Muzea narodowe: osobliwa zmiana warty

Wstrząsy w muzeach
Kontrowersje towarzyszące zmianie dyrektora Muzeum Narodowego w Warszawie każą przypomnieć, że nowi szefowie pojawili się ostatnio w czterech największych muzeach sztuki w Polsce. Dość osobliwa to zmiana warty.
Wystawę w Muzeum Narodowym w Krakowie poświęconą Wyspiańskiemu zobaczyło ponad 200 tys. widzów.
Bartosz Cygan/Muzeum Narodowe w Krakowie

Wystawę w Muzeum Narodowym w Krakowie poświęconą Wyspiańskiemu zobaczyło ponad 200 tys. widzów.

Wystawa „Krzycząc Polska! Niepodległa 1918” w Muzeum Narodowym w Warszawie.
Monika Bajkowska/Muzeum Narodowe w Warszawie

Wystawa „Krzycząc Polska! Niepodległa 1918” w Muzeum Narodowym w Warszawie.

audio

AudioPolityka Piotr Sarzyński - Wstrząsy w muzeach

Muzea, szczególnie te duże, tradycyjnie należały do instytucji z najbardziej stabilnymi władzami. I nic dziwnego, bo zawiadywanie nimi wymagało, cyzelowanego latami, sprawnego łączenia rozległej wiedzy zawodowej i menedżerskiej. Rekordy budzą szacunek. Stanisław Lorentz kierował Muzeum Narodowym od 1936 do 1982 r. (w czasie wojny jako intendent Stadtmuseum Warschau). Podobnie jak Feliks Kopera, który królował w Muzeum Narodowym w Krakowie między 1901 a 1950 r. Czas w tej branży wydawał się płynąć inaczej.

W ostatnich latach w aż czterech największych muzeach narodowych zmienili się sternicy. Zaczęło się od Wrocławia, gdzie schedę po Mariuszu Hermansdorferze przejął w 2014 r. Piotr Oszczanowski. Zastąpił prawdziwą legendę, przez 30 lat kierowania placówką poprzedni jej szef wyrobił sobie bowiem wyjątkowo dobrą markę w muzealnych kręgach. Przede wszystkim za sprawą fantastycznej kolekcji współczesnej polskiej sztuki, którą z pasją, znawstwem i determinacją gromadził. Później przyszła pora na Kraków. W 2015 r., po 15 latach kierowania Muzeum Narodowym, odeszła na wymuszoną emeryturę Zofia Gołubiew, a jej miejsce zajął Jerzy Betlej.

I akt ostatni owych zmian: w grudniu 2018 r. niemal równocześnie powołani zostali nowi szefowie muzeów narodowych w Poznaniu (Adam Soćko jako pełniący obowiązki na miejsce Wojciecha Suchockiego) oraz w Warszawie (Jerzy Miziołek na miejsce p.o. dyrektora Piotra Rypsona, który z kolei przejął obowiązki po Agnieszce Morawińskiej, kierującej stołeczną placówką przez poprzednie osiem lat). A być może to nie koniec zmian. Mówi się, że Jerzy Betlej wkrótce przejdzie na Wawel, choć kto przyjdzie na jego miejsce, nie wiadomo.

Bywało, że między szefami a zespołami iskrzyło. Z powodu konfliktu z zespołem dyrektorem w Warszawie w 2010 r. przestał być Piotr Piotrowski. Zofię Gołubiew w Krakowie wielu pracowników żegnało z westchnieniem ulgi, bo jej autorytarny i konfrontacyjny styl rządzenia nie odpowiadał licznym pracownikom. Z kolei ostatnio we Wrocławiu, a szczególnie w Warszawie, po bezkonfliktowych szefach nastali nowi, wyraźnie podnoszący poziom adrenaliny, a nawet (jak Jerzy Miziołek) robiący prawdziwą kadrową rewolucję.

Zmiana jak w korporacji

Poza wieloma różnicami kilka cech łączy wszystkie te kadrowe ruchy. Przede wszystkim brak konkursów na stanowisko dyrektora. Ta ścieżka awansu ciągle jeszcze nie ma racji bytu w muzealnictwie, szczególnie gdy w grę wchodzą placówki największe i najbardziej prestiżowe. Paradoksalnie, bo to właśnie od ich szefów powinno wymagać się szczególnych kwalifikacji. Tymczasem we wszystkich czterech przypadkach mieliśmy do czynienia z ręcznym sterowaniem i wskazaniem następcy palcem. Z mniej lub bardziej udanym skutkiem. Prasa upubliczniła niedawno anonimowy list, jaki do ministra kultury wystosowali pracownicy Muzeum Narodowego w Poznaniu, prosząc, a nawet domagając się rozpisania konkursu na nowego dyrektora, który wyciągnąłby tę placówkę z zapaści. Bezskutecznie. Szef resortu wybrał na pełniącego obowiązki przez najbliższy rok dotychczasowego wieloletniego zastępcę ustępującego dyrektora.

Druga sprawa to silnie utrwalone, acz błędne przekonanie, że dyrektorem muzeum powinien być historyk sztuki. Zapomina się, że największe muzea przypominają dziś duże zakłady pracy o skomplikowanej materii zarządzania, a ich prowadzeniem powinni zajmować się doświadczeni menedżerowie. Desygnujący zadania merytoryczne i programowe w ręce doświadczonych muzealników, a sami skupiający się na inwestycjach, budżecie, zatrudnieniu, infrastrukturze. Taki podział władzy obowiązuje dziś już w wielu instytucjach kultury (teatry, opery) i funkcjonuje zazwyczaj bardzo sprawnie. Pół biedy, gdy dyrektorowanie przypada osobom, które wcześniej zdołały dość dobrze poznać specyfikę instytucji. Mariusz Hermansdorfer, zanim objął władzę we Wrocławiu, przepracował w muzealnictwie ponad 20 lat. Zofia Gołubiew, obejmując dyrektorski gabinet, przez 26 lat wspinała się po kolejnych szczeblach zawodowej drabiny w Muzeum Narodowym. Podobnie Agnieszka Morawińska, która przez 10 lat była szefową Zachęty, a jeszcze wcześniej przez 17 lat pracowała w muzealnictwie.

Powrót do przeszłości

Popatrzmy zaś na wspomniane dziś zmiany. Andrzej Betlej przed objęciem funkcji dyrektora pracował naukowo w Instytucie Historii Sztuki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Piotr Oszczanowski – w Instytucie Historii Sztuki Uniwersytetu Wrocławskiego, choć jego poprzednik przygotowywał go do przejęcia schedy. Jerzy Miziołek kierował wprawdzie placówką muzealną, ale zatrudniającą… osiem osób. Z dnia na dzień grono pracownicze powiększyło mu się do kilkuset.

Przeskok bywa więc potężny, a ponadto radykalny. Zdaniem ekspertów z Międzynarodowej Rady Muzeów (ICOM) nowy dyrektor przychodzący z zewnątrz do dużego muzeum powinien przez minimum pół roku przejmować zarządzanie od poprzedników, by skutecznie opanować wszystkie zagadnienia. Tymczasem u nas panują obyczaje rodem z amerykańskich filmów opowiadających o życiu w wielkich korporacjach. Po wkroczeniu Jerzego Miziołka do MNW Piotr Rypson natychmiast stracił dostęp do poczty elektronicznej, a po paru kwadransach zmuszono go do oddania służbowego laptopa. „Gdy po zmianie dyrektora rozstawałem się z muzeum, nikt z nowej dyrekcji nawet nie chciał ze mną rozmawiać, o cokolwiek zapytać. Zapakowałem swoje rzeczy osobiste i po prostu wyszedłem” – wspomina były wicedyrektor innego z muzeów narodowych, człowiek, który o instytucji wiedział niemal wszystko.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną