdy grają już tylko w wielkich ośrodkach – po zeszłorocznej Małomiasteczkowej Trasie ogłosił część drugą, którą nazwał z charakterystyczną dla siebie ironią: Wielkomiejski Tour. W jego ramach zagra w niedużych salach w ponad 30 mniejszych miastach – w tym w Dąbrowie Górniczej i Krynicy-Zdroju.

Talent do show

Żadne z nich nie zostawiło też w domu swojej naturalności. U Kulig odnajdują ją teraz dziennikarze z zagranicy, ostatnio amerykańscy. Ale ta sama osoba, która prowadzącemu program w NBC wyznaje prostolinijnie: „Jestem bardzo szczęśliwa, że jestem tutaj i mogę mieć wywiad w obcym języku”, potrafiła też przerwać polski wywiad uwagą, że dziennikarz zadał właśnie głupkowate pytanie. Charakteru jej nie brak.

Podsiadło coraz sprawniej wciela się z kolei w rolę artysty stand-up comedy. Na koncertach między utworami zagaduje publiczność, wykorzystując swoją tendencję do cedzenia słów i naturalne zakłopotanie. Ten gest pozwala mu się ciągle ustawiać w roli prowincjusza w wielkim świecie, łapać dystans. Wchodzi na przykład na gwiazdorski roast Kuby Wojewódzkiego jako najpopularniejsza postać ze wszystkich obecnych i cedzi: „Pomyślałem sobie: niby sławny człowiek, Kuba Wojewódzki, pewnie będą fajni goście. Nie zawiodłem się. Był taki plakat z twarzami. Patrzę – znam”. Rzadko posuwając się do wpisanego w formułę takiego roastu frontalnego obrażania gości (najmocniejsze było bodaj „Pamiętam, witaliśmy się w garderobie, było takie cześć-cześć, niesmak mi pozostał do teraz”), okazał się bohaterem wieczoru.

To wykorzystywanie lekkiej ironii i naturalności pomaga Podsiadle w zjednywaniu sobie rówieśników w mediach społecznościowych, które takie cechy premiują. A dziś sami artyści muszą sobie radzić jako rzecznicy i komentatorzy własnej sprawy. Furorę zrobiła kilkunastosekundowa eksplozja radości Joanny Kulig po przyznaniu jej Europejskiej Nagrody Filmowej, uwieczniona w krótkim filmie na profilu artystki na Instagramie. Reakcja całkowicie spontaniczna, choć na pomysł, żeby ją utrwalić – dokładnie w momencie, gdy ze sceny padają słowa o „najlepszej europejskiej aktorce” – trzeba było wpaść wcześniej. To jak z Nosowską, zdystansowaną w wywiadach, ale otwierającą się i wygłupiającą – z dobrym dla siebie skutkiem – przed szeroką publicznością internetu.

Oczywiście są też fundamentalne różnice. Wydaje się, że aktorka ze znajomością języków i zagranicznym agentem ma dziś dużo większe szanse na pracę za granicą niż Podsiadło, choćby pisał teksty po angielsku i miał niezły akcent. Globalny rynek muzyczny jest wysycony, a po wstępnych deklaracjach (pojawił się nawet możliwy światowy pseudonim: David Ross) jakoś ucichło na temat kariery zagranicznej autora „Nie ma fal”. Choć wiadomo, że ostatnią trasę i imponujące wyniki młodego wykonawcy w serwisach streamingowych śledzą już pilnie spece ze światowych koncernów szukający następców Eda Sheerana.

Zresztą role obojga są w pewnym stopniu umowne. Kulig w „Zimnej wojnie” gra w dużej mierze muzyką – piosenką „Dwa serduszka”, której wykonania zmieniają się wraz z rozwojem relacji między dwojgiem głównych postaci. Ciągnie ją na estradę, co potwierdziła niedawno, śpiewając „Związane mam ręce” na płycie grupy Młynarski-Masecki Jazz Camerata Varsoviensis. W grudniu wystąpiła z Janem Młynarskim i Marcinem Maseckim (odpowiedzialnym za muzykę w „Zimnej wojnie”) w Los Angeles. Kulig jeszcze nas może zaskoczyć autorską płytą. Proszę się też nie dziwić, jeśli Dawid Podsiadło, z konsekwentnie rozwijanym talentem stand-upera, trafi kiedyś na kinowy ekran. To był ich sezon, ale to nie są artyści jednego sezonu.

***

O wszystkich laureatach Paszportów POLITYKI 2018 czytaj w dalszej części numeru.

Polityka 2.2019 (3193) z dnia 08.01.2019; Temat z okładki; s. 12
Oryginalny tytuł tekstu: "Światowa i Małomiasteczkowy"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Seks bez zobowiązań: tylko dla dorosłych. Czy skłonność do „znajomości na raz” będzie rosnąć?

Do Polek i Polaków dociera, że można chodzić ze sobą do łóżka bez zobowiązań, bez stresu, dla chwili przyjemności. Zdaniem specjalistów takie podejście bywa niezwykle korzystne. Pod warunkiem że jest autentyczne (i pod kilkoma innymi).

Joanna Cieśla
19.07.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną